wtorek, 28 lutego 2017

Perfumy Prowansji


Okładka książki Perfumy ProwansjiJak na półkę "Miło przy kawie", może zbyt dużo kryminalnych wątków i śmierci, ale nie bardzo jest, gdzie umieścić tę pozycję.
Urzekło mnie zdjęcie lawendowych pól, bo lubię francuskie klimaty, ale potem sprawdziło się powiedzenie: nie oceniaj książki po okładce :)

Ogólnie ujmując ocena: "może być".
Czyta się szybko, ale przyznaję, że gdyby nie zdjęcie autora na okładce, to upierałabym się, że książkę napisała kobieta. Naprawdę zmyliły mnie te rozwinięte opisy śródziemnomorskiej przyrody, perfumeryjny temat i romantyczne sceny.
Przykrym za to wątkiem jest przedstawienie rodziny, jako osób praktycznie wobec siebie obojętnych, chwilami zionących nienawiścią. Nienawidzące się rodzeństwo, czy o zgrozo córka, której zupełnie nie dotyka śmierć ojca. No cóż taki miał być klimat świata finansjery.
Dla wielbicielek tytułowych perfum jest za to szczegółowy opis procesu ich wytwarzania i podstawowa charakterystyka poszczególnych rodzajów zapachów. Przypomniało mi się przeczytane kiedyś "Pachnidło". Tam też temat perfum i mnóstwo zabójstw...
To ja już nie wiem, czy te perfumy tak źle na ludzi wpływają? ;) A serio, wiadomo, gdzie pieniądze i wielkie interesy, tam też zło próbuje wtrącić swoje trzy grosze.
Podsumowując, jeśli ktoś akurat nie ma nic innego pod ręką, można przeczytać, ale nie spodziewając się ani szczególnych doznań, ani też, że zapamięta się tę książkę na dłużej. Niemniej, na jakieś deszczowe popołudnie "może być". :)


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Perfumy Prowansji; Autor: Frederic D'Onaglia; Wydawnictwo: Amber. Oprawa miękka. 336 strony.

sobota, 25 lutego 2017

Świadectwo. Prawdziwa historia hinduskiego lekarza, który przeżył śmierć kliniczną, spotkał Jezusa i przebudził się do nowego życia.



Dałam się złapać na haczyk...chwytu marketingowego...hmmm...? Prawdziwa historia hinduskiego lekarza...
Przeczytałam opowieść, ale oprócz zamyślenia, pojawiał się też uśmiech, związany z niedowierzaniem, albo ujmując inaczej z powątpiewaniem. Nie w NDE, nie w Boga, nie w historię życia po życiu, ale w wiarygodność całości tego wydania.
Może jestem niedowiarkiem, ale obserwując, jak teraz traktuje się ludzi, klientów a i czytelnicy są przecież takowymi, chodzi mi po głowie myśl, czy aby marketing, reklama i cały ten zgiełk, nie zapędził się na te tereny zbyt mocno.
Dość grubymi nićmi szyty jest pomysł lekarza-hindusa, przeżywającego te wszystkie "przygody" z piekłem, Aniołami, Świetlistą Istotą, którą od razu na okładce nazywa się Jezusem, a wewnątrz, jakby mniej pewności na ten temat.
Uśmiech wywołuje również nieodzowna dla hinduizmu, reinkarnacja. Obserwuje więc nasz bohater, siebie w innych wcieleniach z przeszłości...
Jako nie-katolik, medytuje zamiast się modlić, ale podczas tej nie-katolickiej modlitwy spotyka i słyszy Anioła Stróża! :)

I wciąż nasuwa mi się myśl; wiadomo, gdyby o tym wszystkim opowiedział zwyczajny katolik, w dodatku -o zgrozo!- praktykujący, to przecież byłoby takie pospolite, a gdyby jeszcze powiedział o cudzie uzdrowienia...to może nazwano go Moherem albo Obłąkanym i wyśmiano ..ale Hindus jest ok. W epoce multi-kulti bohater-hindus w relacji z Bogiem zwanym Jezusem, jest bardziej wiarygodny...?
No cóż, pewnie jeszcze bardziej medialny byłby ktoś z wiary, proponowanej przez Bliski Wschód, ale jest problem. Oni bowiem, pod egidą pani Anieli, za zachodnią granicą, próbuję uciąć sprawę Jezusa u źródła - najchętniej zlikwidować święta Bożego Narodzenia, nie nazywać ich nawet po imieniu...(Sprytna zagrywka, bo skoro Bóg się nie narodzi, to nie będzie kłopotu z likwidacją kolejnych świąt Jemu poświęconych)
A wracając do samego "Świadectwa", jest tam jeszcze nawiązanie do "Opowieści Wigilijnej", którą podejrzewają o powiązania z NDE. I tu rzeczywiście by się zgadzało. Dla tej informacji mogę uznać książkę za przeczytaną w słusznej sprawie. Nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym, że Ebenezer Scrooge mógł doświadczać czegoś podobnego. A wszystko by się zgadzało, zarówno kontakt z duchami, jak i widok swojego życia w pełni i jakby z zewnątrz.

A co do przemiany; bardzo dobrze, że amerykański blichtr i zachłanne dążenie do materialistycznych uciech, bohater "Świadectwa" (a i "Opowieści Wigilijnej" również), zamienia na bogatsze życie duchowe, skierowane na pomoc innym ludziom oraz empatyczne podejście do nich. To się chwali i tutaj pomysłodawcom książki dziękujemy za kolejną próbę.
Warto bowiem przeczytać, zatrzymać na chwilę i otrząsnąć się z tego, co tak przyziemne i w gruncie rzeczy często niepotrzebne.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Świadectwo. Prawdziwa historia hinduskiego lekarza, który przeżył śmierć kliniczną, spotkał Jezusa i przebudził się do nowego życia; Autor: Rajiv Parti; Wydawnictwo: Samsara. Oprawa twarda. 256 stron.

czwartek, 23 lutego 2017

Co do grosza



Okładka książki Co do grosza 

Kiedy po raz pierwszy czytałam "Co do grosza", Polska ledwie rozpoczynała swoją przygodę
z kapitalizmem. Nie wiedzieliśmy tak naprawdę, o czym Archer pisał. Nie używaliśmy na co dzień pojęć "giełda", "akcje", "hossa" itp. Przeczytałam wtedy książkę, jak historię z innego wymiaru. Podobała mi się wartka akcja, bohaterowie z różnych środowisk, ich fantazja w planowaniu
i realizacji odwetu na kimś, kto ich oszukał. Wszystko rozgrywające się w różnorodnej scenerii; jest uczelnia oksfordzka, jest kasyno w Monako, turniej tenisowy, galeria sztuki, wciąż zmienne tło akcji. 

Archer, jak zwykle wprowadził nam bohatera z polskimi korzeniami. W tej książce, niestety jest nim największy oszust i człowiek, który dorobił się fortuny w niezbyt chlubnych okolicznościach. Szkoda, że tak nam polskość zapisał w literaturze, ale wybaczmy mu, bo książki pisze niezłe ;)
Czytając "Co do grosza" teraz, po latach...no cóż, nie ma dnia, żebyśmy nie słyszeli, nie tylko wiadomości z giełdy i spółek, ale i historii o oszukanych ludziach, plajtujących pseudo-firmach, naciągaczach itd. Wiele się zmieniło. Bohaterowie Archera stali się nam znacznie bliżsi, ich problemy realne i obecnie panowie podpowiadają, co robić, jeśli znajdziemy się w podobnej sytuacji. Nie poddawać się, nie odpuszczać i walczyć o swoje. Chociaż akurat ich sposoby, niekoniecznie nadają się do powielania, to sama idea odzyskiwania dorobku swojego życia - słuszna.:)


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Co do grosza; Autor: Jeffrey Archer; Wydawnictwo: Rebis. Oprawa miękka. 256 stron.

środa, 15 lutego 2017

Jestem Bogiem Podświadomości

Od lat czytam książki pani Beaty i powiem szczerze; przy tej pozycji, coś mnie zaniepokoiło. Dokładnie to, czy w ostatnich latach, jakość twórczości nie przechodzi w ilość. Również odniesienia w tekscie do innych swoich książek, brzmią trochę jak reklama, ale może warto po prostu po nie siegnąc..:)
Nie mogę jednak powiedzieć, że ta książka jest nieciekawa. Owszem, jest w moim stylu, czyli "otwiera oczy na świat", a szczególniej, na jego negatywne, obecnie propagowane style życia. Jest tutaj dużo ostrzeżeń o paskudnym jedzeniu, zbędnych suplementach - reklamowanych, jako cudowne środki, nałogach i niemocy jednostki wobec wielkich koncernów, sieci handlowych, globalnych producentów żywności.
Jest o zakłamaniu w reklamach i o tym, że niby wszyscy wiedzą, a obłuda i fałsz nadal się szerzą.
Jednocześnie są podpowiedzi, jak próbować się w tym wszystkim odnaleźć. Od razu zaznaczmy, że nie jest łatwo, bo zawsze jest "pod górkę", tym, którzy wolą prawdę od ogólnie akceptowanego fałszu.
Pani Beata mówi o wielu rzeczach wprost. Posługuje się językiem codziennym, bezpośrednim. Często powtarza, jak mentor, charakterystyczne "Rozumiesz?", które może kogoś drażnić, ale  tez wprowadza czytelnika w swoistą rozmowę z autorką.
Książka nie jest pisana przez zawodowego psychologa, więc styl jest bardziej przystępny, a treść jak najbardziej poważna. Choć chwilami mogłoby się obyć bez zwrotów w stylu: "Jezu, to straszna walka, prawda?", albo "Kurna, tyle czasu, tyle energii...", czy "kurza nóżka, ciągle nie widać jakichś większych efektów". No cóż w całości jest to do zniesienia, ale chyba nie było aż tak potrzebne.(Czepiam się ;))

Każdy, kto chociaż na chwilę zatrzyma się w codziennym pędzie i spojrzy obiektywnie na wszytko wokół, nie może nie zgodzić się ze słowami autorki:..."kiedy spojrzałam na Europę z daleka, świeżymi oczami i z perspektywy innych światów, które poznałam, odkryłam, że Europa jest jednym z najbardziej destrukcyjnych i zakłamanych miejsc, jakie znam.."

Jeśli ktoś obserwuje dzisiejszy świat, samodzielnie myśli i wyciąga wnioski, to po lekturze tej książki, poczuje, ze nie jest sam. Są ludzie, którzy zauważają, jak sztucznie wykreowana i sterowana rzeczywistość wciąga większość społeczeństwa.
Autorka przestrzega, że karmieni chemiczną żywnością, stajemy się otępiali i łatwo ulegamy manipulacjom. Mimo wszystko jednak trzeba próbować wyrwać się z tego.
"Żyjemy w cywilizacji posługującej się fałszem i iluzjami, ale to wcale nie oznacza, że jesteśmy na ten fałsz skazani. Możesz wybrać."
Trzymajmy się więc własnego rozsądku, jeśli mamy szansę jeszcze z niego korzystać...:)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Jestem Bogiem Podświadomości; Autor: Beata Pawlikowska; Wydawnictwo: Burda Książki. Oprawa twarda.  376 stron.

wtorek, 14 lutego 2017

Moje młode lata

Okładka książki Moje młode lata


Pierwsza autobiografia, jaką przeczytałam. Trafiłam idealnie, bo mnie nie zniechęciła do takich form. Człowiek o stu twarzach (w dobrym znaczeniu) i baardzo ciekawe życie. 
Polecam z czystym sercem. Mądrze pisze:) i już na okładce, jako zachęta przeczytamy: 
"Kocham życie takie, jakie jest. Bogaty, czy biedny, młody czy stary, zdrowy czy chory, w roli głównego aktora czy jako skromny widz - jestem szczęśliwy, że żyję i pokornie wdzięczny za to Opatrzności!...Kocham podróże, książki, malarstwo, kwiaty - kocham nieustająco zmienne widowisko życia. W sumie kocham wszystko! Jestem szczęściarzem, ale mam w tej sprawie pewną małą teorię; Przyroda, Bóg - czy jak inaczej nazwalibyśmy Siłę Twórczą - darzy szczęściem te istoty ludzkie, które życie akceptują i kochają, nie stawiając mu żadnych warunków. A ja jestem jednym z nich i to całym sercem. Przekonałem się - dzięki wydarzeniom, które możnaby określić jedynie mianem cudów, że ilekroć moje "ja" podświadomie bardzo czegoś pragnie, życie tak czy inaczej pragnienie to spełni..." (i te przemyślenia później mogłam odnaleźć w "Alchemiku" P.Coelho, ale osobiście wolę je na przykładzie życia Artura Rubinsteina, aniżeli w baśniowo przedstawionej formie :)
Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Moje młode lata; Autor: Artur Rubinstein; Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Muzyczne. Oprawa miękka. 572 strony

W dżungli życia


Okładka książki W dżungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)Beatę Pawlikowska można lubić lub nie. Każdy ma prawo do swojego zdania. Ja lubię jej książki. Może dlatego, ze spełniła po trochę i moje marzenia o podróżowaniu, a teraz dzieli się wiedzą i wspomnieniami o tym, w swoich książkach.
Niemniej, akurat "W dżungli miłości", przedstawia się nam jako zwyczajna dziewczyna, nie dziennikarka, nie pisarka itd.
Daje jak zwykle porady, co zrobić, by doścignąć marzenia i daje nadzieję, że jeśli jej się udało, to dlaczego i nam by nie mogło?

Ona próbowała i szukała. My też możemy. A potem trzeba wiary i konsekwencji w dążeniu do celu. I za to panią Beatę lubię. Nie jest niedoścignionym wzorem. Jest jedną z nas, która wymarzyła i potem wywalczyła swój ideał życia. Mnie się podoba.




Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: W dżungli życia; Autor: Beata Pawlikowska; Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik. Oprawa miękka. 320 stron.

środa, 8 lutego 2017

Wakacjuszka




Okładka książki WakacjuszkaPrzeczytałam w opiniach "Wakacjuszki", że można się pośmiać. Pobiegłam więc do biblioteki. Kiedy zaczęłam czytać książkę, pomyślałam, to będzie raczej "śmiech przez łzy". Rodzaj tragikomedii. Jak inaczej nazwać historię ludzi, którzy przyjeżdżają do wielkiego świata, zachwalanego, jako ziemia obiecana, a lądują w piwnicy, jedzą przez cały tydzień tę samą zupę. Harują ponad siły, oszczędzają na lekarstwach, mimo dolegliwości i chorób. Dzielą łóżka z obcymi mężczyznami i kobietami (choć to akurat robią na własne życzenie, argumentując samotnością wygnańców).

No cóż, na początku pomyślałam -nie będzie śmiesznie, ale rzeczywiście, potem było kilka fragmentów, które wzbudzą uśmiech każdego. Zapamiętałam na przykład Polaka, który zabiera do kraju wielki telewizor, mówiąc, że chce pokazać w domu, jakie to w Ameryce można oglądać programy :-) (dla młodszych informacja: w tamtych latach w Polsce mieliśmy tylko TVP1 i TVP2, a łącza satelitarne kojarzyły się wyłącznie z lotami kosmicznymi :))

Bohaterka książki pokazuje nam amerykańską codzienność od środka polonijnego życia. Z pewnością, każdy z nas słyszał sformułowania "jechać na domki", "sprzątać bejsmenty", "czyścic karpety". To takie sztandarowe naleciałości Polaków, jadących za chlebem. Nie wszyscy jednak słyszeli o tym, co tam jeszcze innego się robi. Autorka tymczasem, odkrywa mnóstwo sekretów i bardziej lub mniej bulwersujących zasad, które kierują postępowaniem wielu mieszkających za granicą rodaków. Przede wszystkim dolar, zastępujący miejsce tego, co zazwyczaj uważamy za najważniejsze. Tam to "on" staje się celem, który uświęca środki. Smutna prawda.

Nasza bohaterka Aniela, również zmienia swoje myślenie na bardziej amerykańskie. Poznaje przy tym zasady rządzące w tamtych realiach, a właściwie brak jakichkolwiek zasad. Zanik kręgosłupa moralnego i wyjałowiony umysł.
Zawitała w świecie dotychczas nieznanym,
gdzie : "Ojciec i matka nie mają prawa nic powiedzieć, a jak się zestarzeją, to ich dzieci oddają do domów starców..",
gdzie "...to wcale nie baby, tylko chłopy za baby poprzebierane, wymalowane, na łbach peruki, trudno odróżnić. Obejmują się, tulą, całują..",
gdzie "...to od razu do siebie mówią: Ty masz męża, ja mam żonę, będziemy razem, dopóki tu jesteśmy, a potem każdy wraca do swojego, żeby nie było pretensji, żalów...".

Aniela opowiada o tym wszystkim, swoim wyjątkowym, oryginalnym, mocno gwarowym językiem. Dodaje to lekkości historii, ale autorka porusza bardzo poważne i istotne tematy. Mówi: "..dlaczego ludzie poniewierają tak drugiego człowieka? Chyba tylko dlatego, że jest biedny i od nich zależny.(...) Dlaczego nas Polaków, tak traktują? Dlaczego uważają nas za gorszych od siebie? Przecież my jesteśmy też ludźmi!"

I czy to nie jest wciąż aktualna uwaga?

Chociaż tęskni za dziećmi, mężem, krajem, to ciężko jej zdecydować o powrocie do rodziny.
I pięknie o Ojczyźnie mówi, ale jednak wciąż jest od niej daleko; .
 "Ojczyzna to nie ustrój, to nie lepsze czy gorsze rządy, które przemijają, zmieniają się. Nasza ojczyzna to ziemia. Gdzie jak okiem sięgnąć rozposciera się równina. To góry, które swoimi szczytami dziobią niebo, to morze z piaszczystymi wydmami. To gdzieś na wiejskim cmentarzyku grób matki i ojca. To groby dziadków, pradziadków. (...)To ziemia, która rodzi. Ziemia, z której żeśmy powstali..."
Polecam wszystkim. Tym, którzy o emigracji myślą i tym, którzy tam byli i tym, którzy nie mają zamiaru z naszego pięknego kraju wyjeżdżać. Natomiast osoby, które znają temat od środka, z pewnością zweryfikują to spojrzenie autorki, nanosząc własne doświadczenia.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Wakacjuszka; Autor: Zofia Mierzyńska ;Wydawnictwo Ex Libris. Oprawa miękka. 175stron.

Fatima

Tajemnice fatimskie przez wiele lat kojarzyły mi się z wielkim sekretem, przechowywanym w archiwach Watykanu. Czymś, będącym rodzajem taje...