środa, 31 maja 2017

Blondynka w Amazonii

 
Beata Pawlikowska w serii swoich przewodników-pamiętników  z różnych miejsc świata...
Lubię. Czytuję. Podziwiam.
Lubię, bo są kwintesencją jej podróży, krótkim wstępem i zestawem nie tylko podstawowych informacji o odwiedzanym miejscu, ale i jej subiektywnego spojrzenia na nie. Okiem reporterki, okiem kobiety i obiektywem aparatu fotograficznego patrzy na otaczającą ją rzeczywistość.
W Amazonii pani Beata jest częstym bywalcem, chyba nawet to miejsce właśnie najbardziej zainspirowało ją do wielkiej przygody z podróżowaniem.

Amazonia to piękne, dzikie i dla wielu osób niedostępne miejsce. Nie ze względu na odległość, bo ta w obecnym czasie nie stanowi już żadnych trudności. Niedostępność amazońskiej dżungli to po prostu jej charakter. Nie jest to miejsce, gdzie spokojnie rozłożymy kocyk na piknik w czasie wakacji, albo hamak wśród drzew, by się zrelaksować, albo zwiedzimy zabytki i pójdziemy do parku rozrywki z dziećmi. A przecież tego szuka wielu odpoczywających podczas urlopu. Nawet ci, którzy nazywają się podróżnikami, niekoniecznie wybierają niedostępną, tajemniczą i pełną zagrożeń dżunglę, jako cel swej podróży.  Bowiem tam naprawdę może grozić śmierć!

Poczynając od różnej wielkości owadów, gryzących, kłujących, wysysających, obsiadających człowieka, przez węże mniejsze i te ogromne dusiciele, piranie, skorpiony i małe, ale bardzo groźne rybki canero, aż do jaguarów, czyhających z ukrycia i podstępnie skradających się za swoją ofiarą. Wszystko to, znajdziemy w amazońskiej dżungli i wiem, że nie zabrzmi zachęcająco tak sformułowana "reklama" dżungli, ale właśnie po to mamy książki pani Beaty. Poznamy te wszystkie stworzenia małe i duże, pooglądamy je na zdjęciach, dowiemy się o nich wszystkiego, co najciekawsze, poczujemy dreszcz emocji, kiedy przeczytamy opisy przeżyć podczas wędrówek wśród lian i paproci. Dowiemy się nawet, jak smakują żywe, a jak pieczone mrówki.

Ja wiem, że wyjdę na zgreda, nudziarza i strachliwą osobę, która siedząc w fotelu chce poznawać smak podróży, ale zdaję sobie sprawę ze swej ułomności :) Nie przekonam się jednak do spędzania czasu w miejscu, gdzie nawet dotknięcie drzew, a ściślej larwy gąsienicy, która na drzewie sobie żeruje, grozi śmiercią. Gdzie węże są podobne do gałązek i wszędzie ich pełno, gdzie nawet kalosze mogą zabić (oczywiście nie same buty, ale to, co do kaloszy weszło nocą :))
Czytuję również książki Wojciecha Cejrowskiego i tam o Amazonii  dowiedziałam się jeszcze więcej, ale to był inny punkt widzenia, bardziej męski i bardziej też skoncentrowany na mieszkańcach dżungli. Może zatem wiele informacji nie było dla mnie nowością, ale i tak warto zajrzeć i przypomnieć sobie te wiadomości. Zarówno o ludziach, roślinności, jedzeniu, zwierzętach.

Książka z serii Blondynka w.... jest skondensowanym zbiorem informacji o Amazonii, dziennikiem podróży, który może zachęcić do bardziej zaawansowanej lektury na ten temat lub wystarczy komuś, kto nie szuka więcej wiadomości. Tradycyjnie znajdziemy charakterystyczne rysunki autorki, pełne jej poczucia humoru i podsumowujące, czytany tekst. Zestaw zdjęć z podróży dopełnia całości.

Panią Beatę podziwiam niezmiennie. Chce, lubi, zwiedza, a mnie i całej reszcie wygodnickich moli książkowych opisuje, pokazuje i opowiada. Dziękuję! I oczywiście polecam, każdą książeczkę.
A do niektórych miejsc sama chętnie w miarę możliwości pojadę. Nie mówię, że w ogóle z fotela się nie ruszam. :) Są jednak takie, jak powyżej opisana Amazonia, która na zawsze pozostanie dla mnie miejscem, w którym była pani Beata i pan Wojciech i ich książki na ten temat całkowicie mi wystarczą. Polecam!!
 
Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej! :)

Tytuł: Blondynka w Amazonii; Autor: Beata Pawlikowska; Wydawnictwo G+J. Oprawa miękka. 94 strony.

sobota, 27 maja 2017

Katalog roślin. Drzewa, krzewy, byliny.




Wiem, wiem, to nie jest wyjątkowa pozycja literacka :) ale nie mogłam oprzeć się pochwaleniu jej, właśnie tutaj, na blogu.
Kupiłam ten katalog kilka miesięcy temu, a obecnie, urządzając ogród, korzystam z niego i muszę pokazać, jaki jest pomocny.
Jest to pozycja, z której każdy miłośnik ogrodnictwa na pewno chciałby skorzystać. Drzewa, krzewy i byliny skatalogowane przez specjalistów i znawców tematu, dokładnie opisane, z pięknymi zdjęciami.




Zaczynamy od planowania, projektowania naszego ogrodu.
 

Potem znajdziemy dokładne instrukcje i pomocnicze zdjęcia, jak wybrać, kupować i przygotować rośliny do sadzenia.
Nie będzie już tajemnicą pielęgnacja roślin, ich zabezpieczania na zimę, przycinanie, oczyszczanie, zwalczanie szkodników i chorób itp zabiegi.
Katalog to kompendium fachowej wiedzy oraz praktycznych wskazówek i instrukcji postępowania.
Przechodzimy dalej, do głównej części i znajdziemy nazwy w języku polskim i łacińskim, charkterystykę oraz przepiękne zdjęcia: ponad 800 drzew iglastych i liściastych, 664 krzewy liściaste, ponad 90 gatunków róż i 376 bylin. Poznamy również rośliny sadownicze, tarasowe, trawy, paprocie, rośliny ozdobne o jadalnych owocach, pnącza, rośliny wrzosowate. W sumie 2680 roślin! Wszystkie sprawdzone i dostępne na polskim rynku.
Przy każdej roślinie dokładny opis i małe graficzne symbole, porównujące wysokość rośliny, pokazujące jej formę i sugerujące najlepsze miejsce do zasadzenia.
 
W katalogu znajdziemy także tabele, które pomogą nam przy wyborze roślin i tutaj rewelacyjny pomysł dla każdego, kto rozpoczyna swoją przygodę w terenie.
Wybieramy tabelę i zapoznajemy się z gatunkami, na przykład:
- rośliny do warunków miejskich
- rośliny przyjazne dla zwierząt
- rośliny do pojemników
- rośliny do miejsc cienistych
- rośliny do dekoracji florystycznych
- rośliny na szpalery i żywopłoty
- rośliny o ozdobnych kwiatach
- rośliny nad wodę
i jeszcze kilkanaście innych, w zależności od potrzeb i możliwości.
Wybieramy według upodobań kolorystycznych, według wielkości posiadanego terenu czy jakości gleby.
Wspaniały poradnik i katalog, który szczerze polecam każdemu, kto choć przez chwilę poczuł ogrodniczy bakcyl. A jeśli do tego, właśnie spełnia swoje marzenie o zakładaniu lub odmienianiu własnego zakątka na ziemi, to lektura będzie tym bardziej na czasie.
Nieważne, czy będzie to taras, mały balkon, mały ogródek albo kilka czy kilkanaście arów przed domem. Zachęcam, polecam i zapewniam, że to naprawdę fachowa i wspaniała pomoc, o czym przekonałam się, kiedy kupując nowe krzewy w pobliskiej szkółce roślin, spostrzegłam "mój" katalog na biurku sprzedającej pani (a zajmuje się tą dziedziną już wiele lat, zatem korzystają również "starzy wyjadacze" :))
Jedyny minus, jaki zauważyłam, to miękka okładka, która niestety może się szybko zniszczyć, jeśli dobrze jej nie zabezpieczymy.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Katalog roślin. Drzewa, krzewy, byliny. Autor: praca zbiorowa.
Wydawnictwo: Agencja Promocji Zieleni Sp.z o.o.. oprawa miękka. 492 strony.

poniedziałek, 22 maja 2017

Uciekająca narzeczona


Majowa niedziela, za oknem deszcz, wiatr i ledwie dwanaście stopni. W domu - wolne popołudnie, cisza. Zatem książka. Pomyślałam: czemu nie, literatura zapowiada się na lekką i przyjemną.
 "Uciekająca narzeczona", od razu skojarzenie ze znanym filmem "Uciekająca panna młoda". Dawno do takich opowieści nie zaglądałam.
Czytam i wciągnęło. Na tyle, by przeczytać całą, w to jedno, zimne majowe popołudnie.

Rzecz o kobiecie, mężczyźnie, uczuciach - w końcu maj to miesiąc miłości. Lucy i Zac, dwoje młodych, kochających się ludzi z poplątaną ścieżką.
Historia zaczyna się intrygująco, już samą zapowiedzią z okładki. Ona straciła pamięć, ale to, co najważniejsze pozostało w niej głęboko, czyli miłość do niego. On natomiast pamięta, że porzuciła go i bez słowa wyjechała. Co teraz? Zawiła historia? Niekoniecznie, ale jest w niej dużo mądrości, tej życiowej.
Sprawa ucieczki "sprzed ołtarza" powoli zostaje wyjaśniona. Nie ma wprawdzie pościgów, przestępców, porwań czy okupów. Nie ma knujących intrygantek wokół. No może jedna, ale dosyć nieszkodliwa, jak się okazuje. Nie ma elementów zaskoczenia, ale czytamy z zainteresowaniem.

Akcja toczy się głównie w małym, lekko sennym miasteczku, w którym wszyscy się znają. Sama bohaterka odczuwa tę małomiasteczkową atmosferę wyjątkowo mocno, kiedy wraca z dobrymi intencjami, ale zostaje zaszufladkowana, jako ta, która porzuciła wspaniałego mężczyznę. Skrzywdziła go, więc teraz sąsiedzi, rodzina i znajomi bronią byłego narzeczonego, utrudniając kobiecie choćby znalezienie pracy. Dziewczyna powoli i konsekwentnie próbuje wyjaśnić swoje zachowanie, ale najpierw sama musi je zrozumieć, a przede wszystkim sobie przypomnieć.
Jest to historia o uczuciach, ale nie dajmy się zwieść tytułowi, mamy bowiem drugie dno, a nawet więcej niż jedno.
Mężczyzna i kobieta to wdzięczny temat dla pisarzy. Zachowania w stylu "żuraw i czapla", czyli, że w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz, to praktykowany od wielu lat wątek literatury miłosnej. Tutaj dodatkowy ambaras jest z pamięcią. Kiedy wspomnienia powoli wracają, dziewczyna odnajduje w sobie uczucia, o których wcześniej nie miała pojęcia. Ogromny problem z dzieciństwa, który próbowała wypierać, a nieświadomie przekłada na swoje dorosłe życie.
Wraz z bohaterką, przenosimy się w zupełnie inny świat uczuć. Już nie jest to tylko historia o mężczyźnie i kobiecie. Teraz problem dotyczy, rodziny, rodziców, dzieci, przeżyć, jakie towarzyszą odejściu najbliższych.
Mamy również temat miłości i wierności Bogu. Nasi bohaterowie są ludźmi wierzącymi. Towarzyszymy im nie tylko w niedzielnych nabożeństwach, ale widzimy, że modlitwa jest dla nich codziennym nawykiem. Oni z Bogiem rozmawiają, prosząc w prozaicznych sytuacjach "o telefon, albo choćby esemes", kiedy czekają na kontakt z bliską osobą, a w ważnych życiowych wyborach, zwracają się o radę, pytają, proszą o wskazówki, modlą się w intencjach.
Piękne cytaty, przytoczone w myślach i słowach: "Pan, Bóg twój, idzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci", "Doskonała miłość usuwa lęk". I to ostatnie zdanie daje naszej bohaterce nową siłę i zrozumienie jej największego problemu.
Znalezione obrazy dla zapytania kwiat ogórecznika w kuchniTytuł "Uciekająca narzeczona" zapowiada opowieść lekką, ale im więcej czytamy, tym bardziej lekkość przechodzi w mądrość i powagę.
Jak ważna jest miłość, akceptacja, troska i przede wszystkim obecność rodziców w życiu każdego dziecka. Jak bardzo powinna być to miłość odpowiedzialna. Ile wspomnień i jakich, zatrzymują dzieci z okresu swoich najmłodszych lat. W jaki sposób kochać drugiego człowieka, by nie skupiać się egoistycznie wyłącznie na sobie i swoich uczuciach? Dlaczego nie warto odkładać miłości na później, kierując się w stronę kariery, spełnienia cudzych ambicji. Wreszcie, co najważniejsze w życiu, nie oddalać się od Boga, nie uciekać, lekceważyć, ale być z Nim w stałym kontakcie.
Nasza bohaterka Lucy, przekonuje się na własnym przykładzie, jak istotna dla niej jest pewność, że jest dla Kogoś ważna i przez Niego kochana.
A kwiat ogórecznika (na zdjęciu powyżej:) ), który zapamiętała jako ten "na odwagę", to mały symbol, pamiątka, która staje się pomostem między nią, jej mamą i Bogiem właśnie. Pomostem - ścieżką, która prowadzi ją do największego szczęścia i spełnienia marzeń.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Uciekająca narzeczona. Z serii Summer Harbor. Autor: Denise Hunter
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 364 strony.

czwartek, 4 maja 2017

Ryczące owieczki.

Rycząca owieczka może kojarzyć się dziwnie lub po prostu śmiesznie. Tymczasem mamy do czynienia z tematem poważnym. Owieczki-słynne porównanie dla chrześcijan, którzy podążają za swoim Pasterzem. Owieczki potulne, łagodne, potrzebujące kogoś, kto będzie się o nie troszczył i wskazywał kierunek. W innym przypadku pakują się w kłopoty.
Kiedy kilka lat temu usłyszałam płynącą z radiowego głośnika piosenkę Ani Wyszkoni, długo nie mogłam uwierzyć, że to, co słyszę, brzmi, jak modlitwa. Trudno było mi uwierzyć, że słowa "Wiem, że jesteś tam. Nie widuję Cie, lecz wiem, że jesteś tam..." nie są skierowane do jakiegoś mężczyzny, ale do Boga. Wydawało się wręcz nieprawdopodobne, że komercyjne radio, wypełnione po brzegi reklamami wszelkiego rodzaju dóbr materialnych, proponujące na co dzień zestaw muzyki rozrywkowej, dalekiej nieraz od tego, co naucza Kościół, to radio proponuje piosenkę-modlitwę.
Uwierzyłam, że to prawda, chyba dopiero przy trzecim odsłuchaniu, kiedy cały tekst znałam już prawie na pamięć.
Przypomniałam sobie o tym zdarzeniu, bo minęło kilka lat i teraz czytając książkę zrozumiałam, że Ania Wyszkoni znalazłaby się na osobistej liście Ryczących Owieczek - Boba Brinera, autora książki. Ta znana piosenkarka, właśnie wtedy pokazała dokładnie to, o czym napisał i czego oczekuje od popularnych w świecie rozrywki chrześcijan.
W "Ryczących owieczkach" naszą uwagę koncentruje głównie na kulturze i mediach, gdzie, jak wspomina wciąż brakuje donośnego głosu ludzi wierzących w Boga, ludzi Kościoła.
Zauważa niepotrzebny podział na "zawodowych chrześcijan" oraz "chrześcijan aktywnych zawodowo". Według B.Brinera taki podział jest sztuczny, bowiem wszyscy, będąc wyznawcami jednego, tego samego Boga, powinni głosić zasady wiary, zarówno słowem, jak i codziennym życiem. Nie chować się w skórę łagodnych, nikomu nie przeszkadzających owieczek, które tylko w niedzielę, podążając w kierunku najbliższego budynku kościoła, różnią się od swoich niewierzących sąsiadów. Nie przemykać ukradkiem, ale dumnie kroczyć przez życie i z radością mówić o tym, że Bóg jest.
Autor, mając duże doświadczenie zawodowe, związane z pracą w telewizji wiele o niej pisze. Jest to telewizja amerykańska, obecnie już przez nas dokładniej poznana, pisze również o filmie, sztuce, literaturze. Uważa, że "...Naszym zadaniem jest być jak najlepszymi reprezentantami Chrystusa i Jego Kościoła w każdej dziedzinie życia społecznego".
Zwraca uwagę na mocny głos różnych grup społecznych, które bez żadnych oporów próbują narzucać innym swój sposób myślenia i życia. Ubolewa również nad nowoczesnym "politycznie poprawnym" oddzielaniem spraw wiary od życia publicznego.
Tymczasem Bóg dał nam przecież mnóstwo wskazówek, jak żyć, co robić. Słynne "być solą dla Ziemi" autor tłumaczy za znanym biblistą jako "działanie w roli oczyszczającego czynnika, który utrudnia rozprzestrzenianie się zła", a najlepszym sposobem, by to rozprzestrzenianie zatrzymać jest zastąpienie go czymś dobrym. Tutaj daje wiele przykładów na to, że zbyt mały wybór dzieł, stworzonych przez chrześcijańskich autorów, powoduje, iż odbiorca nie ma tak naprawdę w czym wybrać. A my, jako wyznawcy Boga powinniśmy taki wybór dawać. Ma wprawdzie na myśli głównie przedstawicieli kultury, sztuki, sportu  czy mediów, ale i o zwyczajnych ludziach mówi, że potrafią w swojej pracy godnie przekazać wartości, które chrześcijanie powinni reprezentować. I trudno nie przyznać temu racji. Druga sprawa ważna sprawa, to według autora, nie skupiać się wyłącznie na krytyce zła. Wspomina bowiem o tendencji do krytykowania właśnie i bojkotowania tego, co uważamy za niewłaściwe, ale nie podsuwaniu żadnej alternatywy. A powinniśmy być pozytywni i oferować w to miejsce lepsze rozwiązania.
Boba Brinera nie ma już wśród nas. Odszedł. Jego głos pozostał w książkach i historii amerykańskich mediów. Nie śledzę dokładnie stylu życia na kontynencie amerykańskim, ale myślę, że z naszego polskiego, obecnego byłby już choć w części zadowolony.
Może nawet wolałby zamieszkać tutaj, gdzie prezydent nie wstydzi się łamać ustalonych dla polityków zasad i podczas mszy biegnie za porwaną przez wiatr hostią, by nie została zadeptana...
Gdzie premier z dumą odczytuje Pismo Święte podczas nabożeństwa...
Gdzie piosenkarze coraz częściej śmiało tworzą wspaniałe, mądre teksty...
Gdzie sportowcy nie wstydzą się ani trzymać w ręku różańca, ani wykonywać na boisku znaku krzyża...
Myślę, że chciałby u nas zamieszkać...A przy okazji przypominać, że:
"Chodzi o to, że bez względu na to, jak długo jesteś chrześcijaninem, jak mało praktykowałeś i jak wiele szans przegapiłeś, Bóg cały czas daje ci okazje do zrobienia rzeczy, które będą coś znaczyć. Bądź gotowy. Bądź czujny."
 Na koniec książki - podsumowanie, w punktach i pytaniach. Odpowiedzi na te pytania, pozwolą nam określić, czy jesteśmy owieczką ryczącą, czy raczej tą, która na razie tylko otwiera "usta", by coś powiedzieć, ale jeszcze nic nie słychać.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł:Ryczące owieczki. Autor: Bob Briner
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 240 stron.


środa, 3 maja 2017

Last minute.24h chrześcijaństwa na świecie.

Okładka książki Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie
Od razu wiadomo, to nie jest książka, którą połyka się w jeden wieczór, ale warto przeznaczyć na nią trochę więcej czasu.
Formuła ciekawa, przemieszczamy się w każdym rozdziale w inne miejsce, gdzie spotykamy się w innym kraju, z różnymi ludźmi, których łączy jedno - wiara. Dowiadujemy się, jak wiele czasem trzeba poświęcić, żeby tę wiarę chronić w sobie i wokół siebie. Jak naoczni świadkowie relacjonują śmierć kogoś tylko za to, że wierzył w innego Boga. Czytając można się poczuć zawstydzonym, że nie doceniamy tego, co mamy u siebie. Wolności w wyznaniu, swobody życia.
Kiedy o swojej mocnej wierze i pełnym zaufaniu do Boga opowiada była muzułmanka, uciekająca przed policją i prześladowaniem, chroniąca swoje życie, ale nie poddająca się nikomu i niczemu. Czytamy jej słowa pełne przesłań :" Gdy usłyszysz, że puka do drzwi, musisz tylko otworzyć, bo klamka jest od wewnątrz, a On nie ma natury włamywacza". I wiemy, że ona nacisnęła tę klamkę, poświęcając wszystko, co tutaj na ziemi miała, życie rodzinne, zawodowe i to, co mogła mieć, bez problemów i narażenia się w swoim ojczystym kraju.
Kiedy autor opowiada o filipińskiej galerii handlowej, gdzie jednym z najbardziej obleganych miejsc jest kaplica, a kolejka spowiadających się w powszednim dniu, przypomina naszą, z okazji większego święta.
Kiedy, gdzieś na odległej wyspie Guam można porozmawiać z bezkompromisowym w swych poglądach publicystą, handlowcem i ojcem jedenaściorga dzieci w jednym, o fundamentalnych zasadach życia chrześcijańskiego, o których my kompletnie zapominamy, wchodząc w europejską nowoczesność.
Kiedy przenosimy się do starego opactwa Benedyktynów w Szkocji, gdzie czas zatrzymał się w miejscu, sceneria jest jak z filmu, a życie nagle okazuje się proste i niewymagające tego, o czym my zabiegani codziennie, myślimy, jak o nieodzownym do funkcjonowania.
Czytając te wszystkie relacje, rozmowy i opowieści czuję, jak bardzo mylimy się w typowo europejskim myśleniu o chrześcijaństwie, że jesteśmy takim "pępkiem świata", gdzie Watykan i katedry i w ogóle wysyłamy misjonarzy i tacy mądrzy i wszechwiedzący jesteśmy. Oni tam, w tym dalekim świecie, więcej wiedzą o prawdziwie chrześcijańskim życiu i o tym, co najważniejsze, żeby to życie ustawić na najlepszych torach. Potrafią się lepiej modlić, całym sobą i swojej postawy nie uzależniają od tego, jaka partia akurat rządzi. A kościół traktują jak dom, w którym czeka na nich ktoś Najważniejszy, a nie budynek, na który można ponarzekać, że duży, że ciągle tylko pieniądze na niego żądają, że tam polityka. Każdy widzi to, co chce zobaczyć...

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Last minute.24h chrześcijaństwa na świecie. Autor: Szymon Hołownia 
Wydawnictwo: Znak. oprawa miękka. 429 strony.

poniedziałek, 1 maja 2017

Moje smaki. Michel Moran.

Kuchnia polska, hiszpańska, włoska czy francuska? A może takie miłe zestawienie znanego, polskiego smaku z francuską wykwintnością, włoską oryginalnością i hiszpańskim polotem. Czemu nie.
Michel Moran, autor książki wprowadza nas w klimat kuchni europejskiej, jak sam nazywa swój zestaw proponowanych potraw.
Urodzony we Francji, syn hiszpańskiej pary, uczył się i pracował w Szwajcarii, Niemczech i Luksemburgu. A teraz mieszka i pracuje w naszym pięknym kraju.
Znany z programów telewizyjnych, dzieli się z nami swoją wiedzą również w tej książce, przedstawiając 130 przepisów na różnorodne potrawy.
Dania mięsne i bez mięsa, rybne i z dziczyzną, kremy, zupy, sałatki oraz wspaniałe desery i ciasta.
Wszystko dokładnie opisane, z cudownie apetycznymi zdjęciami oraz krótką notatką lub poradą od autora.
Książka w wygodnym formacie z czytelnie podanymi przepisami stanowi bardzo przydatną pomoc w kuchni.
Szukając pomysłu na kolejne danie, warto zajrzeć do takiego poradnika. Znajdziemy zarówno pomysł na zestaw obiadowy, jak i propozycję na przyjęcie, albo niedzielne ciasto. Z tymi przepisami ugotujemy kminkowy krem z dyni i marchwi, przygotujemy bażanta w czerwonym winie i upieczemy słynną francuską tartę albo quiche. Nie będzie też tajemnicą krem truskawkowy czy czekoladowy mus. A przepis na słynny creme brulee czy płonące naleśniki może stanowić niezwykłą atrakcję wieczoru z przyjaciółmi.

Ten autor nie udaje nikogo, jest prawdziwym kucharzem, kochającym swoją pracę. Szczerość, pasja i pozytywna energia autora płynie do nas przez kartki jego książki. Chce się gotować, chce się jeść, chce się żyć!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Moje smaki. Autor:Michel Moran.Wydawnictwo:Muza. oprawa miękka. 240 stron.

Fatima

Tajemnice fatimskie przez wiele lat kojarzyły mi się z wielkim sekretem, przechowywanym w archiwach Watykanu. Czymś, będącym rodzajem taje...