🍰☕
Klimatyczna kawiarnia z domowym ciastem i aromatyczną kawą - czyż nie jest to wymarzone miejsce do rozmów w gronie przyjaciół? Albo romantyczne spotkanie, randka, a nawet praca zdalna, bo przecież w takim wyciszającym klimacie można się świetnie skoncentrować na zadaniach. Tak właśnie mogą poczuć się klienci "Karmelowej Przystani" prowadzonej przez Marię. Mieszkańcy małego miasteczka znają ten lokal i chętnie odwiedzają go, aby skosztować miejscowych specjałów. Kawiarnia ma też swoich stałych bywalców, którzy doceniają jej wyjątkowość i spędzają tam dużo czasu.
Maria prowadzi swoją kawiarnię z prawdziwą pasją do pieczenia i przygotowywania dla klientów najsmaczniejszych gatunków kawy. Pewnego dnia Maria odnajduje zeszyt z przepisami swojej babci Heleny. Oprócz sprawdzonych receptur na smakołyki, trafia w nim również na pamiątkowe wpisy, które zapowiadają pewną rodzinną tajemnicę. Od tej pory próbuje więc nie tylko przyrządzać nowe ciasta, ale i zagłębia się w dzieje swojej zmarłej krewnej. Tymczasem w kawiarni pojawia się nowy pracownik - Tomasz. Co ciekawe, nosi charakterystyczny stary zegarek, który jak się okazuje ma coś wspólnego z rodziną Marii.
💬
Powieść "Przepis na życie" należy do literatury typowej dla "slow life". Tutaj nie pośpiechu, wszystko przebiega w swoim rytmie, powoli i wnikliwie poznajemy też każdego z bohaterów. I na pewno dzięki temu książka znajdzie wielu wielbicieli. Niestety, ja przeczytałam ją tuż po bardzo dynamicznej, nowoczesnej powieści w styli "fast" i to kontrastowe zderzenie, było jak jazda po torze wyścigowym i nagłe zatrzymanie z powodu przechodzących przez drogę jeży. No takie mam skojarzenie, bo moje emocjonalne wyhamowanie było dość ostre, a jednocześnie nie mogłam się przyzwyczaić do tekstu tak przeładowanego drobiazgowymi opisami i słownymi ozdobnikami. Gubiłam się w nich i nawet mam wrażenie, że nie wszystkie wątki zostały doprowadzone do końca albo ja coś przegapiłam i rozkojarzyłam się podczas czytania?
Padają tutaj ważne słowa i na pewno warto zapamiętać kilka myśli o życiu, przemijaniu, miłości czy rodzinie. Codzienność, która nie powinna być tylko przetrwaniem, ale czymś najważniejszym, co mamy tu i teraz. Prawdziwa miłość, która nie bierze, a więcej daje, nawet za cenę własnego szczęścia. To, że pamiątką po ludziach nie zawsze są tylko przedmioty. Szczęście, którego warto poszukać w drobiazgach i codziennej rutynie. I oczywiście bezcenna kuchnia babci, czyli domowe wypieki przygotowywane z sercem i uważnością. To wszystko jest na plus, lecz bardzo rozbudowana treść trochę mnie przerosła. Może czytałam w nieodpowiednim momencie, może nie do końca wszystko zrozumiałam? Nie wiem, ale jestem przekonana, że "Przepis na życie" znajdzie wielu czytelników, którzy odnajdą w nim swoje ulubione cechy powieści i klimatu "slow life" z mocno emocjonalnym tłem. Dla mnie tym razem było "zbyt slow".

Komentarze
Prześlij komentarz