poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Małżeństwo do poniedziałku



Zauroczenie, zakochanie, oczarowanie. Wstęp do prawdziwej miłości, czy przelotne uczucie? Na to pytanie odpowiada sobie wiele par na tym świecie. Nasi bohaterowie zdążyli się pobrać, bo ocenili swoje szanse na miłość bardzo wysoko. Niestety, przeliczyli się. A przynajmniej tak myślą. Zatem rozstanie, rozwód, brak kontaktu ze sobą. Ale czy naprawdę zrobili wszystko, by przetrwać kryzys, czy nie podjęli decyzji o rozwodzie zbyt pochopnie? Minęły trzy lata, a oni wciąż nie weszli w nowe związki. Co więcej, jedno z nich, nawet nie poinformowało swojej rodziny o zmianie stanu cywilnego. Dziwna sytuacja i na pewno niecodzienna. 

Dwoje ludzi to zawsze dwa charaktery, dwie osobowości. Często bardzo odmienne, często z bagażem doświadczeń, czy to z dzieciństwa, młodości, a czasem i z innych długoletnich związków. Jeśli obojgu uda się osiągnąć kompromis w niektórych sprawach, mają szansę zbudować wartościowy i ważny związek. Na ile chcą to zrobić, na tyle mają szans na powodzenie. 

Ryan i Abby, bohaterowie tej opowieści są nam już znani z książek serii Chapel Springs. Koncentrujemy się na problemach ex-małżeństwa, które po trzech latach rozłąki spotyka się w nowych okolicznościach. Kobieta i mężczyzna, których łączyła bliska więź, teraz mają okazję poznać się jeszcze bliżej. Okazuje się bowiem, że nie wiedzieli o sobie wszystkiego, nie znali aż tak dobrze, jak sądzili wcześniej. Oceniali się, spierali, krytykowali, nie biorąc pod uwagę wielu aspektów ich związku. Teraz mają kilka dni, by przekonać się, czy to, co łączyło ich wcześniej ma szansę na odnowę, czy lepiej nie próbować, a może stworzyć zupełnie nowy związek, na nowych podstawach.
Powieść, którą czytamy z dużym zaangażowaniem emocjonalnym. Historia, w której wątki wplątani są również bohaterowie poprzednich części powieści Denise Hunter. To jakby powrót do miasteczka, gdzie znamy już mieszkańców, wiemy, kim są, jak żyją, czym się zajmują. Teraz śledzimy losy sympatycznej pary, której większość będzie kibicować przez całą książkę. Jaka zapadnie decyzja? Jakakolwiek by nie była, będzie to ich własna decyzja. Są dorośli, choć jak się okazuje, najpierw muszą uporać się z wszystkimi cierniami z przeszłości. 
Rodzice, którzy w tej historii odgrywają bardzo ważną rolę, jawią się przed nami w różnych odsłonach. Rodzinna bliskość, zaufanie, oddanie oraz wzajemna pomoc. Ale i tacy, którzy nie potrafią przekazać dziecku tego, co najlepsze. Dowiemy się, jak ogromny wpływ na dzieci i ich przyszłość ma sposób ich wychowywania, traktowania, a nawet powtarzanych często słów. Jest to jeden z ważniejszych problemów poruszonych w tej powieści. 

Warto przeczytać, warto też spojrzeć na związek dwojga ludzi z dystansu, a jednocześnie i od środka. Autorka daje nam szansę na te dwa punkty widzenia i prowadzi nas umiejętnie, wciągając w to nawet fachową pomoc pani psycholog, która jest jedną z drugoplanowych bohaterek historii.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Małżeństwo do poniedziałku. Seria Chapel Springs. Autor: Denise Hunter
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 346 stron.

piątek, 23 marca 2018

Dwór w Czartorowiczach. Nowe pokolenie.

Kolejną podróż w czasie, do dworu w Czartorowiczach rozpoczynamy razem z główną bohaterką poprzedniej części, Ewą Jabłońską, a obecnie Sasicką. 
Młoda mężatka wyrusza ze swoim świeżo poślubionym mężem, w pierwszą podróż poza rodzinny dwór. 
Podróż poślubna, nowe miejsca i duże miasto zachwycają młodą kobietę, ale i tak czuje, że jej prawdziwym domem jest wiejskie otoczenie. Tam też wkrótce powraca i przejmuje obowiązki statecznej pani domu w Olechowiczach, rodzinnym majątku męża.

Jeśli trzymać się nazewnictwa "podróż w czasie", to pierwszą część sagi o Czartorowiczach przemierzaliśmy spokojnie - bryczką, podziwiając okolicę. Teraz, w drugiej części, czujemy się, jakby bryczkę zamieniono nam na znacznie szybszy pociąg i zatrzymując na kolejnych stacjach, dostrzegamy, jak szybko mknie czas w tej podróży. Każda stacja, jakby kolejny miniony rok, bowiem w tej części dwadzieścia lat minie, jak z bicza strzelił. 
Nasi, znani bohaterowie Emilia, Antoni, Ignacy, Blanka stają się już dziadkami, Ewa oraz Iga są matkami, żonami. Każda z nich inaczej rozpoczyna swoje dorosłe życie.
Ewa, spokojna, rozważna, wychowuje swoje dzieci na wiejskim dworze, ale nie odcina ich od dobrodziejstw większych aglomeracji. Iga, którą małżeńskie niepowodzenia z pierwszej części wiodą do życia w mieście, tam rozpoczyna nowy etap i nowy związek. Pojawiają się dzieci, nowe wyzwania, kłopoty i zmartwienia, ot codzienność. Dzieci rosną.
Towarzyszymy naszym bohaterom przy narodzinach, radości i smutku, problemach zdrowotnych i sukcesach w nauce.
I tak w wieku dziesięciu lat, córka państwa Sasickich, wyjeżdża do miasta, by uczyć się w przyklasztornej szkole dla dziewcząt. Odtąd mimowolnie przejmuje już "pałeczkę pierwszeństwa" w czartorowickiej opowieści. Mała Adelajda dorasta. Jej kuzynostwo również. Pojawiają się także dzieci znajomych nam z poprzedniej części osób - doktora Lisieckiego czy z rodziny Świergiełłów. 
Wszyscy ci młodzi ludzie, prowadzą nas teraz przez nowe pokolenie, nowe czasy. Jak zwykle w tle poznamy staropolskie obyczaje świąteczne, tradycje Wielkanocy, zapustów, czy Bożego Narodzenia. Od początku sagi, towarzyszy nam muzyka i śpiew. I te ludowe i te z nutą patriotyzmu w tle.

Kto czyta książkę, która prowadzi nas przez kolejne lata życia rodzin, wymiany pokoleń, temu nie umknie z pewnością filozoficzna myśl, jaka sama się nasuwa. Życie, wydawałoby się długie i składające z tylu godzin, dni, chwil, a tymczasem w pewnym momencie zamyka się je w dwóch krańcowych datach. Tak też jest w wielu momentach, przy czytaniu tej powieści. 
Nagle uświadamiamy sobie, że oto bohater, który przeżywał tyle trosk, zastanawiał się, planował, cieszył, smucił, on już nie istnieje w tej rzeczywistości. Określają go dwie daty, ale najlepiej, żeby było też i co napisać pomiędzy nimi. Żeby życie nie zamknęło się bez śladu, a jedyną pamiątka po osobie była data narodzin i śmierci. To myśli, które bezwiednie przychodzą na myśl, kiedy czyta się takie kilku pokoleniowe historie. Dodatkowo wgląd na całość życia, pozwala na chwilę zadumy, w przypadku niepowodzeń, problemów, tragedii. Dlaczego tak się stało, gdzie tkwił błąd, w którym momencie warto było zmienić działanie. I dotyczy to zarówno niepowodzeń małżeńskich, tragicznej śmierci, jak i błędów wychowawczych. Bo czy nie jest smutno, kiedy z małego, słodkiego brzdąca, wyrasta człowiek bezczelny, bezwzględny, leniwy, czy prostacki? I czy człowiek nie zapłacze nad losem sierotki, pracowitej, zdolnej i pragnącej kochać, która od losu otrzymuje tyle przykrości? A rodzice, z troską wychowujący swe pociechy, czy nie zasługują na ich szacunek i pomoc w starości? Małżeństwa, w których wzajemne przywiązanie i miłość sprawiają, że ludzie odchodzą z tego świata prawie jednocześnie (wbrew temu, o czym pisze autorka, takie przypadki, gdy kobieta czy mężczyzna umiera, kilka dni lub tygodni po śmierci współmałżonka, wcale nie są tak sporadyczne....)

Te wszystkie powody do zadumy oraz porywającą historię życia rodzin z końca XIX wieku znajdziecie z drugim tomie książki Dwór w Czartorowiczach, Polecam tę magiczną podróż w czasie, która nie tylko przyspiesza w swoim chronologicznym charakterze, ale i czyta się ją znacznie szybciej. Napisana językiem lżejszym niż poprzednia część, mniej nawiązującym do staropolszczyzny(choćby w użyciu wieloczłonowych rodowych nazwisk), prowadzi nas gładko przez ostatnie lata dziewiętnastego stulecia aż do roku, w którym po 123 latach Polska znów znalazła się na mapie Europy. 

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Dwór w Czartorowiczach. Nowe pokolenie. Saga Polska.; Autor: Monika Rzepiela; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 272 strony.


poniedziałek, 19 marca 2018

Dwór w Czartorowiczach.


Koniec XIX wieku. Biały dwór, wśród drzew i bujnej zieleni otaczającego go ogrodu. Przed gankiem domu widać wysokie malwy i pnący się po murze bluszcz. Za budynkiem, warzywnik, z wypielęgnowanymi rządkami marchwi, buraków, cebuli, grochu i innych potrzebnych w kuchni składników do potraw zdrowych i pysznych.
W tle zabudowania gospodarskie folwarku, z górującą wśród nich stodołą, gdzie zapach siana czuć, już od samych wielkich wrót. Dworskie pola, uprawiane przez miejscowych chłopów. Dwór z wieloma izbami, drewnianą podłogą, pobielonymi ścianami, salonem z kominkiem oraz kredensem wypełnionym porcelanową zastawą. To tutaj mieszkają państwo Jabłońscy, małżeństwo z dwójką dzieci, kolejne pokolenie mieszkańców Czartorowicz oraz ich służba; pokojówka, kucharka czy opiekunka do dzieci. Poznajemy tę polską rodzinę, ich przyjaciół, znajomych, ciesząc się z nimi podczas świąt, wesel, narodzin i codziennego, radosnego, czasem sielskiego życia, ale i płacząc, gdy bohaterów, spotykają życiowe dramaty.

Ewa Jabłońska niedawno skończyła dziewiętnaście lat, a więc czas na narzeczonego, ślub, dzieci. To właśnie ona poprowadzi nas przez dzieje swoje oraz bliższych i dalszych krewnych, a przy okazji poznamy sąsiedztwo Czartorowicz, przyległe wioski z dworami i ich mieszkańcami. Ewa, będąc naszą przewodniczką, również przeżyje swoje pierwsze doświadczenia z dorosłości. Będą oświadczyny i to niejedne, będą przyjaźnie i nowe znajomości. Nasza bohaterka kocha wieś i wcale nie ciągnie jej do wielkiego świata. Jest młodą, spokojną dziewczyną, przestrzegającą zasad, jakie wpoili jej rodzice, ale i ciekawą tego, co przyniesie jej los. Zawsze pomocna, energiczna, mądra i wartościowa dziewczyna zasługuje na prawdziwe szczęście i szczerą miłość. Nie chce, jak to bywa często w zwyczaju, by rodzice wybierali jej męża. Marzy o prawdziwym uczuciu, takim na dobre i złe, a ono czeka już i w najmniej oczekiwanym momencie wkrada się do jej serca. Wprawdzie wybranek jest mężczyzną, niezbyt akceptowanym przez ojca, ale o szczęście warto walczyć.


Wieś z końca XIX wieku poznawaliśmy kiedyś, choćby w powieści "Nad Niemnem", Elizy Orzeszkowej i nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż autorka również jest pod wielkim wpływem tamtego dzieła. Co więcej, początek sagi o Czartorowiczach, wyjątkowo przypominało mi klimat dworu Korczyńskich, a chłopak o imieniu Leon, syn ekonoma, śpiewając ludową pieśń, jest niemal odzwierciedleniem Janka Bohatyrowicza. 
Również i w dworze Jabłońskich, znalazła się panna bez posagu (podobnie, jak Justyna z "Nad Niemnem"), zakochana w mężczyźnie z "niższych sfer". To kuzynka naszej głównej bohaterki - panna Iga, która jednak w przeciwieństwie do Justyny Orzelskiej, popełnia kilka życiowych błędów, zanim jej los trafi na odpowiednie tory.
Wyjątkowym przypomnieniem znanego dzieła jest również imię i nazwisko guwernantki z Czarotorowicz - panny Teofili Różyckiej. Użyte w wersji kobiecej, od razu kojarzą się z niezbyt sympatyczną postacią Teofila Różyckiego z powieści Orzeszkowej.

Dość jednak o podobieństwach, bo chociaż wzorzec był wspaniały i skojarzenia nie szkodzą powieści, to po kilkunastu stronach czytania naszej sagi, zapominamy już całkowicie o "Nad Niemnem". Przenosimy się do Czartorowicz, Hajduliszek czy Olechowicz i z zaciekawieniem śledzimy losy wszystkich bohaterów, których wątki splatają się i schodzą na wspólne drogi. 
W tle mamy historię z powstania styczniowego, emigranci, zaginieni żołnierze, wdowy, które na znak żałoby, przez długie lata ubierają się na czarno.
Losy ludzi, którzy w wieku trzydziestu kilku lat, uchodzą już za mocno dojrzałych. Dzisiaj wydaje się nam to nietypowe, ale takie były czasy. Obecni 50 latkowie mają z pewnością więcej luzu i energii, niż ówcześni 30 latkowie.

Czasy, kiedy śmierć przychodziła często i nagle. Kiedy porody odbywały się w domach, a dzieci wychowywały w sielskim, wiejskim otoczeniu. Kiedy do ślubu wystarczyły przekazywane od pokoleń suknie, wianek ze stokrotek i bukiet, z zerwanych przed zaślubinami świeżych kwiatów. Wspólne życia wielopokoleniowych rodzin oraz dramaty, z którymi godzono się słowami "Bóg dał, Bóg wziął". Religijność, tradycje, patriotyzm i obowiązki wobec rodziny, ojczyzny. Mocno zaskakujące oświadczyny mężczyzn, których panny wcale nie znały, albo widziały po raz pierwszy. Ten ostatni motyw jest wręcz niesamowity, bowiem w dzisiejszych czasach używa się go tylko do telewizyjnych show, w których to zaskoczenie ma stać się rozrywką dla widzów, a wtedy miało służyć, jako początek nowego życia...

Zapraszam do Czartorowicz, gdzie spotkacie cały wachlarz różnorodnych postaci, przeniesiecie się na wieś z końca dziewiętnastego stulecia i przeżyjecie przygody, porównywalne do podróży wehikułem czasu. 
Korzystnym zabiegiem autorki jest przedstawienie powinowactw na dodatkowych stronach książki. Zarówno schematycznie, jak i w spisie postaci, co uporządkowuje nam stopień pokrewieństwa i historię rodziny.
Takie powieści, jeśli się spodobają, mają jedną tylko wadę, że szybko się kończą i natychmiast po zamknięciu książki, chciałoby się czytać kolejną jej cześć. I tutaj niespodzianka! Jest kontynuacja Dworu w Czartorowiczach, po którą z chęcią od razu sięgnę, by nie przerywać tej miłej podróży w czasie...

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Dwór w Czartorowiczach. Saga Polska.; Autor: Monika Rzepiela; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 304 strony.


poniedziałek, 12 marca 2018

Pocztówka z Toronto 2

Podróż na drugi koniec świata. Kanada, Toronto. Taka rozrywka należała się naszej nastoletniej bohaterce Żyłce, po jej życiowych dramatach. Straciła ojca, a razem z mamą musiały wyrzec się wielu przyjemności, bo finanse zaczęły topnieć. Teraz wszystko się poprawiło. Okazało się, że pieniądze są i to duże, w spadku po ojcu, a wyjazd do Kanady to świetna przygoda, zwłaszcza, ze tam na miejscu towarzyszy jej najlepszy kumpel Włodek oraz jego kanadyjski dziadek- imiennik.
Zwiedzanie miasta, zabawę i śmiech przerywa dramatyczna wiadomość o wypadku, któremu ulega matka nastolatki. Czy to nie ma końca? Czy wciąż musi przytrafiać się coś złego? Dziewczyna nie myśli o tym, wsiada natychmiast w samolot. Mama potrzebuje pomocy. Konieczne są wielkie pieniądze, które na szczęście mają. Ale, czy na pewno? 

Afera ze słowem "gold" nie jest nikomu obca. W tej historii pojawia się również podobna firma spełnionych marzeń, zarządzająca oszczędnościami. Co dalej? Jakie jest jej powiązanie z naszymi bohaterkami? Tego dowiecie się z tej wciągającej opowieści, którą nie tylko przeczytacie, ale prawie "połkniecie". Wątki splatają się i wiodą do ludzi o bardzo nieprzyjaznych zamiarach. 

Współczesne problemy i zasadzki, czyhające na młodych ludzi, ale i na tych starszych. Jedno oszustwo i wejście w świat przestępców, które pociąga za sobą kolejne kłopoty. A w tym wszystkim młodzieńcza przyjaźń, lojalność, odwaga- czasem granicząca z brawurą. 
Podejście policji do sprawy, w której jeszcze nic nie jest jeszcze jasne, ani udowodnione. Pomoc, na którą mogą liczyć. No i na koniec cud w służbie zdrowia. Niesamowita, empatyczna lekarka, która potrafi wspiąć się na wyżyny altruizmu i pomóc, tak, jak tylko można w najlepszy sposób. A jako podziękowanie wystarczy jej ..pocztówka z Toronto.

Historia, która trzyma w napięciu i zaskakuje swoimi wątkami. Kilka nieprzemyślanych słów czy działań, rozpoczyna lawinę kłopotów. A w tle powtarzająca się melodia "Turn it up!", która potrafi naprowadzić na trop przestępców.... 


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Pocztówka z Toronto 2.; Autor: Dariusz Rekosz; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 208 stron.




piątek, 9 marca 2018

Pokochać Mszę Świętą

Niedzielna msza święta jest dla wielu osób oczywistym obowiązkiem, dla innych przyzwyczajeniem, ale jest i radością. 
Coraz częściej są wokół nas ludzie, którzy nie odwiedzają kościoła nie tylko w tym dniu, ale i pewnie w ogóle o tym nie myślą. Zdarzają się i wyśmiewający tę tradycję. Takie czasy, podobno. 
Książka jest kierowana zdecydowanie do tych pierwszych, uczęszczających na coniedzielne spotkania z Bogiem.
Napisałam spotkania, bo cała rzecz w tym, by nie traktować mszy, jako starodawnego rytuału, który należy "zaliczyć" w każdym tygodniu, lecz właśnie jak spotkanie z przyjacielem. Zwyczaj, który nabyliśmy już w dzieciństwie, a teraz rozwijamy tę znajomość i przyjaźń. Mówimy sobie o tym, co przeżyliśmy, co chcielibyśmy zmienić w życiu, prosimy, pytamy, słuchamy. Przecież tak właśnie spędzamy czas z przyjaciółmi, a Bóg jest naszym najlepszym przyjacielem. Może brzmi to utopijnie, może dla niektórych to kompletne bzdury, ale jeśli naprawdę zbliżymy się do Boga, to takie niedzielne spotkanie są nam zwyczajnie potrzebne. Byłam kiedyś na mszy, kiedy wygłaszający kazanie ksiądz życzył wiernym, by "każda nieobecność na niedzielnej wspólnej modlitwie stała się dotkliwa, a brak możliwości przyjmowania komunii świętej napawał prawdziwym smutkiem". Życzył nam zatem wszystkiego, co najlepsze, bo wyrobienie w sobie takiego nawyku i odruchu jest najlepszym, co może się przydarzyć chrześcijaninowi.

"Pokochać mszę świętą" - ten tytuł to wyzwanie. Jak pokochać czas, który, jako dzieci uważaliśmy za ciągnący się w nieskończoność, większości słów i gestów nie rozumieliśmy?  A jako dorośli, przyzwyczajeni do wygłaszanych rutynowo formuł, automatycznie odpowiadamy na znane już na pamięć słowa?
Często rozpraszani myślami o codzienności albo obecnością innych współmodlących, wcale nie pamiętamy o czym tak naprawdę były czytania, Ewangelia czy kazanie. A przecież tam znajdziemy kwintesencję mądrości i Bożego przesłania.
Autor tej publikacji ksiądz Didier van Havre zdaje sobie sprawę z naszych, ludzkich niedoskonałości. Daje nawet kilka porad, w jaki sposób uporać się z takim brakiem skupienia, rozproszeniem, roztargnieniem i uciekającymi gdzieś  daleko myślami. 
Oto mamy pełny obraz mszy świętej. W szczegółach, z poprawnym teologicznym nazewnictwem, uporządkowaną formułą, tłumaczącą wiele, wydawałoby się oczywistych i znanych nam rzeczy, ale i zaskakująca nie raz. Znajdziemy również opisy i nazwy mszy nie tylko niedzielnych, ale i z okazji różnego rodzaju świąt kościelnych. Obrzędy, rodzaj używanych szat. Każdy rozdział, wspaniale podsumowany poradami, tłumaczeniem trudniejszych zagadnień oraz pytaniami, na które warto sobie odpowiedzieć.

"Styl życia chrześcijanina w dużym stopniu zależy od tego, jak wielką wagę przywiązuje on do dnia Pańskiego. Niedzielna Msza nadaje ton całej niedzieli, a nawet całemu tygodniowi. Niedziela, jeśli przeżywamy ją jako dzień Pański, wywiera decydujący wpływ na życie osobiste, rodzinne, społeczne, a także na wychowanie dzieci. To dzień radości i odpoczynku"

Najważniejsze, by nie traktować mszy świętej, jako przykrego obowiązku Ileż to bowiem mamy w życiu przykładów, gdy wyjeżdżające z domu dorosłe dzieci, oddychają z ulgą, że nie będzie już trzeba co niedzielę iść na mszę, bo rodzice przestaną narzekać i namawiać. Życie.... Smutna, ale prawdziwa rzeczywistość... 
Tymczasem jestem przekonana, że prędzej, czy później większość z tych dzieci wraca i to ze zdwojoną siłą, do modlitwy, Boga i na tę nielubianą kiedyś mszę świętą. Jest takie powiedzenie "jak trwoga to do Boga" i jest prawdziwe. Wiele osób, którym przydarzy się w życiu coś złego, smutnego, coś, z czym ciężko sobie poradzić, wraca i modli się coraz gorliwiej, bo znacznie dojrzalej. A kiedy usłyszy wewnętrzny głos, będący odpowiedzią na modlitwy, to ich życie nabiera zupełnie nowych wartości. Nie tylko niedziela, ale i każdy dzień staje się okazją do rozmowy z Bogiem, do wprowadzania go w swoje życie i dzielenia się codziennością. 
Życzę wszystkim, którzy wierzą, że Bóg jest i działa, aby każda msza święta była wspaniałą okazją do głębszego poznawania swojego Przyjaciela, a Jego rady, słowa, zalecenia, niech pozwalają Wam żyć lepiej i pełniej. Ta książka z pewnością pomaga w zrozumieniu ważnych tajemnic, zawartych w celebrowanym co tydzień święcie i przeżyciu go o wiele mocniej i bardziej świadomie. 
A przed wyjściem do kościoła zaśpiewajcie razem ze swoimi dziećmi, refren znanej piosenki Arki Noego : "Niedziela, niedziela, czas radości i wesela" i nastawcie się pozytywnie!

"Udział we Mszy Świętej nie powinien być aktem oderwanym od codzienności. (...) Celem tajemnicy eucharystycznej, którą celebrujemy jest przemienienie naszego życia. I odwrotnie owoce, które z niej czerpiemy zależą od postaw, które przyjmujemy w codziennym życiu."

"Ważne jest zatem to, czy dążymy w naszym codziennym życiu do świętości - to znaczy do pełni życia chrześcijańskiego i doskonałej miłości".

 

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Pokochać Mszę Świętą. Autor: Didier van Havre ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 192 strony.

poniedziałek, 5 marca 2018

Panny Młode - Wiosna



Przygotowania, stres, zamówienia, wybory strojów, dekoracji, kwiatów, menu w restauracji. Bieganina przedślubna, kto ją przeżył, ten kojarzy czas przed ważnym wydarzeniem w życiu.

Trzy opowiadania o trzech różnych kobietach. Młodych, przygotowujących się do ślubu, a jedna z nich nawet przedstawia nam historię, aż od samego początku, czyli od poznania swojego przyszłego męża. 
Trzy, różne autorki, zatem i opowieści inaczej napisane i kładące nacisk na odmienne problemy, związane z przedślubnymi wydarzeniami.

Pierwsze opowiadanie jest chyba najbardziej odległe od naszych, powszednich realiów. Przenosimy się bowiem do Brightonii, księstwa, położonego gdzieś w Europie. Tutaj ukłon w stronę Amerykanów, że też właśnie to nasz stary kontynent kojarzy im się z tak czarującymi miejscami.Dziewczyna poznaje księcia Nathaniela II. Podczas pierwszego spotkania nie ma pojęcia o jego prawdziwej tożsamości, domyślamy się zatem, że chodzi o miłość szczerą i bezinteresowną. 
Perypetie tej pary są niby odległe, a jednak możliwe do przeniesienia na nasz grunt - niekoniecznie z wyższych sfer. Oto bowiem panna młoda musi wyrzec się wszystkiego, co kojarzy się jej z dotychczasowym życiem, włącznie z obywatelstwem - tutaj amerykańskim. Susanna Truit ma zmienić się w księżną Susannę. Niby nic, co dotyczy przeciętnej obywatelki naszego kraju,ale gdyby się zastanowić, to odnajdziemy analogię w niektórych przypadkach małżeństw z cudzoziemcami. Nieraz przecież Polki, mieszkające w obcym kulturowo państwie, gdzie poznały swojego męża, wyrzekają się większości, o ile nie wszystkich swoich tradycji, zwyczajów i obowiązków z panieńskiego życia. Jak sobie z tym poradzić, jak nie oszaleć z troski o siebie, rodzinę, ale i z powodu uczucia, którym obdarzyło się kogoś innego, lecz niespodziewanie nam bliskiego? Oto pytania i odpowiedź, którą podsuwa nam pierwsza opowieść. 
"Małżeństwo jest trudne nawet wtedy, kiedy nie wchodzą w grę różnice kulturowe, różne narodowości, nie wspominając już o statusie społecznym"

Druga historia ma w tle dramat żołnierza, wracającego z misji Afganistanie. Jego tragiczne przeżycia stamtąd, powodują zmiany, których nikt nie przewidział, zanim mężczyzna zdecydował o wyjeździe. Ani on, ani jego narzeczona nie wzięli pod uwagę problemów zdrowotnych, stresu pourazowego, a jeśli nawet myśleli o tym, to nie wiedzieli, jak dramatycznie może wpłynąć na ich związek. Byli zaręczeni i to teoretycznie się nie zmieniło, ale w praktyce on nawet jej nie pamięta.... Przedtem wiedział o niej wszystko, a teraz nawet nie wie, jakie kwiaty lubi jego dziewczyna. 
Czy ludzie, którzy znali się od dziecka, mogą znów zakochać się w sobie? Czy prawdziwie dopasowane dwie połówki, nie mają innego wyjścia, jak dążyć do jedności? O to pyta bohaterka, o tym myśli jej narzeczony. Oboje próbują poskładać swoje plany, rozbite przez wojenną misję. Mają o co walczyć, a pomoc na szczęście, przychodzi z różnych miejsc.

Losy bohaterów trzeciego opowiadania poznajemy od momentu, kiedy poznali się i zdecydowali, że będą parą. Decyzja o ślubie zapada dosyć szybko, a największym problemem tego związku staje się bliskość ze swoją rodziną. Dziewczyna, która kocha przecież matkę i siostrę nie wyrzeknie się kontaktu z nimi. I w sumie nie chodzi o zwyczajną codzienność, ale o przekonania, jakie matka wpajała córkom od lat, sama będąc w nieudanym związku małżeńskim. 
Jaka jest granica opieki nad dorosłym dzieckiem? Ile prawdy wynika z doświadczenia matki, a ile fałszywych komunikatów wysyła, kiedy sama jest nieszczęśliwa? Matki i córki, nadmierna ingerencja w życie czy nadopiekuńczość. Jakkolwiek to nazwać staje się w pewnym momencie dużym problemem w dorosłym życiu.

Trzy, różne historie z różnymi bohaterami. Łączy je temat ważnych życiowych decyzji o ślubie, byciu razem, nadchodzących lub przyszłych problemach, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Są przedślubne nieporozumienia, wątpliwości, niejasności.
Dowiemy się również, że jest coś takiego jak WAMW - Wielka Amerykańska Machina Weselna - która omamia miliony ludzi, zmuszając ich do wydawania wielkich pieniędzy na towary sprzedawane po zawyżonych cenach. I jeśli sami obserwujecie otoczenie, to zauważycie i naszą rodzimą WPWM. ;)

A co jeszcze łączy te historie? Rozsądne i mądre podejście do problemów oraz rozwiązywanie ich z pomocą ludzi przyjaznych naszym bohaterom i przede wszystkim z wiarą w opiekę Bożą. Spodobało mi się jedno porównanie, które świetnie przedstawia nas malutkich, nasze możliwości, dążenia i wagę naszych codziennych ludzkich kłopotów w skali ..w troszkę większej skali. :)
"Ludzie bezustannie przelicytowują się ilością posiadanych dóbr, podczas gdy to Bóg jest jedynym prawdziwym właścicielem. Żyjemy na powierzchni ziemi niczym mrówki trzymające się kurczowo piłki plażowej, a ta piłka należy do Boga. Nie winiłaby Go, gdyby postanowił strzepnąć te mrówki, wziąć swoją piłkę i pójść do domu"...

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Panny Młode - Wiosna. Autor: Rachel Hauck, Lenora Worth, Meg Moseley
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 414 stron.
 

poniedziałek, 26 lutego 2018

Bóg zawsze znajdzie ci pracę


Jak znaleźć pracę? Dobrą, wymarzoną, taką, do której chce się codziennie wstawać I to z uśmiechem na twarzy. Nierealne? Czasem można mieć takie wrażenie, ale autorka tej książki próbuje podpowiedzieć nam, co zrobić, by jednak taką pracę, zajęcie mieć. Ona spróbowała i efekty są świetne.
Kolejne lekcje Reginy Brett prowadzą nas bowiem przez ...jej życie. Mnóstwo faktów, doświadczeń z życia zawodowego samej autorki oraz jej męża, członków rodziny czy znajomych i przyjaciół. Zaciekawią każdego, bo zebrane tematycznie w rozdziałach książki, nawiązują do ważnych zasad poszukiwania, decydowania, planowania i wykonywania swoich obowiązków w codziennym życiu, nie tylko zresztą zawodowym.
Trafne porównania, przekonujące słowa, praktyczne porady, wspierające cytaty. To wszystko znajdziecie w tym poradniku. Tytułowe "50 lekcji" mija szybciutko i wciąż chce się do nich wracać.

Mam zwyczaj zaznaczać kolorowymi, samoprzylepnymi karteczkami fragmenty tekstu, które nie tylko chciałabym zapamiętać, ale i przytoczyć czasem ich sens w pisanych opiniach. W przypadku tej książki, sami możecie zobaczyć na zdjęciu ilość tych moich znaczników. Nie przytoczę zatem wszystkich, ale sądzę, że wasz egzemplarz tej książki, stanie się po jej przeczytaniu, równie kolorowy, jak mój. 

Na rynku księgarskim znajdziemy setki, a może już i tysiące poradników, o tym, jak żyć, pracować, spełniać swoje marzenia. Sama czytałam już niejeden, ale i dzięki temu mam rozeznanie, czy ten kolejny jest napisany bardziej czy mniej przekonująco. 
Ten jest na pewno dobrym poradnikiem, z mnóstwem zdań, które warto przepisać sobie i trzymać w zasięgu wzroku na codzień. 
Niektóre sytuacje i przykłady wzięte z życia, może nie przystają do naszych, polskich warunków, ale już coraz rzadziej. W końcu my też mamy pracowników McDonalda, prywatne szkoły, gazety bardziej czy mniej rozchwytywane - a o pracy w nich również poczytamy.

Jest o spełnianiu marzeń i pójściu za głosem swojego serca, mimo przestróg mądrzejszych, doświadczonych i starszych osób.
"Nieważne, czego pragniesz - na świecie jest na to miejsce. Ktoś potrzebuje tego, co masz do zaoferowania. Ktoś czeka na twój głos."
Utwierdzicie się w przekonaniu, że warto pójść swoją drogą i trzymać się tego, co kochacie, bo tylko wtedy znajdziemy spełnienie i prawdziwy spokój oraz szczęście w życiu. 
Jest o pomaganiu tym, którzy radzą sobie trochę gorzej niż my. O zmianach, z pozoru niepoważnych i nierozsądnych, a jednak właściwych, dla tej konkretnej osoby, która tych zmian dokonuje (większość ludzi uznaje pracę w korporacji za znacznie poważniejszą od pracy na przykład w schronisku dla zwierząt, nieprawdaż?).

A biorąc pod uwagę wyścig na rynku pracy, karierę i pojęcie bycia najlepszym to poznamy bardzo interesujące stwierdzenie:
"Zamiast próbować być najlepszy na świecie, bądź najlepszy dla świata" 

A gdzie w tym wszystkim jest tytułowy "pomocnik" - Bóg? Wszędzie! 
Mnóstwo cytatów z Pisma Świętego. Wiele odniesień i treści, która łączy się z wiarą. 
"Kiedy jesteś jednością z Bogiem, nie musisz dowodzić swojej wartości. (...) Po prostu działaj na chwałę Boga". 
Podobno kiedyś, pewien człowiek powiedział Matce Teresie z Kalkuty, że nie wykonywałby jej pracy nawet za milion dolarów. Ona odpowiedziała: "Ja też nie", bo robiła to dla Jezusa...

Poczytamy również o systemie edukacji i sposobach kształcenia.
"Chce, żeby uczniowie nauczyli się myśleć, a nie zdawać egzaminy. Dziś nie uczymy już dzieci. Uczymy zdawania testów.." Oto słowa jednego z dyrektorów zespołu placówek edukacyjnych, człowiek z ponad dwudziestoletnim stażem, świadomy niekorzystnych zmian i ich smutnych efektów.

O wdzięczności, o tym, że to, na co my narzekamy może okazać się szczytem marzeń dla innych osób. O tym, że należy być "tu i teraz", wykonując jakąś czynność, skoncentrować wyłącznie na niej, o tym, by nie pędzić przed siebie, ale przeżywać każdą chwilę i żyć. 

Super przykłady i mądre porady, bo czyż nie ma racji w tym :
 "Nie zanudzaj dzieci opowieściami o tym, w co bawiłeś się w dzieciństwie. Rusz się z fotela i im pokaż" !
"Zamiast planować lepsze życie, zacznij lepiej żyć" bo "Bóg chce po prostu usłyszeć nasz śpiew, nawet jeśli fałszujemy"
Bo jak pisze autorka: lepiej zrobić coś niedoskonale, zamiast doskonalić się w "nicnierobieniu"!

Możnaby pisać i przepisywać, cytować i podpowiadać, ale polecam samemu przeczytać, a najlepiej zastosować w życiu :). 
Nawet jeśli nie wszystkie lekcje Was zainteresują, to gwarantuję, że znajdzie się chociaż jeden rozdział, który zainspiruje lub podpowie coś, czego dotąd nie wiedzieliście o sobie lub baliście się to zrobić. Mimo wielu powtórzeń autobiograficznych faktów, które już znałam, z poprzednich książek pani Brett, nie uznaje użycia ich za całkowicie zbędne. Spojrzenie z innej perspektywy, dało kolejną motywację, by działać i nie tracić czasu wyłącznie na myślenie o tym, co możnaby zmienić, ale po prostu to zmieniać na lepsze. Na życie "na swoją miarę", bo 
"W świecie, w którym możesz być, kim tylko chcesz, bądź sobą.
Nie zrażaj się listami odmownymi. Nie zrażaj się danymi statystycznymi. Nie zrażaj się faktami. Uwierz , że na świecie jest dla ciebie miejsce (...) Musisz wierzyć w siebie nawet wtedy, gdy nikt inny w ciebie nie wierzy"

  Od siebie dodam, że Bóg wprawdzie nie prowadzi biura pośrednictwa pracy i nie można mu posłać swojego CV czekając na odpowiedź, ale oddając się w jego opiekę, z pewnością można liczyć na najlepsze wsparcie, o czym bardzo skutecznie przekonała się autorka tej książki Regina Brett. I o tym tez napisała dla nas, w serii książek, które na pewno warto mieć zawsze pod ręką. 
A tak oceniając książkę po okładce, pomarańczowy jest wyjątkowo pozytywnym i radosnym kolorem. :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia; Autor: Regina Brett; Wydawnictwo Insignis. Oprawa twarda. 364 strony
 




Małżeństwo do poniedziałku

Zauroczenie, zakochanie, oczarowanie. Wstęp do prawdziwej miłości, czy przelotne uczucie? Na to pytanie odpowiada sobie wiele par na tym...