czwartek, 14 grudnia 2017

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.


Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wielcy bohaterowie, ludzie ogłoszeni świętymi, są przywódcy i ludzie nauki, kultury, sztuki. Każdy może dodać coś od siebie, każdy w swoim życiu osiągnął to "coś", co sprawia, że tytuł Mistrza pasuje do jego osoby. A zwykły, przeciętny  człowiek? Może dawać rady? Cóż, dawać może każdy, ale pewnie nie wszyscy będą tych rad słuchać..., ale to akurat zawsze jest indywidualna sprawa słuchacza. Czy w ogóle przyjmie porady do wiadomości, a co dopiero, czy wykorzysta je w życiu.

Regina Brett jest kimś, bardziej zwyczajnym niż znanym i powszechnie uznawanym za mistrza, ale bez cienia wątpliwości wierzę w słuszność tego, co mówi. I chcę jej słuchać. Dlaczego? Bo napisała wszystkie porady na podstawie własnego życia. Nikt mi nie powie, że życie kogoś znanego, sławnego jest bardziej wartościowe i zawiera więcej istotnych przeżyć, niż kogoś, kto z pozoru nie ma nam wiele do zaoferowania. Ot  żyjący sobie w spokoju i cieniu, gdzieś na sąsiedniej ulicy.

Autorka daje i tego doskonałe przykłady. Kiedy pisze o miejskim listonoszu, który potrafił dawać radość ludziom, samym tylko słowem i swoim miłym zachowaniem. Albo nauczycielka, stosująca oryginalne pomysły przy wychowywaniu młodzieży i pokazywaniu im, jak lepiej żyć. Ci ludzi byli zwyczajni, ale zostali zapamiętani przez swoich bliskich i znajomych jako nadzwyczajni.

Biorąc ten poradnik pełen lekcji możecie się spodziewać całego wachlarza przeżyć. Dowiecie się, jak nie wikłać się w związki z nieodpowiednimi mężczyznami, jak dobrze przeżywać dzień, jak oczyścić się z niepotrzebnie pielęgnowanych złych emocji, głównie pochodzących z dzieciństwa. Jak to jest, kiedy ciężka choroba staje się faktem, a cała istota życia nagle sprowadza się do tych kilku słów wypowiedzianych przez lekarza. Będzie też o tym, że dzieciństwo jest tylko raz.i nie warto odkładać chwil spędzonych z dziećmi na później. I o tym, że bycie ekscentrykiem to wcale nie jest taki głupi pomysł, bo:

"Starzy ludzie i dzieci wiedzą, jak żyć. Ci, którzy stoją na początku i na końcu drogi, bawią się najlepiej. Mają w nosie, co myślą inni. Są albo za młodzi, żeby wiedzieć, że powinni się przejmować, albo za starzy, żeby ich to obchodziło"
Zwięźle i na temat!

A kiedy odchodzi ktoś, kogo znaliśmy całe swoje życie,  żal jest nieunikniony. Jednak, gdy usłyszymy od niego : - Miałem wspaniałe życie. Nikt nie miał lepszego niż ja., to pożegnanie nie tylko staje się łatwiejsze, ale zmienia nasze myślenie na zawsze. Wtedy czujemy, że najważniejsze jest "Potrafić spojrzeć wstecz na swoje życie i być za nie wdzięcznym. Niczego nie żałować. Niczego sobie nie wyrzucać. Nie zastanawiać się, co by było gdyby"

W tej książce znajdziecie wszystkie barwy i odcienie życia; smutne dzieciństwo, choroby, samotne macierzyństwo, przemijanie, ale i szczęście, powodzenie i spełnione marzenia. Jest o pracy i rodzinie, o wszystkim, co dotyczy nas, przeciętnych szaraków. Regina Brett zdradziła nam również kulisy pracy dziennikarskiej, a dokładniej atmosferę, jaka tam panuje - i powiem szczerze - smutne! 

Dostajemy wiele porad, a między innymi te o aktywnym uczestnictwie, a nie biernym oglądaniu życia, o proszeniu, ale i o dawaniu, o przyjaźni, miłości i byciu szczęśliwym tu i teraz.

Jeśli o nic nie prosisz, niczego nie dostaniesz, więc proś. Czasem usłyszysz "tak", czasem "nie". Ale jeśli nawet nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi "nie". Sam jej sobie udzieliłeś. 

Większość cytatów, tytułów rozdziałów i ważnych myśli zasługuje na utrwalanie ich i przekazywanie dalej, a przede wszystkim stosowanie się do nich. Dziękuję pani Reginie Brett, za to, że napisała o swoim życiu w tak szczery sposób, choć na pewno nie było łatwo przyznać się do porażek czy błędów, wspominać to, co było smutne, czy nieprzyjemne, ale jak widać po bestsellerowych nakładach jej książek - warto było! Bo inspirują miliony szaraków na świecie :)


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu; Autor: Regina Brett; Wydawnictwo Insignis. Oprawa twarda. 320 stron.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Anielska zima


Śnieg, zima, święta, przygotowania, kolacja wigilijna, kolędnicy i oczywiście Sylwester. Odwiedzamy właśnie podczas tego okresu Polankę - małą wioskę, gdzieś w Polsce.

Kaja, singielka, przedstawicielka współczesnych młodych, przebojowych kobiet. Typowy wzór dziewczyny przedsiębiorczej, zaradnej, przed którą świat stoi otworem, a ona świetnie potrafi to wykorzystać. Zresztą nie tylko to. Wykorzystuje wszystko, czym dysponuje, czyli urodę, niezaprzeczalny urok osobisty i wdzięk, któremu właściwie żaden mężczyzna chyba się nie oprze. No może tylko taki, który jest aktualnie mocno, prawdziwie i szczęśliwie zakochany. 
Zdarzają się jednak wyjątki. Paweł akurat nie jest już zakochany, nie jest też szczęśliwy i przestał wierzyć w prawdziwą, szczerą miłość, a potrafi skutecznie Kaję ignorować. Traktuje ją dość przedmiotowo, zresztą podobnie jak ona innych ludzi. Czyli prawdopodobnie trafił "swój na swojego".

Autorka przenosi nas w kolejnych rozdziałach do wioski, gdzie czas mija znacznie wolniej niż w wielkim mieście. Nasi bohaterowie znają wielkomiejskie klimaty i wygląda na to, że wcale nie śpieszą się, by tam powrócić. Kaja właśnie kupiła las, który ma przynosić ogromne zyski, a Paweł wrócił z Niemiec i zamierza wraz ze znajomymi otworzyć ośrodek wypoczynkowy. Biznes, praca, kariera. Czemu nie na wsi? Tam też jest potencjał, ale...No właśnie. Niektóre sprawy zaczynają się komplikować. Kaja niestety była zbyt pewna swoich możliwości wykorzystywania życiowych szans i sama została wykorzystana przez oszusta. Las stał się bardziej kulą u nogi niż finansowym strzałem w dziesiątkę. 
Los sprawia, że dziewczyna poznaje Pawła w najtrudniejszym okresie swojego życia. Równocześnie jest to ten świąteczny, ciepły, rodzinny czas, a ona mimo wielu znajomości spędzi go prawdopodobnie samotnie. On tymczasem ma kochających rodziców, narzeczona właśnie próbuje go odzyskać. Interesy zapowiadają się dobrze. Co ich połączy? Święta? A może coś innego?
Nie zdradzę, bo książka jest zbyt interesująca, by ją ominąć i przeczytać tylko streszczenie. Znajdziecie tam bowiem wszystko, co we współczesnym życiu warto zaobserwować. Miłość, przyjaźń, zdrady i oszustwa. Lojalność i uczciwość kontra bezczelność i kłamstwa. Poznacie smak niespełnionych marzeń i trudnych rodzicielskich uczuć. Wprowadzicie się na jakiś czas do domów, gdzie wzajemny szacunek, wychowanie w duchu tradycji i miłości jest czymś najcenniejszym, co może otrzymać dziecko od rodziców i bliskich. A główny bohater powie: "..moi cholernie poukładani rodzice wychowali mnie w cholernej miłości i nauczyli cholernego szacunku dla innych. I kiedy pomyślę sobie, że ktoś inny dorastał w poczuciu straty i odrzucenia, to nie będę go opluwał tylko za to, że powiela cudze błędy, bo nikt nie nauczył go, że można inaczej"...

Poznacie przyjaciół Kai, którzy żyjąc w wielkim mieście również spełniają swoje marzenia. O nich niestety niewiele wiem, bo "Anielska zima" jest moim pierwszym spotkaniem z Aleksandrą Tyl, ale wszyscy, czytający jej poprzednie książki zapewne będą zachwyceni obecnością na kartach; Alicji, Konrada, Marianny i jej hiszpańskiego przyjaciela Christiana. Poznamy ich dalsze losy i decyzje oraz wyzwania, jakie podejmują. 

Kilka innych osób, spoza towarzystwa przyjaciół, również zapamiętacie z tej opowieści. Z pewnością nie zapomnicie policjanta Grzelaka z posterunku w Polance. Jego marzeniem jest napisanie kryminału i robi to, ale wtedy okazuje się, że wydarzenia wokół zaczynają przypominać fabułę książki. Czy to znaczy, że ktoś wykradł rękopis i teraz jakiś psychopata wykorzystuje pomysły komendanta? Wyjaśnienie znajdziecie w kolejnych rozdziałach. 
Tam też poznacie dziewczynę, fryzjerkę z Polanki, która szuka szczęścia w internetowych randkach, jak się kończą takie przygody? Będziecie mocno zaskoczeni. 

W Polance mieszka również dziewięcioletni Karol, chłopiec czekający na spotkanie ze swoim biologicznym ojcem. Jego wiara w cuda i w anioły stała się chyba największym przyczynkiem do tytułu książki. Wyobraźnia i dziecięca wrażliwość sprawiły, że Kaja, główna bohaterka zmieniła zdanie co do aniołów i ich działań na ziemi, a co do reszty jej przekonań, sami zobaczycie. Zakończenie zaskakuje, ale i daje nadzieję...
Te historie mogłyby się zdarzyć, ci ludzi mogliby żyć wśród nas. Polecam te ponad czterysta stron wspaniałej lektury, bo jest to prawdziwie obyczajowa powieść. Taka, której zarówno tło, bohaterowie jak i wydarzenia możemy przymierzać do życia toczącego się aktualnie wokół nas.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Anielska zima; Autor: Aleksandra Tyl; Wydawnictwo Prozami. Oprawa miękka. 446 stron.

Pytania o życie przyszłe


Znamienny znak interpunkcyjny na okładce - pytajnik. Idealny znak, bo wiele pytań pada w tej małej książeczce. Pytań istotnych dla każdego, bowiem temat dotyczy wszystkich ludzi na tym świecie, każdej rasy, narodowości, w każdym wieku, bogatych i biednych, szczupłych, otyłych, mądrych, uczciwych, mniej bystrych czy mniej sympatycznych. Wszyscy, ale to każdy bez wyjątku będzie kiedyś musiał zmierzyć się z tym wielkim pytajnikiem. Koniec, odejście, śmierć. Nazwy różne, znaczenie to samo. Zakończenie życia ziemskiego. Podróży, misji, wegetowania? Różnie wyglądają ludzkie losy, różny też jest światopogląd na to, co wydarzy się potem. Jedno jest pewne. Zakończenie życia jest jednakowe - w każdej religii, czy bez wyznania - jest to zatrzymanie wszelkich funkcji życiowych organizmu. I co dalej? Właśnie. To ten pytajnik z okładki...

Ojciec Ange Rodriguez odpowiada na pytania znanej francuskiej dziennikarki. Odpowiada konkretnie, ale nie spodziewajmy się, że powie nam, co dzieje się po kolei, tam po drugiej stronie. Nie może opowiedzieć, bo nie był. Nawiązuje do popularnej książki ("Życie po życiu" - R.Moody), którą zachłysnęło się wiele osób i przyznaję, że sama swego czasu byłam pod jej wrażeniem. Teraz spojrzałam na nią przez pryzmat wypowiedzi ojca Rodrigueza. "Moody opowiadał tylko o pewnym idealnym schemacie - pięknym przejściu, pełnym światła, o anielskich głosach i cudownej muzyce. Takie podejście do tematu nie jest do końca uczciwe i osobiście uważam, że istnieją kwestie, które wymagają dokładniejszego wyjaśnienia. Mamy też inne opowiadania, które są przerażające. (...) Ludzie opisują w niej, jaką grozą napawała ich ta chwila!"
No i zaczynamy rozmowę z kimś, kto jak już podejrzewamy wiele słyszał na temat chwil najtrudniejszych i nieuniknionych. Wiele czytał, wiele wie, jak i również obserwował ciężko chorych, cierpiących i spodziewających się nadejścia śmierci w bardzo krótkim czasie.
Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło jest skłonność duchownego do preferowania teorii naukowej na temat doświadczeń przejścia. "Wolę zdecydowanie teorię naukową, która mówi, że tego rodzaju doświadczenia powstają w efekcie nagłego uwolnienia do krwi ogromniej ilości endorfin!"
Dodam do tego fakt, że duchowny z wdzięcznością wypowiada się o miłosierdziu Bożym, które sprawia, że w tym najtrudniejszym momencie rozdzielenia duszy od ciała, właśnie wspomniane endorfiny powodują, że przejście staje się mniej bolesne zarówno w sensie fizjologicznym, jak i psychicznym. 

Pytanie o piekło. Odpowiedź jakże zaskakująca. Zdając sobie sprawę, że dla niektórych osób, piekłem byłoby pozostanie tutaj na ziemi, ojciec Rodriguez żartuje nawet, porównując to niezbadane miejsce do wiecznej kolacji w gronie rodzinnym. Dość mocne porównanie, ale zapewne wynikające z bacznych obserwacji ludzkich zachowań. Piekło jako takie staje się według naszego rozmówcy miejscem można rzec "trudno osiągalnym", z racji Bożego planu. Każdy bowiem, najgorszy nawet grzesznik otrzymuje łaskę nawrócenia i może ją wykorzystać, aż do ostatniej chwili swojego ziemskiego życia. Tak głosi nauka Kościoła i tak odpowiada ojciec Ange.

Fascynujący temat hierarchii istot i miejsce człowieka w tym zestawieniu. Czy zwierzęta mają duszę? a kim są Anioły? Gdzie jest ich miejsce w tej hierarchii i jaka rola, skąd pochodzą? Dlaczego niektórzy ludzie unikają tematu śmierci, a inni wręcz obsesyjnie go zgłębiają? Co z opieką paliatywną i dlaczego wielu ludzi śmierć kojarzy z zupełnym unicestwieniem, końcem wszystkiego, po którym następuje nicość? To kolejne rozdziały w książce, jakie wciągają nas w ten niezmierzony, niezbadany, tajemniczy klimat rozważań na tematy pozornie odległe, a jednak bliskie każdemu. 

I w tym momencie zatrzymując się i myśląc o przyszłości, można zadać sobie pytanie, czy potrzeba nam kolejnych nowych, niesamowitych maszyn, broni masowej zagłady, urządzeń, budowli, pojazdów, również tych kosmicznych? Czy zatrzymamy albo zmienimy to, co nieuniknione? Czy warto zadawać sobie tyle trudu, by badać lub tworzyć rzeczy nieistotne dla swojej przyszłości, która wydaje się przesądzona? Nie mówię oczywiście o wszechogarniającym marazmie i całkowitym zatrzymaniu rozwoju cywilizacji, ale o tym, co człowiek uważa za ważne w życiu i do czego dąży, w jaki sposób żyje i czym zajmuje swój czas tutaj na ziemi. Niszczenie tego, co już zostało nam dane, zastępowanie sztucznymi zamiennikami i to jeśli chodzi o żywność, naturę czy nawet człowieka. Niedocenianie tego, co otrzymaliśmy w darze największej łaski stworzenia.


Dla mnie najmocniejszym i najbardziej zapamiętanym z tej książki jest rozdział na temat zmartwychwstania. Oczywiście nie będzie to tekst przekonujący dla kogoś, kto uważa, że człowiek jest wyłącznie zbiorem komórek organicznych, funkcjonujących zgodnie z prawami fizyki, ale dla mnie jest wyjątkowe i pewnie dla wielu osób również. 
Zmartwychwstanie to nie cud, podczas którego Bóg uderzy nas swoją czarodziejską różdżką i ożywi na nowo, bo jak mówi ojciec Ange:
"Zmartwychwstanie zaczyna się już na tym świecie - w człowieku. (...) Zmartwychwstanie jest procesem, podczas którego człowiek z pomocą Ducha Świętego wzrasta duchowo, aby stać się podobnym do Boga. To, co uda nam się wypracować w sobie na tym świecie, to zaczątek tego, kim będziemy po przejściu do wieczności."
I to zgadzałoby się z treścią przekazu, który odbierają niektórzy ludzie od zmarłych. Przypomina mi się publikacja, którą kiedyś czytałam, a w niej właśnie informacje od tych, którzy już odeszli, na temat wzrastania duchowego tam - po drugie stronie, gdzie ludzie muszą przejść przez kolejne etapy "przebóstwienia"...Ale o tym napiszę przy okazji innej już książki. 

"Pytania o życie przyszłe" to książka, z którą powinien zapoznać się każdy, kto myśli o swoim życiu uczciwie, szczerze i całościowo, nie unikając prawdy i nie uciekając przed tematem, który jest przecież nieunikniony.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: "Pytania o życie przyszłe" Autor: Ange Rodriguez ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 96 stron.

wtorek, 28 listopada 2017

Tam, gdzie czekał anioł.

Moje pierwsze spotkanie z autorką. Powieść obyczajowa, czyli o życiu, a do tego w streszczeniu informacja, że będzie o pracy za granicą. To zwiększyło moją ciekawość, bo o naszych rodakach-emigrantach wiele się słyszy i niestety nie zawsze pozytywnie. Chciałam więc dowiedzieć się, co też autorka dostrzegła i jaki przedstawi nam obraz.

Pierwszy problem, już z początkowych stron był wiodący przez cały czas czytania. Nieporozumienia małżeńskie, wypalenie w związku, nawet podejrzenia o zdradę. Mąż, który nie zauważa już żony i jej potrzeb. Zwolnienie z pracy, problem ze znalezieniem nowej posady, dorastanie dzieci i syndrom pustego gniazda. Wszystko to pojawia się na wstępie i prowadzi nas z bohaterką, aż za zachodnią granicę kraju. Tam bowiem Beata, główna postać żony i matki z tej powieści, jedzie do pracy, jako opiekunka starszych, chorych ludzi. Zatrudnienie znajduje u małżeństwa, którymi opiekuje się ich syn, ale pracując zawodowo, potrzebuje oczywiście stałej pomocy. 
Rozpoczynamy wraz z bohaterką, obserwację życia w Niemczech. Codzienność, która pozornie nie różni się już tak bardzo od naszej. Mamy równie rozwinięty handel, opiekę zdrowotną, system mieszkaniowy, ale poznajemy także ciekawostki z tradycji i zwyczajów zachodnich sąsiadów. I niby niedaleko, a jednak sama różnica wyznań (u nas większość katolików, tam w przewadze ewangelicy), sprawia, że zauważymy, jak w inny sposób spędza się święta, jak wygląda ceremonia pogrzebowa, cmentarz. Jak żyje się w sąsiedztwie, w jaki sposób spędza wolny czas. W końcu sama bohaterka rozmawia z synem swoich podopiecznych na najtrudniejsze tematy, życia w rodzinie, uczuć względem rodziców, a nawet żałoby po nich.

Przy okazji obserwujemy również oczywiście i naszych rodaków. Tutaj Beata nie wciągnęła się w życie na emigracji  oraz szersze i głębsze kontakty z Polakami. Znajdziemy jednak wiele sytuacji, które klarownie pokazują obraz środowiska polonijnego. Zamiłowanie do intryg i obmawiania, panie, które wyjeżdżają, by poznać zamożnych mężów, bezrobotny Polak - ksenofob, zagubiona w nowych okolicznościach kobieta, nie radząca sobie z alkoholizmem i zbieractwem. Wszechobecne szaleństwo nowego kraju, wolności, oddalenia od domu i okoliczności, które czyha tylko, by dotknąć tych słabszych psychicznie ludzi, wyjeżdżających "za chlebem". 

Autorka wprowadziła również wątek historyczny, niezmiennie kojarzący się nam z sąsiadami zza Odry. Druga wojna światowa, obozy pracy, wyzysk i agresja wobec Polaków. Beata, pracując w Niemczech, przypadkiem natrafia na stary pamiętnik, w którym odnajduje wspomnienia kobiety, przebywającej w obozie. Emocjonalny stosunek do bohaterki potęgują opisy umierających współwięźniów oraz ogromna tęsknota za pozostawionym w domu małym synku. Beata, jako matka podchodzi do tych wspomnień bardzo empatycznie. Posiadając dzieci, stara się być jak najlepszą matką i nawet z daleka nie traci z nimi kontaktu, a czytając o wojennej tragedii, nie chce nawet myśleć, co byłoby, gdyby sama znalazła się w tamtych czasach.

Całość książki, to opowieść, którą czyta się szybko i dość przyjemnie. Zdarzają się jednak momenty, w których - moim zdaniem - za dużo jest niewiarygodnych wypowiedzi. Spotykane przez bohaterkę różne osoby używają języka mało prawdopodobnego, wywodzącego się bardziej z informatorów, biuletynów, czy przewodników. Na przykład, podczas prywatnej rozmowy z Beatą, wypowiedź burmistrza miasta, przywodzi na myśl bardziej oficjalne przemówienie na sesji rady miasta niż zwyczajny dialog: "miasto zwiększyło swoją substancję mieszkaniową" albo "budynki cechują się niezwykłą elegancją założeń przestrzennych". Równie nieprawdopodobne wydaje się być zagłębianie w problemy psychologiczne Beaty, przez zupełnie obcą kobietę, starszą Niemkę, spotkaną przypadkiem przez naszą bohaterkę podczas zwiedzania pałacu. Długie dysputy, porady i osobiste tematy brzmią mało realnie.
Drobiazgi, które zauważyłam, nie zabierają jednak opowieści ważnego przesłania i trafnie przedstawionej atmosfery pobytu za granicą. Autorka w przekonujący sposób, przedstawia nam świat, w którym znalazła się Beata i zarówno pobyt w Niemczech, jak i jej rodzinne problemy śledzimy z zainteresowaniem. 
O tytułowych aniołach również znajdziemy klika informacji, ale książka omawia tyle naszych przyziemnych, życiowych problemów, że z ciekawością sięgnę po kolejną książkę pani Doroty Schrammek, by sprawdzić, jakie sytuacje swym bystrym okiem, tym razem podglądnęła.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Tam, gdzie czekał anioł; Autor: Dorota Schrammek; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 272 strony.

środa, 22 listopada 2017

Chicago w ogniu


Zapowiedź: "amerykańska powieść z polskim akcentem", do tego tytułowe Chicago i od razu myśl; będzie o emigrantach, których mieszka wielu w tym mieście. I było jak najbardziej, ale nie w tak oczywisty sposób jak mogłoby się wydawać. To jeszcze nie ten moment, kiedy w polskiej dzielnicy znajdziemy wszystko, co można skojarzyć z naszym krajem. To dopiero początki. Po powstaniu styczniowym wielka fala uchodźców  dotarła na ziemię amerykańską. Nasi rodacy różnie spisują się w dziejach, ale autorka przedstawiła ich w sposób wyjątkowo korzystny.

Akcja rozpoczyna się prawie 150 lat temu i przyznaję, że historyczne tło, lekko mnie niepokoiło. Nie przepadam za książkami, które są z aż tak odległych lat, ale...W pewnym momencie złapałam się na tym, że zarówno fabuła książki, jak i jej bohaterowie tworzą klimat, wcale nie tak odmienny od współczesności. Właściwie, oprócz tego, że nie mieli nowoczesnych środków transportu i komunikacji, a do kontaktu brakowało im telefonów, czy internetu, to czymże się różnili??
Byli przecież takimi samymi ludźmi, jakich można spotkać obecnie na ulicach, w sąsiedztwie, w pracy.

Mamy zatem młodą, kreatywną, przedsiębiorczą kobietę - Mollie, która odziedziczyła zakład zegarmistrzowski po zmarłym ojcu. Dzisiaj nazwa manufaktura powraca ze zdwojoną siłą, bowiem ręczne wytwarzanie przedmiotów stało się nie tylko modne, ale i w końcu docenione, jako jedyne w swoim rodzaju. Takie też zegarki oferuje firma młodej Mollie. Dziewczyna radzi sobie świetnie, zaniedbując wprawdzie swoje prywatne życie, ale czy to Wam czegoś nie przypomina? Czy dzisiaj nie jest powszechne? 
Mamy również wspomniany wątek polskości - Zack Kazmarek - młody mężczyzna, który robi w Chicago karierę od zera do...prawnika, w tym przypadku, bo dla milionera tylko pracuje.
Jest wdzięczny bogatemu Amerykaninowi za opłacenie studiów prawniczych i można powiedzieć, że trochę sprzedaje mu swoją duszę. Staje się żelaznym, nieugiętym prawnikiem, który trzęsie połową miasta, ale wewnątrz ma słowiańską duszę, po rodzicach - poznacie to na pewno...


W 1871 roku wybucha w Chicago wielki pożar, jak można dowiedzieć się z notki historycznej, zawartej w książce, wszystko zaczyna się od zapalenia stodoły! Niewiarygodnie szybko, ogień rozprzestrzenia się i trawi ogromną powierzchnię wielkiego miasta. Ludzie bez dachu nad głową, z utraconym dobytkiem nie wiedzą, co robić. Niesamowity obraz samego pożaru, a potem zgliszcz i warunków, w jakich musieli przebywać mieszkańcy. Autorka niesamowicie odmalowała w słowach ten wstrząsający klimat. Mimowolnie przenosimy się do tego miejsca i przeżywamy dramat Mollie, która straciła praktycznie wszystko. Teraz liczy się tylko człowiek i to, co można odbudować wspólnymi siłami. Mollie ma przyjaciół wśród swoich pracowników - są to m.in. byli żołnierze, weterani, których zatrudniał jej ojciec. Okazuje się, że pomoc nadchodzi również z niespodziewanej strony - od Zacka, który uwielbia dziewczynę od dłuższego czasu, ale nigdy nie okazał jej swoich uczuć. Jest dla niego boginią i najwspanialszą kobietą, jaką zna, ale niestety na drodze staje milioner, któremu Zack winny jest lojalność. Interesy nie idą w parze z uczuciami, a Mollie nie ufa prawnikowi, który pracuje na rzecz bogatego przedsiębiorcy. Niedomówienia, nieporozumienia, a nawet kłótnie, pojawia się również konkurent i niestety miłość staje pod znakiem zapytania.

Historia, jaką poznajemy wciąga od pierwszych stron. I jak już wspomniałam na wstępie, wcale nie czujemy różnic w czasie. Te sto pięćdziesiąt lat nie przeszkadza w niczym. Są bowiem uczucia, które nigdy się nie zmieniają, są sytuacje, które wciąż się przytrafiają. Mamy wielką, choć trudną do spełnienia miłość. Mamy dylematy w wyborze pomiędzy mężczyzną spokojnym, miłym, zaradnym a tym porywczym, wybuchowym i tajemniczym. Jest wielka przyjaźń pomiędzy ludźmi, których łączy tragedia, ale i wspólna praca. Mamy w końcu i ten element polskości, poznajemy rodaków, którzy kultywują nasze tradycje poza granicami kraju. Pojawiają się nasze tańce, zwyczaje, potrawy, a wśród nich ...flaki! 

Piękny przykład "adoptowania" młodego człowieka, bez przeszłości. Rodzice Zacka są wielkimi marzycielami, których wiara w wolność graniczy czasem z naiwnością. Są jednak w tej naiwności ludźmi wielkiego serca, pomagają mężczyźnie, który nie ma rodziny, krewnych, przyjaciół. Mówią; "skoro nie masz narodowości, będziesz Polakiem". Wspaniały przykład na to, co w życiu najważniejsze - korzenie, tradycje, rodzina, bliskość ludzi.

Powieść czyta się z wielką przyjemnością, a każdy rozdział przynosi coś, co przyciąga naszą uwagę aż do samego końca. Miłość, pieniądze, tragedie, nowe znajomości, wzajemna pomoc w potrzebie, ale i długi, upadek firmy, odbudowa od zera, kariera i rozwój, a przy okazji naprawdę dużo dowiemy się o wytwarzaniu zegarów...
Na zakończenie zainteresował mnie zestaw "pytań do dyskusji". Po przeczytaniu książki, rzeczywiście kilka z nich może dać do myślenia. Polecam!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Chicago w ogniu; Autor: Elizabeth Camden; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 398 stron.

środa, 15 listopada 2017

Dawkins kontra Bóg

Nie można zacząć inaczej, jak od tytułowych bohaterów tej publikacji. Bóg, jako postać jest znana większości czytelników, dodam tylko, że chodzi o Boga, w którego wierzą chrześcijanie. 
Richard Dawkins natomiast to osoba, o której ja dotąd nie słyszałam, ale wiem już, że jest autorem kontrowersyjnej książki "Bóg urojony", a idąc za tytułem, wiemy zatem, że wierzącym nie jest. Co więcej jest ateistą tzw. wojującym, jednym z najbardziej aktywnych obecnie i razem z trójką innych (Sam Harris, Christopher Hitchens, Daniel Dennett) zwani są awangardą współczesnego wojującego ateizmu. Przytoczyłam nazwiska, by zwrócić uwagę na obecność właśnie tych osób w świecie nie tylko zajmującym się sprawami religii, ale i innych dziedzinach, gospodarka, polityka itp. Jak informują nas autorzy tej książki, ci "czterej jeźdźcy" nowego ateizmu usiłują obecnie uzyskać władzę polityczną, zatem być może będzie o nich głośno.

Wracając do tematu głównego, "Dawkins kontra Bóg", to odpowiedź na "Boga urojonego", który wstrząsnął podobno światopoglądem niektórych chrześcijan i sprawił, iż zeszli z wcześniej obranej drogi wiary. Jakże to jednak musieli być letni chrześcijanie, że jedną książką przekreślili to, co powinno być wyryte głęboko w duszy. Stąd już w pierwszym rozdziale mamy odniesienie do słów jednego z bohaterów literackich (postaci diabła), który na dorocznych podsumowaniach, narzekał na jakość dusz, ale za to widział potencjał w ich obfitości. Cytując autorów: nadeszły dni masowej, płytkiej niewiary.(...) Niestety współczesny świat częściej osądza rzeczywistość, biorąc pod uwagę ilość i siłę, a nie jakość

Co do tez wygłaszanych przez Dawkinsa. Mamy oczywiście podważenie działań Boga, jako Stwórcy. Tutaj zatem szereg objaśnień i naukowych badań, przytoczono jako argumenty niepodlegające dyskusji. Każdy, kto interesuje się tym, co wydarzyło się przed milionami lat, będzie usatysfakcjonowany już na początku książki. Wszechświat, słynna teoria wielkiego wybuchu, kolejne etapy rozwoju form życia na ziemi, warunki pozwalające na zaistnienie DNA i życia na planecie. Otrzymacie pełny, dokładny opis i wykład. 

Richard Dawkins jest zwolennikiem teorii przypadku. Dowodzi na każdym kroku nieprawdopodobieństwa zdarzeń związanych z Bogiem, a cokolwiek by zaistniało nietypowego, tłumaczy właśnie przypadkiem. W ogóle autorzy zauważają: "Zdaje się, że Dawkins jest gotów przystać na jakiekolwiek wyjaśnienie, pod warunkiem, że nie bierze ono pod uwagę Boga"
Ciekawe, że z równą zajadłością i zacięciem nie kwestionuje wielorękich bóstw hinduizmu, bogów, bożków wyznawanych w plemionach na całym globie czy jakichkolwiek innych przejawów religijności. Przeszkadza mu Bóg chrześcijan, czyżby czuł moc i zagrożenie? Podobno ludzie krzyczą i atakują wtedy, gdy czują strach.... Pewnie najgorszym dla niego scenariuszem w życiu, byłoby uwierzenie w to, co z takim zaangażowaniem neguje.

I tak w książce mamy konfrontację wielu teorii, znajdziemy mnóstwo odniesień do darwinizmu. Po drodze ocieramy się o bolszewizm, hitleryzm i dochodzimy do komunizmu, które to wszystkie ruchy, ideologie, a tym samym ich wyznawcy i przedstawiciele, szczycili się całkowitym oderwaniem od jakichkolwiek, najmniejszych chociaż więzów z życiem duchowym. Wypierali religie i chcieli wprowadzić swój własny porządek świata. 
Dawkins podążając drogą wojującego ateisty dąży również do świata bez Boga. 
Dobór naturalny, selekcja najlepszych genów, eutanazja, a nawet nawiązanie do zjawiska kanibalizmu oraz zoofilii. To, co stopniowo przestaje być zakazane, staje się dozwolone i powoli przechodzi w fazę nakazu. To mogłoby się wydarzyć, to wszystko dzieje się lub działo kiedyś.

Jaskrawość różnic w postrzeganiu świata przez Dawkinsa i tego według Boga można podsumować cytatem z książki: "Dla chrześcijanina miłosierdzie oznaczałoby adoptowanie porzuconego dziecka albo zapewnienie schronienia oczekującej dziecka kobiecie; dla Dawkinsa miłosierdzie to wspieranie lub zapewnienie usług aborcyjnych"
Ostatni rozdział jest najlepszym podsumowaniem całej konfrontacji Dawkinsa z przedstawicielami świata chrześcijańskiego. Świetny tekst, obrazowy i celnie ukazujący wizję świata według króla Richarda.
Świat, gdzie religia byłaby traktowana jak "wirus umysłowy", a nasze codzienne życie, delikatnie ujmując, uległoby znacznym zmianom, ale o tym poczytajcie sami i oceńcie, czy chcielibyście żyć w takim właśnie świecie.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Dawkins kontra Bóg. Autor: Scott Hahn, Benjamin Wiker ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 180 stron.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Z powrotem w siodle

Małe miasteczko w stanie Waszyngton, ranczo, hodowla bydła, konie, kowboje, codzienna ciężka fizyczna praca. Wspólne posiłki w domowej kuchni, bliskość rodziny, mała społeczność, gdzie każdy zna każdego. Niedzielna msza w miejscowym kościele i przyjaciele, znajomi oraz sąsiedzi, którzy służą sobie pomocą w razie potrzeby. 

Nowy Jork, Manhattan, Wall Street, giełda, kariera finansisty, fundusze inwestycyjne, akcje, maklerzy, garnitury noszone na co dzień i wyszukane potrawy w drogich restauracjach. Pośpiech, pęd, najnowsze samochody i najdroższe markowe ubrania. Świat, w którym nie ma przyjaźni, ale są wielkie znajomości i pieniądze. Miejsce, w którym możesz w jednym dniu stać się kimś, a w drugim równie szybko spaść na samo dno.

Slow life i fast life. Kontrasty, inne światy, przeciwieństwa. Jakkolwiek nazwać różnice pomiędzy tymi dwoma sposobami na życie, to od razu wiadomo, że tak jeden, jak i drugi ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. 
Dla niektórych osób życie w małym miasteczku czy na wsi, zwyczajne i bez większych emocji jest po prostu nudne. Ludzi, którzy mieszkają w takich miejscach zazwyczaj kojarzą z nieudacznikami, kimś, kto nie poradził sobie w życiu i został gdzieś tam, na zapomnianej wsi. Przecież tam nic się nie dzieje, nie ma wyszukanych rozrywek, galerii handlowych, tam jeszcze jest zupełny ciemnogród, w którym rządzi ksiądz, wygłaszający wciąż te same słowa w tym samym, nie wiadomo po co istniejącym kościele. Taaak...
Co innego miasto. Tam się dzieje! Codziennie nowi ludzie, nikt nikogo nie zna. Można zaszaleć i nikt nie ogłosi tego na drugi dzień wszystkim wokoło. Tutaj nikt nikogo do niczego nie zmusza. Możesz żyć tak, jak chcesz, jak lubisz. Możesz zachowywać się według swoich zasad i nikt nie będzie cię krytykować ani pouczać. W miejskim pędzie nikt nie ma czasu na jakieś kościelne sprawy. W ogóle po co to komu, skoro to człowiek sam decyduje o sobie. Kariera, no i oczywiście pieniądze - zupełnie inne można zarobić w mieście  A wybór rozrywek jest praktycznie nieograniczony.. Tutaj po prostu jest się kimś, a życie ma smak!

Te dwa światy świetnie poznał Colt, bohater książki. Uciekł z małego, nudnego miasteczka, z rancza, na którym nie było dla niego przyszłości. Zaznał za to wszystkiego, co oferuje wielkie miasto, dosłownie wszystkiego. A potem...potem przyjechał odwiedzić ojca, który zachorował. Został na dłużej, by trochę pomóc, trochę odpocząć i nagle spojrzał na życie na wsi zupełnie inaczej. Nagle okazało się, że w małym miasteczku jest rodzina, są bliscy mu ludzie, że tutaj można znaleźć nie tylko prawdziwe życie, ale i prawdziwe uczucia. Można znaleźć najwspanialszą kobietę, o jakiej się marzyło i poczuć, że jest się na właściwym miejscu i we właściwym czasie. A rodzina, rzyjaciele, znajomi, codzienna praca fizyczna, pyszne domowe jedzenie, modlitwa i bliskość Tego, który nas prowadzi, może życie zamienić w najpiękniejszą przygodę, którą chce się przeżywać głębiej i czuć, że robi się to, co najlepsze dla nas  na tej ziemi.
Czy to, co poczuł Colt udzieli się czytelnikowi? Zapewniam, że tak. Jeśli nie w całości, to z pewnością będą fragmenty, które natchną każdego czymś pozytywnym. Pozwolą na chwilę zatrzymać się, przemyśleć i może zmienić i w nas coś na lepsze. Cytaty, które warto zapamiętać i przemyślenia, o które trudno w codziennym zabieganiu. Jest o życiowych pomyłkach, błędach i porażkach, Jest o wspomnieniach, traumach i tęsknocie za kimś, kto już nie powróci. Do tego mnóstwo emocji, bo wątek romantyczny wciąga i sprawia, że ranczo staje się tłem dla rozwoju wielkiej, prawdziwej i szczerej miłości. 
Polecam na jesienne wieczory!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Z powrotem w siodle; Autor: Ruth Logan Herne; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 352 strony.




Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wie...