Pocałunek morza


Najkrótszym streszczeniem tej książki mogłoby być popularne powiedzenie: "co źle się zaczyna, to dobrze się kończy". Przepraszam, jeśli ktoś uzna to za spoiler, ale uwierzcie, że każdy wrażliwy czytelnik (a za takich ludzi uważam osoby, biorące do ręki książkę) może mieć problem z przebrnięciem przez tyle kartek, pełnych niepowodzeń, bólu, tragedii, śmierci. 

Śledząc losy bohaterki, nie sposób nie współczuć, obawiać się o jej losy, o postępowanie niewłaściwych ludzi, których wybiera i o jej bezpieczeństwo oraz szczęście w życiu. Czyż sama śmierć matki nie jest dla dziecka już wystarczająco wielkim dramatem, by przez całe życie pozostała trauma? Czy potrzeba jeszcze nieodpowiedzialnego ojca, który mnie osobiście najbardziej irytował w tej opowieści - zachowując jak bezwolna kukła, nie mając swojego zdania, egoistycznie podejmując decyzje i z czystego wygodnictwa zapominając o swoich obowiązkach wobec dziecka. Babcia jest drugą na mojej liście. Po co brać małe dziecko pod opiekę, jeśli gołym okiem widać, że dzieci to ta babcia kompletnie nie lubi? No chyba tylko po to, by mieć darmowego wyrobnika w domu. 
Postacie pojawiające się wokół bohaterki, małej dziewczynki Patrycji, potem nastolatki, aż w końcu młodej kobiety, naprawdę potrafią wzbudzić kontrowersje. Choćby stary kawaler, sąsiad, Zygmunt. Tutaj otrzymał rolę wiejskiego pedofila, wprawdzie jakby "jednorazowego" - co wydaje się wielce nieprawdopodobne - ale autorka w jakiś sposób przytłumiła jego żądze, ograniczając go do "cichego podglądacza" kąpiącej się za zasłonką dziewczyny. Poznamy też koleżankę Agatę, która podlega dziwnym przemianom i to tak niewytłumaczalnie kontrowersyjnym, że aż nieprawdopodobnym. Ale życie potrafi zaskakiwać, a co dopiero fikcja literacka. 
Znajdziemy też oczywiście i pozytywne przykłady bezinteresownej pomocy i wsparcia w najtrudniejszych chwilach w życiu. Szkoda, że nie pochodzą one od rodziny naszej bohaterki, a od zupełnie obcej jej osoby. To jednak jest jednym z największych truizmów w tej książce. Tak właśnie często zdarza się w życiu, że rodzina pozostaje na symbolicznym zdjęciu, a pomoc nadchodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony...

No cóż, postaci jest kilkanaście, fabuła tak, jak wspomniałam nastawia nas mocno melancholijnie, ale czytamy i wciągamy się w tę historię, czekając na jakieś pozytywne światełko w tunelu.
Patrycja, będąc opuszczonym, samotnym dzieckiem szuka w życiu przede wszystkim miłości, akceptacji, czułości, zrozumienia. To oczywiste. Niestety w całej zachowanej wewnętrznie, dziecięcej naiwności ufa nieodpowiednim osobom. Przytrafiają jej się przykre sytuacje i popełnia mnóstwo błędów i tak jest przecież w życiu. Patrycja jest w gruncie rzeczy uczciwą, dobrą istotą, ze ze swoimi wadami i zaletami, ale przede wszystkim bardzo wrażliwym człowiekiem. Nie można zarzucić autorce, że takie zachowania wymyśliła bezpodstawnie. To błądzenie, życiowe pomyłki, ufność w ludzi, bardzo powoli uczą dziewczynę życia wśród nie zawsze sympatycznych i pozytywnie nastawionych osób. 

Historia życia, młodości, dorastania, napisana chronologicznie opowieść, rozdziały opatrzone datami i pewne wydarzenia z przeszłości wplatające się w losy Patrycji. 
Może nie jest to książka wybitna, może nie jest napisana po mistrzowsku, ale zapewniam, że trafiłam kiedyś na książkę o porażającej i delikatnie mówiąc banalnej treści, napisaną w niezbyt wyszukanym stylu, a pisarka uchodzi za bardzo popularną. Podejrzewam, że to wynik powstałego nurtu w literaturze, który podobnie, jak disco polo, święci triumfy wśród masowego odbiorcy, a niekoniecznie podoba się krytykom, znawcom czy bardziej wymagającym czytelnikom. Tak i nazwijmy literatura-polo ma swoje miejsce i jeśli tylko zdobywa swoich czytelników, to z pewnością na rynku pozostanie.

Ta książka spokojnie mieści się w kanonie "obyczajówek" i nie odbiega od tłumaczonych na język polski powieści amerykańskich, czy brytyjskich autorek. A jest o naszym, swojskim podwórku. Wprawdzie z lat już minionych, ale dla doroślejszych czytelników świetnie znanych z autopsji i wzbudzających nieuchronnie sentyment. Lata dziewięćdziesiąte, wielkie zmiany polityczne, gospodarcze, ekonomiczne, a także mentalne wśród społeczeństwa. Wszystko to przeżyjecie jeszcze raz na kartach tej książki. Powrót do czasów, kiedy można było od podstaw budować kapitalizm i swoją firmę , a dorodne owoce zbierać dzisiaj. Kiedy powiedzenie "od zera do milionera" miało swoje podstawy. Kiedy telefony komórkowe miały wygląd cegły i nikt nie słyszał o portalach społecznościowych. Młodym może i wyda się niemożliwe, dla starszych będzie miłą odskocznią od współczesnego pędu. Wtedy bowiem też żyli ludzie młodzi, ambitni, z wielkimi i małymi marzeniami, szukający miłości i wierzący, że ich życie może w końcu zmienić się na lepsze.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Pocałunek morza; Autor: Anna Stryjewska; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 284 strony.


Komentarze

  1. Wkrótce będę czytała tę książkę i jestem bardzo ciekawa, jak ja ją odbiorę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzę, jak już napiszesz opinię, bo również jestem tego ciekawa. :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę! :) Ja przeczytałam, mimo niezbyt wysokich ocen książki na LC, ale wcale nie było tak źle, jak pisano. ;) Zawsze warto samemu spróbować.

      Usuń
  3. Książka zapewne ciekawa.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. To książka o życiu - takim raczej "pod wiatr". Pozdrawiam również!

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne porównanie tego typu typu książek do disco-polo! :) Ale książkę tym razem sobie odpuszczę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest z troszkę innej półki :) O literaturze-polo pisałam w kontekście tej, przeczytanej niegdyś książki, autorki z niewiarygodnie wielką ilością publikacji i ...ich wielbicieli. ;)Tam są są całe serie.

      Usuń

Publikowanie komentarza