✈
Przyznam, że słowo konsul najbardziej kojarzy mi się z postacią filmowego bohatera wykreowanego przed laty przez Piotra Fronczewskiego. Ta polska komedia opowiada o historii pewnego oszusta, który udawał konsula, wykorzystując swój spryt i tupet, a jednocześnie naiwność i chaos polityczny panujący w latach 80-tych ubiegłego wieku. I z takim obrazem konsula usiadłam do tej książki. Początek może nieco dziwny, ale tak wyszło.
Tymczasem „Peregrynacje” Mirosława Witkowskiego to książka, która jest zbiorem zarówno informacji dotyczących pracy konsula, jak i podróżniczych zapisków z odwiedzanych krajów. W tej opowieści znajdziecie również sporo refleksyjnych wątków, bo takie "życie w drodze" i obserwacje różnych kultur mimowolnie je wymusza.
Te autentyczne przeżycia przeniesione na papier są jak pamiętnik z niezwykłych podróży. Krajobrazy, miejsca i ludzie zmieniają się jak w kalejdoskopie, a my uczestniczymy w życiu, którego 99% z nas nigdy nie doświadczy. Sporadyczne uczestnictwo w spotkaniach elit biznesu i polityki, codzienne sprawy grup polonijnych i różne przypadki Polaków przebywających za granicą to zasadnicza część pracy konsula. W sumie odnosimy wrażenie, że jest to praca dość komfortowa. Nie ma tylu obowiązków i nie reprezentuje kraju tak, jak ambasador, ale korzysta z pobytu na placówkach dyplomatycznych.
Autor z dużą wrażliwością przygląda się rzeczywistości dookoła siebie, wychwytując detale, które dla wielu pozostają niezauważone. Wyjawia nam trochę sekretów, które oczywiście może podać do publicznej wiadomości po pewnym czasie. Jedną z takich sytuacji jest śledzenie go przez tajne służby i różnego typu prowokacje, do jakich dochodziło podczas pobytu w Rosji. Opowiada również o barierach nieufności i nietolerancji, z jakimi się spotykał zwłaszcza na początku swojej pracy. Nie używając oczywiście żadnych nazwisk, przytacza też niechlubne przypadki "mordobicia" pomiędzy przebywającymi za granicą polskimi posłami czy opisuje sytuację, w której obowiązki ambasadora i jego zastępcy pełniło pewne małżeństwo, w którym kobieta zdecydowanie chciała odgrywać dominująca rolę, mimo iż jej mąż w pracy był jej przełożonym. Rodzinnych koneksji w placówkach poznamy znacznie więcej.
Jest też epizod dotyczący oburzającego zachowania pewnego polskiego arystokraty z tytułem hrabiowskim o znanym nazwisku. Mieszkając w Peru, pozostawał na utrzymaniu swojej tamtejszej żony i odnosi się wrażenie, że do jego głównych zadań należało codzienne spożywanie alkoholu. Urodzony w znanej rodzinie, człowiek zdegenerowany i bez własnych celów życiowych, na pewno nie stał się ani jej chlubą, ani swojego kraju, który w ten sposób "reprezentował" za granicą.
W placówkach dyplomatycznych bywa również pięknie, czego doświadczamy, czytając opis egzotycznego ogrodu z basenem, w którym rosły bananowce czy . Poznajemy również przydatne przysłowia: "Strzeż się peruwiańskiego przyjaciela, chilijskiej kobiety i boliwijskiego sądownictwa". Dowiadujemy się w niestandardowo działa komunikacja miejska i system transportu w Peru czy Tunezji. O tym, że kobiety Południa, choć przepiękne w młodości, niestety dużo szybciej się starzeją. O smutnym losie i przymusowej pracy peruwiańskich kilkulatków wysyłanych na ulicę przez swoich leniwych ojców. Do czego służy "pokój płaczu" w szkolnym punkcie konsultacyjnych, a także tego, jak jeden z polskich premierów musiał zawrócić w czasie lotu do Kuwejtu wraz z delegacją rządową i w związku z tym obraził się, nakazując powrót do kraju. Ambasador musiał wówczas znaleźć sposób na wytłumaczenie tej sytuacji, bo na lotnisku oczekiwała grupa oficjeli na czele z ważnym szejkiem.
Opowieści dotyczą także rodowitych mieszkańców kraju, w którym główny bohater-narrator pracował jako konsul. To szereg rozmaitych postaci, przewijających się w różnych sytuacjach. Te spotkania z ludźmi zaowocowały czasem tylko krótką znajomością, a czasem głębszą relacją, podtrzymywaną przez lata. Wspomnienia z placówek dyplomatycznych w Korei, Rosji, Tunezji, Peru czy Kuwejcie zabierają nas w podróż ciekawą i chwilami sentymentalną, bo od tamtego czasu wiele w tych krajach się zmieniło. Niemniej jest też sporo rzeczy, które będąc lokalnymi tradycjami czy powszechnymi zasadami życia, nadal funkcjonuje. I w ten sposób dowiadujemy się na przykład, że mieszkańcy krajów arabskich lubią spędzać wolny czas na pustyni, podobnie jak Europejczycy na swoich weekendowych działkach poza miastem. Ta książka kończy się zaskakującym epilogiem w pewien sposób nawiązującym do wspomnianego na początku filmu Konsul. Polecam!
Egzemplarz pochodzi od serwisu Sztukater.pl

Komentarze
Prześlij komentarz