Gosposia prawie do wszystkiego

 


Jeszcze nigdy książka nie zachęciła mnie tak skutecznie do...sprzątania. Poważnie! Ta powieść jest wyjątkowa, a właściwie to jej główna bohaterka robi takie wrażenie na czytelniku. Maria, nazywana czasem Mareszką, co bardzo lubi ze względu na kaszubskie korzenie rodziny, jest żoną znanego w środowisku prawniczym adwokata. 

Młode małżeństwo żyje zgodnie i w dostatku. Maria nie pracuje zawodowo, chociaż kiedyś marzyła o karierze akademickiej. Zaczęła nawet doktorat, ale kiedy wyszła za mąż za Aleksa, jej pasja do literaturoznawstwa odeszła w cień. Zajęła się domem. Niestety nie udało się jeszcze powiększyć rodziny, ale oboje wierzą, że wszystko przed nimi. Aż do pewnego, feralnego dnia, kiedy to Maria postanowiła przyznać się mężowi do marzeń o powrocie do pracy. Oczywiście z zastrzeżeniem, że nie ucierpi na tym, ani ich życie małżeńskie, ani dom, czyli codzienne, pyszne posiłki, schludny wygląd czy organizowane co jakiś czas przyjęcia towarzyskie dla znajomych Aleksa. Te argumenty nie wystarczyły...Maria usłyszała nie tylko kilka epitetów i mocnych słów, ale też poczuła gniew męża na własnej skórze. Na tyle mocno, że wylądowała na tydzień w szpitalu. Czy po kilku latach całkiem udanego związku można odkochać się niemal w jednej minucie? Maria właśnie przekonała się, że tak.

Co dalej? I tutaj dopiero zaczyna się historia, opowiedziana po mistrzowsku przez tę wyjątkową autorkę powieści obyczajowych. Maria niemal natychmiast porzuca stare życie, choć wcale nie jest to oczywiste, bo "idealny" mąż przekonał do siebie nawet jej rodziców i wmówił im, że od dawna jest alkoholiczką. Zmyśla więc i oszukuje wszystkich, włącznie z nim. Intryga rozpoczyna się nieciekawie, ale na szczęście są ludzie, którzy pomogą Marii wyjść z tego chorego układu. Kiedy przenosi się do Szczecina podejmuje pracę...gospodyni domowej, ale jakiej! O tym musicie przeczytać, bo jak wypowiada się jeden z jej pracodawców: "Przesuwała się po mieszkaniu jak maszyna, a wszędzie gdzie przeszła, zostawiała czystość i ład." A to dopiero początek jej umiejętności. Marysia prowadziła swój dom perfekcyjnie i taką gospodynią jest także w swojej pracy. Świetnie zorganizowana, pomysłowa, konsekwentna i dokładna. To robi wrażenie, ale i kosztuje. Co ciekawe, Maria ma swoją zasadę - u jednego pracodawcy nie chce zatrudniać się na dłużej niż kilka tygodni. 

To tyle, co do zadaniowego stylu życia Marii. Oczywiście ta powieść to także mnóstwo emocji i refleksji dotyczących życia we dwoje. Nie tylko w ujęciu dramatycznym, ale i humorystycznym, bo Monika Szwaja zawsze słynęła z takiego stylu. Pojawiają się też wątki romantyczne oraz rodzinne perypetie pracodawców Marysi, które w ciekawy sposób zapętlają się z prywatnym życiem naszej głównej bohaterki. 

Mareszka nie szuka nowej miłości. Ma dosyć mężczyzn, ale nie gwarantuję Wam, że miłość sama jej nie odnajdzie. W tej historii odkryjecie również elementy literacko-artystyczne, bo Maria uwielbia tłumaczyć ballady z języka rosyjskiego. Spotka też ciekawych przedstawicieli szczecińskiej bohemy i to w różnym wieku. Co więcej, łezka w oku zakręci się u wszystkich wielbicieli czworonogów. Raz ze wzruszenia nad ich inteligencją i wiernością, dwa, wtedy, gdy trzeba się z nimi pożegnać. Widać miłość autorki do zwierząt, bo pojawiają się w tej powieści w rozmaitych sytuacjach i miejscach.

Ta niezwykle wciągająca historia młodej kobiety przekonała mnie tak bardzo, że nie tylko chciałabym tak, jak Marysia umieć zorganizować sobie prace domowe, ale przede wszystkim nie zapomnieć o jej osobowości i sposobie na życie. Pewna siebie, inteligentna i przebojowa kobieta może zainspirować do działania i wprowadzenia zmian na lepsze. Żałuje tylko, że nigdy nie powstanie o niej więcej książek, ale poszukam podobnych postaci w innych książkach nieodżałowanej pani Moniki Szwai. I na pewno Wam o nich opowiem. 

Komentarze