czwartek, 4 maja 2017

Ryczące owieczki.

Rycząca owieczka może kojarzyć się dziwnie lub po prostu śmiesznie. Tymczasem mamy do czynienia z tematem poważnym. Owieczki-słynne porównanie dla chrześcijan, którzy podążają za swoim Pasterzem. Owieczki potulne, łagodne, potrzebujące kogoś, kto będzie się o nie troszczył i wskazywał kierunek. W innym przypadku pakują się w kłopoty.
Kiedy kilka lat temu usłyszałam płynącą z radiowego głośnika piosenkę Ani Wyszkoni, długo nie mogłam uwierzyć, że to, co słyszę, brzmi, jak modlitwa. Trudno było mi uwierzyć, że słowa "Wiem, że jesteś tam. Nie widuję Cie, lecz wiem, że jesteś tam..." nie są skierowane do jakiegoś mężczyzny, ale do Boga. Wydawało się wręcz nieprawdopodobne, że komercyjne radio, wypełnione po brzegi reklamami wszelkiego rodzaju dóbr materialnych, proponujące na co dzień zestaw muzyki rozrywkowej, dalekiej nieraz od tego, co naucza Kościół, to radio proponuje piosenkę-modlitwę.
Uwierzyłam, że to prawda, chyba dopiero przy trzecim odsłuchaniu, kiedy cały tekst znałam już prawie na pamięć.
Przypomniałam sobie o tym zdarzeniu, bo minęło kilka lat i teraz czytając książkę zrozumiałam, że Ania Wyszkoni znalazłaby się na osobistej liście Ryczących Owieczek - Boba Brinera, autora książki. Ta znana piosenkarka, właśnie wtedy pokazała dokładnie to, o czym napisał i czego oczekuje od popularnych w świecie rozrywki chrześcijan.
W "Ryczących owieczkach" naszą uwagę koncentruje głównie na kulturze i mediach, gdzie, jak wspomina wciąż brakuje donośnego głosu ludzi wierzących w Boga, ludzi Kościoła.
Zauważa niepotrzebny podział na "zawodowych chrześcijan" oraz "chrześcijan aktywnych zawodowo". Według B.Brinera taki podział jest sztuczny, bowiem wszyscy, będąc wyznawcami jednego, tego samego Boga, powinni głosić zasady wiary, zarówno słowem, jak i codziennym życiem. Nie chować się w skórę łagodnych, nikomu nie przeszkadzających owieczek, które tylko w niedzielę, podążając w kierunku najbliższego budynku kościoła, różnią się od swoich niewierzących sąsiadów. Nie przemykać ukradkiem, ale dumnie kroczyć przez życie i z radością mówić o tym, że Bóg jest.
Autor, mając duże doświadczenie zawodowe, związane z pracą w telewizji wiele o niej pisze. Jest to telewizja amerykańska, obecnie już przez nas dokładniej poznana, pisze również o filmie, sztuce, literaturze. Uważa, że "...Naszym zadaniem jest być jak najlepszymi reprezentantami Chrystusa i Jego Kościoła w każdej dziedzinie życia społecznego".
Zwraca uwagę na mocny głos różnych grup społecznych, które bez żadnych oporów próbują narzucać innym swój sposób myślenia i życia. Ubolewa również nad nowoczesnym "politycznie poprawnym" oddzielaniem spraw wiary od życia publicznego.
Tymczasem Bóg dał nam przecież mnóstwo wskazówek, jak żyć, co robić. Słynne "być solą dla Ziemi" autor tłumaczy za znanym biblistą jako "działanie w roli oczyszczającego czynnika, który utrudnia rozprzestrzenianie się zła", a najlepszym sposobem, by to rozprzestrzenianie zatrzymać jest zastąpienie go czymś dobrym. Tutaj daje wiele przykładów na to, że zbyt mały wybór dzieł, stworzonych przez chrześcijańskich autorów, powoduje, iż odbiorca nie ma tak naprawdę w czym wybrać. A my, jako wyznawcy Boga powinniśmy taki wybór dawać. Ma wprawdzie na myśli głównie przedstawicieli kultury, sztuki, sportu  czy mediów, ale i o zwyczajnych ludziach mówi, że potrafią w swojej pracy godnie przekazać wartości, które chrześcijanie powinni reprezentować. I trudno nie przyznać temu racji. Druga sprawa ważna sprawa, to według autora, nie skupiać się wyłącznie na krytyce zła. Wspomina bowiem o tendencji do krytykowania właśnie i bojkotowania tego, co uważamy za niewłaściwe, ale nie podsuwaniu żadnej alternatywy. A powinniśmy być pozytywni i oferować w to miejsce lepsze rozwiązania.
Boba Brinera nie ma już wśród nas. Odszedł. Jego głos pozostał w książkach i historii amerykańskich mediów. Nie śledzę dokładnie stylu życia na kontynencie amerykańskim, ale myślę, że z naszego polskiego, obecnego byłby już choć w części zadowolony.
Może nawet wolałby zamieszkać tutaj, gdzie prezydent nie wstydzi się łamać ustalonych dla polityków zasad i podczas mszy biegnie za porwaną przez wiatr hostią, by nie została zadeptana...
Gdzie premier z dumą odczytuje Pismo Święte podczas nabożeństwa...
Gdzie piosenkarze coraz częściej śmiało tworzą wspaniałe, mądre teksty...
Gdzie sportowcy nie wstydzą się ani trzymać w ręku różańca, ani wykonywać na boisku znaku krzyża...
Myślę, że chciałby u nas zamieszkać...A przy okazji przypominać, że:
"Chodzi o to, że bez względu na to, jak długo jesteś chrześcijaninem, jak mało praktykowałeś i jak wiele szans przegapiłeś, Bóg cały czas daje ci okazje do zrobienia rzeczy, które będą coś znaczyć. Bądź gotowy. Bądź czujny."
 Na koniec książki - podsumowanie, w punktach i pytaniach. Odpowiedzi na te pytania, pozwolą nam określić, czy jesteśmy owieczką ryczącą, czy raczej tą, która na razie tylko otwiera "usta", by coś powiedzieć, ale jeszcze nic nie słychać.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł:Ryczące owieczki. Autor: Bob Briner
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 240 stron.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wie...