📬
„Błękitne koperty” Marty Jednachowskiej to powieść z pogranicza literatury obyczajowej i thrillera psychologicznego. Pokazuje nam, jak cienka jest granica między rzeczywistością a wytworem ludzkiego umysłu. Przede wszystkim zacznę od samej autorki, bo jej nazwisko wydało mi się znajome. Okazało się, że jakiś czas temu czytałam "Toskański ślub", w którym naprawdę intrygująca fabuła początkowo wydawała mi się zbyt nudna, przez nieco rozciągnięte pierwsze rozdziały. W "Błękitnych kopertach" było już zupełnie inaczej. Tym razem akcja wciąga od pierwszych słów, czego powodem na pewno jest tajemniczy motyw listów w błękitnych kopertach.
Główna bohaterka - Łucja otrzymuje listy co roku w dniu swoich urodzin. Zawsze w identycznych kopertach, bez znaczka czy adresu nadawcy. Z ich treści dowiaduje się, co czeka ją w najbliższym czasie. Ta zapowiedź wydarzeń, które dopiero mają nastąpić budzi w niej jednak niepokój o to, kim jest autorka podpisująca się jako "Przyjaciółka". Czy ktoś ją śledzi i obserwuje każdego dnia? A może próbuje wymusić na niej wypełnienie tych "przepowiedni"?
👀
W tej powieści dominuje klimat niepewności i napięcia. Autorka tak przedstawia nam sytuację, że w pewnym momencie nie wiemy, co jest prawdą, a co jedynie wytworem wyobraźni głównej bohaterki. Co więcej, w tle pojawia się również podejrzenie problemów psychicznych, o których mówi przede wszystkim Przemek - narzeczony Łucji, czyli osoba znająca ją najlepiej i przebywająca z nią każdego dnia. Kiedy pewnego dnia listy znikają, Przemek twierdzi, że one nigdy nie istniały, a dziewczyna zwyczajnie ma halucynacje. Poleca jej również terapię u specjalisty. Dodajmy jednak istotny fakt, że psychoterapeutką jest jego kuzynka. Łucja nie tylko traci pewność co do własnych wspomnień i zdrowia psychicznego, ale zamiast poprawić swoje samopoczucie, powoli zamyka się w sobie. To moment, w którym musi podjąć ważne decyzje, zanim będzie za późno. Wziąć sprawy w swoje ręce, nawet, gdy spotka się to ze sprzeciwem Przemka.
Autorka porusza w tej historii bardzo ważne tematy dotyczące relacji partnerskich. Osobowość narcystyczna, manipulacja w związku, toksyczne zachowania oraz wpływ innych ludzi na nasze postrzeganie rzeczywistości to problemy, z jakimi mamy do czynienia podczas poznawania codzienności Łucji i Przemka, a także ich najbliższych. Ważne słowa padają również podczas sesji z psychoterapeutką, jak i w przyjacielskich rozmowach. Refleksja dotycząca znajomości Łucji i Przemka pojawia się po kilku latach, gdy do dziewczyny dociera, że wcale nie "zdjęła różowych okularów" i dostrzega pewne wady swojego partnera. Ona nagle rozumie, że tak naprawdę nigdy go nie znała, mimo tego, że od dawna razem mieszkali i widywali się na co dzień. Ta gorzka analiza sprawia, że i my jako czytelnicy mamy ochotę zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście dobrze znamy wszystkie osoby z naszego najbliższego otoczenia? Czy codzienne, powierzchowne kontakty nie przesłaniają czegoś istotnego, nie skrywają pod maską zwyczajnego życia jakichś ważnych cech?
💫
Styl powieści jest lekki i przystępny, a akcja rozwija się dynamicznie, po
dtrzymując napięcie. Jako czytelnicy skupiamy się na emocjach bohaterki i rozwijającej się intrydze, a prowadzone dialogi pozwalają nam samodzielnie wyciągać wnioski i powoli odkrywać tajemnice. Ta powieść skłania do refleksji nad tym, jak łatwo można zostać zmanipulowanym i jak ważne jest zachowanie własnej niezależności i świadomości. Dla mnie nieco rozczarowujące było zakończenie, którego chyba w pełni nie zrozumiałam. Bo choć to końcowe przesłanie jest mi bliskie, to techniczne wyjaśnienie samego pochodzenia błękitnych kopert nie przemówiło do mnie, pozostawiając wątpliwości co do głównej bohaterki.
Podsumowując, „Błękitne koperty” to interesująca i wciągająca książka, która łączy elementy thrillera psychologicznego z głębszą analizą ludzkiej psychiki i spodoba się osobom, które lubią historie pełne tajemnic, napięcia i emocji, a jednocześnie skłaniające do refleksji nad życiem.

Komentarze
Prześlij komentarz