Tam, gdzie kończy się lęk

 


Teoretycznie wiedziałam, jaką powieść mam przed sobą. Spodziewałam się w niej również treści, które raczej rzadko spotykam w czytanych powieściach, czyli romantycznej relacji między kobietami, ale przyznaję, że jeszcze nigdy nie przeczytałam książki tak przepełnionej wrażliwością i subtelnością, zarówno w treści, jak i w formie. 

Historia Karoliny, choć według słów autorki jest fikcyjna, uderza nas swoją realnością. Dotyka tak głęboko, że chwilami trudno powstrzymać łzy. To powieść napisana słowami trafiającymi prosto w serce i jednocześnie zapadającymi w pamięć, jak frazy wielokrotnie powtarzanego wiersza. Poetycka forma tej książki to także specyficzny układ tekstu. Autorka wspominała, że chciała o niego zadbać osobiście i teraz rozumiem, co miała na myśli. Tych słów się nie czyta, one płyną miękko i delikatnie muskają naszą podświadomość, dając szczegółowy obraz przedstawianych scen. Ten sposób pisania jest nie tylko urzekający, ale i idealnie pasuje do treści, która momentami brzmi dramatycznie, a urywane, krótkie zdania wzmacniają przekaz. 

Anna Maria Bentley napisała opowieść brzmiącą chwilami jak terapeutyczna rozmowa z zaufaną osobą. Otwiera najgłębsze zakamarki duszy i rozświetla te fragmenty pamięci, które być może wiele osób próbuje zamknąć za grubymi drzwiami przeszłości. Ale one tam zawsze są i jeśli ich nie zrozumiemy, zawsze będą wracać. 

"Najbardziej samotne dzieci są zazwyczaj tymi bezproblemowymi"  *

Historia "Tam, gdzie kończy się lęk" bardzo szczegółowo dotyka problemów relacji matka-córka. To ten moment, w którym wiele czytelniczek poczuje mocny ucisk, niezależnie od tego, czy przypomni sobie swoje dzieciństwo, czy to, jak obecnie spełnia się w roli rodzica i myśli o przyszłości swojej córki. To ten moment, w którym przychodzi zatrzymanie myśli i analiza, bo mimowolnie możecie odnaleźć się w jakichś słowach, sytuacjach czy wspomnieniach. To także ta chwila, która może się okazać najbardziej "terapeutyczna" i otworzy Was na oczyszczające łzy.

Dziecko nigdy nie jest winne temu, że dorośli nie radzą sobie z własnymi emocjami. A jednak wśród wielu dorosłych kobiet są takie, które pamiętając swoje dzieciństwo wciąż boją się zamkniętych od zewnątrz drzwi, reagują lękiem, gdy ktoś gwałtownie podnosi głos, nie potrafią zasnąć przy zgaszonym świetle albo instynktownie oddalają się, kiedy ktoś próbuje naruszyć ich przestrzeń osobistą. Dlaczego? Bo zostały skrzywdzone przez najbliższe osoby, którym zaufały jako dzieci. Bo chciały zasłużyć na ich miłość, być posłuszne, zawsze ciche i grzeczne. I choć "dziecko nie przestaje kochać tylko dlatego, że zostało skrzywdzone" to żaden rodzic nie powinien "stać się całym złem, przed którym chce obronić swoje dziecko". Ten paradoks bywa najgorszym scenariuszem i historia Karoliny odsłoni go przed Wami w całej okazałości. 

"Widziała we mnie coś dobrego wtedy, kiedy ja sama tego nie widziałam" *

Dwudziestodwuletnia Karolina opuściła rodzinne miasteczko, wyjeżdżając na studia do Łodzi. Planowała ślub i rodzinne życie z Tomkiem, którego znała z czasów liceum. Wszystko zmieniło się podczas pewnego wykładu na uniwersytecie. A cała lawina wydarzeń z tym związanych, uruchomiła również coś, co było skrzętnie ukrywane i wyciszane. Lęki, obawy i niepewność. To one nakazywały zachowania, które schowały Karolinę przed całym światem. Gdy pojawiło się "światło" w postaci prawdziwego uczucia, wszystkie te zranione zakamarki duszy zostały rozświetlone tak, by można było je w końcu zobaczyć i uleczyć. 

 "Bo całe życie uczono mnie właśnie tego, żeby przepraszać za swoje emocje" *

I czego mogę życzyć Wam po tej lekturze? Przede wszystkim niech spełni swoją terapeutyczną rolę, zapewni chwilę refleksji, a tak z zupełnie innej strony życzę Wam kogoś takiego w życiu, jak babcia Karoliny, która nie tylko przyniesie ciepły, domowy rosół i przytuli, ale i w odpowiednim momencie rozładuje atmosferę opowieścią o sąsiadce, która kiedyś uciekła z cyrkiem...

*cytaty z książki "Tam, gdzie kończy się lęk" - Anna Maria Bentley 

Komentarze

  1. To niezwykle poruszająca recenzja – czuć, że ta książka stała się dla Ciebie niemal osobistym procesem. Pięknie ujęłaś ten trudny paradoks relacji rodzic-dziecko; jako psycholożka często widzę, jak bardzo słowa o tym, że dziecko nigdy nie jest winne emocjom dorosłych, wymagają głośnego powtarzania. Dziękuję za to wrażliwe spojrzenie, które obiecuje czytelnikowi nie tylko lekturę, ale rodzaj bezpiecznej przestrzeni do własnych refleksji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz