🌞
Młoda kobieta, która właśnie zakończyła swój związek plus przystojny Włoch odpoczywający w tym samym pensjonacie i okolice słynnego jeziora Como w słonecznej Italii. To elementy składanki, w której trudno o wynik inny, niż suma ciekawych i emocjonujących zdarzeń. A jak rzeczywiście było... pewnego razu w Bellagio?
Autorką tej powieści jest młoda adeptka sztuki literackiej, córka znanej pisarki, czyli Zuza Kordel. I nie będziemy patrzeć na te historię przez pryzmat rodzicielski, ale trzeba wspomnieć o tym fakcie, bo nazwisko na pewno każdemu wpadnie w oko. A co do samej powieści - wspomniani bohaterowie to oczywista propozycja do stworzenia historii o miłości. Zaczynamy jednak delikatnie i bardziej podróżniczo, bo Anastazja przybywa do Lombardii w celach wypoczynkowych i turystycznych. Zwiedzamy więc okolice, trochę poznajemy miejscowe zwyczaje kulinarne i aklimatyzujemy się w nowym otoczeniu. A to jest wyjątkowe, bo dziewczyna mieszka w okazałej willi o wdzięcznej nazwie Rosa Linda i właściwie jest jej jedynym gościem z zewnątrz. Mieszka tam tylko jeden (młody i przystojny) Włoch, z którym przez pierwsze kilka dni właściwie nie potrafi nawiązać kontaktu. On milczy, udając, że nie rozumie języka angielskiego. Ona nie mówi po włosku, ale jednak uważa, że powinna zostać w tej willi, bo rezerwacja została dokonana przez internet, a pobyt opłacony. Całość sponsorowała Gryzelda - zwana w skrócie Zeldą, czyli ulubiona ciotka Anastazji, nieco szalona, podróżująca singielka, która wciągnęła swoją siostrzenicę w zwiedzanie świata, kilka lat wcześniej. Tym razem podarowała ten pobyt Anastazji, aby trochę odpoczęła i zregenerowała siły po przejściach w życiu osobistym.
💕
Anastazja jest dziennikarką, ma dobre przyjaciółki, o których mówi, że przy nich czuje się, jak "zbiór najważniejszych atomów we wszechświecie". Pisze artykuły z podróży i uwielbia swoją pracę. Straciła jednak do niej serce i bardziej skupiła się na profesjonalizmie i terminach wytyczanych przez zleceniodawców. A przecież nie o to w tym wszystkim jej chodziło.
We Włoszech, nad pięknym jeziorem zaczyna to rozumieć i czuć na nowo. Emocje sięgają zenitu, gdy któregoś dnia, aż płacze z wdzięczności za to, że w końcu się obudziła i może znów poczuć radość z tego, co robi. Podpowiada nam też swój sprawdzony sposób na zwiedzanie. Odkryła go dawno temu, gdy podróżowała z ciocią. Wystarczy obserwować lokalnych mieszkańców i najlepiej podążać tymi samymi ścieżkami, co oni, a na pewno zaprowadzą nas w jakieś interesujące i nietuzinkowe miejsce, w którym nie ma wielu turystów.
🍝
Mieszkając w willi, Anastazja trafia na kolekcję filmów podróżniczych, które samotnie ogląda wieczorami, zachwycając się innym spojrzeniem na bliskie i dalekie wyprawy w różne zakątki świata. Kiedy pozna autora tych filmów i jeszcze kilka tajemnic dotyczących swojego pobytu we włoskiej willi, jej życie nabierze tempa, a ona zyska zupełnie nową perspektywę.
Powieść "Pewnego razu w Bellagio" to lekka historia, którą nazwałabym ją czytadełkiem. Nie jest bez wad, bo miejscami tempo zwalnia niemal aż do zera, a przydługawe opisy mogą zniechęcić. Jest w niej jednak pewien urok, któremu trudno się oprzeć. I nie wiem, czy to kwestia włoskiej scenerii i leczącego smutek słońca, czy może wrodzony talent młodej autorki. Tak, czy inaczej, powieść pozostawia nas w emocjonalnym błogostanie, a przecież o to chodzi w takich książkach. Mam wrażenie, że z każdą następną książkę, będzie po prostu lepiej, bo technikę można ulepszać, a talent oszlifować i będzie świetnie!

Komentarze
Prześlij komentarz