Mamo, daleko jeszcze?

 

Zwyczajna rodzina w niecodziennej podróży, a raczej wędrówce przez Polskę. Pielgrzymka to określenie, które u wielu osób wywołuje lekką konsternację. Często ze względów religijnych, ale drugi i myślę, że jeszcze mocniejszy wydźwięk ma szczególny charakter tej wyprawy. Najczęściej wiąże się przecież z wyrzeczeniami i trudem, a to nie brzmi zachęcająco. Taka jest również trasa 530-kilometrowej pielgrzymki ze Szczecina do Częstochowy. 
 
Jasna Góra w Częstochowie jest miejscem kultu i celem pielgrzymek z terenu całego kraju. Autorka tej książki po raz pierwszy wzięła udział w Szczecińskiej pielgrzymce w 1994 roku jako maturzystka. Teraz wróciła na ten szlak z całą swoją rodziną, mężem i dwójką nastoletnich dzieci Antosią i Sebastianem. Pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami w jej życiu wiele się działo. Mieszkała w Chinach i Nowej Zelandii, odwiedziła ponad 40 krajów, a obecnie mieszka w Berlinie.
 
W tym niezwykłym dzienniku z podróży przez połowę Polski, relacjonuje nam zarówno osobiste przemyślenia, jak i wydarzenia z trasy, przekazując ogólny obraz pielgrzymki i jej uczestników. Opowieść pani Magdaleny Meller została świetnie zbalansowana, bo wrażenia indywidualne równoważą się z informacjami dotyczącymi całego przedsięwzięcia. W ten sposób, osoby, które nigdy nie były na pielgrzymce mają okazję poznać ją "od kuchni". I to często ze szczegółami, o jakie trudno w ogólnodostępnych opisach czy relacjach z trasy. Tutaj obowiązuje szereg zasad dotyczących codziennego życia, a nawet specyficzne słownictwo, które rozszyfrują tylko wtajemniczeni i doświadczeni uczestnicy. 
  💫
 
Podczas wędrówki z grupą pielgrzymów pani Magda i jej bliscy mieli okazję zintegrować się z osobami pochodzącymi z różnych miejsc i środowisk. To było także mocne wyjście ze świata cyfrowego w całkowicie analogowy, pełen prawdziwych doznań. Dzieci wychowywane w Niemczech często nie rozumiały również pewnych językowych sformułowań, sposobu myślenia i zasad postępowania Polaków. Porównanie zachowań tych dwóch nacji pojawiło się już przy pierwszych gościnnych wizytach u gospodarzy, którzy przyjmują pielgrzymów. W Niemczech krąży powiedzenie "Ryba i goście śmierdzą po trzech dniach", więc stosunek do przyjezdnych jest zupełnie inny. Z kolei w Polsce mamy nasze: "Gość w dom, Bóg w dom" i dzieci pani Magdy mogły zobaczyć to na własne oczy i sprawdzić na sobie każdego dnia, gdy przybywali na nocleg w kolejne miejsca. 
 
Pielgrzymka to droga pełna trudu i wyrzeczeń. Bóle nóg, otarcia skóry czy słynna pielgrzymkowa "asfaltówka", czyli uciążliwa wysypka skórna to tylko część niedogodności, z jakimi trzeba liczyć się podczas tej podróży. To nie są komfortowe wakacje, na które liczy latem większość nastolatków. To nie był też czas na wypełnianie dni błogim lenistwem czy beztroskim scrollowaniem. Autorka jako matka postawiła na całkowitą odmianę konsumpcyjnego stylu życia i pokazanie dzieciom tego, co ogólnie nie należy do modnych i popularnych. To nie jest także słynna i stylowa Camino de Santiago, gdzie nacisk kładzie się na compostelkę potwierdzoną wpisami, a później można się nią pochwalić w towarzystwie. I pewnie dlatego przed podjęciem decyzji, autorka i jej rodzina usłyszeli niejedną sceptyczną opinię na temat "zwyczajnego pielgrzymowania" po Polsce. 
 
W moim osobistym odczuciu, podziw to pierwsze, co przychodzi mi na myśl. Kolejne to odwaga i determinacja zasługujące na słowa uznania. Dzięki tej podróży, autorka z fascynacją obserwowała również ogromną przemianę zachodzącą w jej dzieciach, która nie zachodziła w nagły i spektakularny sposób, ale bardziej jako codzienne przesuwanie granic, co tym bardziej zapewnia tym zmianom stabilność. Polecam tę książkę, odnajdując w niej jedynie malutki minus - małą czcionkę, ale cóż to jest wobec wyrzeczeń i braku komfortu, na jaki zdobyli się jej bohaterowie! 



Komentarze