Pod wspólnym dachem

 


Małe miasteczko, niewielka społeczność,  zmiany w życiu i nowe wyzwania. To codzienność Zuzi, młodej studentki, która właśnie przerwała naukę, żeby zaopiekować się swoim dziadkiem. Ten starszy mężczyzna znacznie podupadł na zdrowiu po śmierci żony. Babcia Zuzi odeszła, a wraz z nią atmosfera domu pod kasztanem w Brzysku, gdzieś na pograniczu Podkarpacia i Małopolski. 

Powieść obyczajowa "Pod wspólnym dachem" przenosi nas na prowincję. Piękna okolica Beskidu Niskiego to jednocześnie spokojny i cichy górski rejon. Zuzia pamięta to miejsce z dzieciństwa, ale mieszkała z rodzicami w mieście i teraz musi zmienić wiele swoich przyzwyczajeń. Historia dwudziestojednoletniej Zuzi toczy się nieśpiesznie, ale zaciekawia czytelnika, bo w tle pojawiają się postacie miejscowego pisarza - Marka, Noemi - właścicielki nietuzinkowej kwiaciarni czy Walerii i Przemka, którzy planują otwarcie restauracji w kaszubsko-mazurskim stylu. Jest też ksiądz Damian, który odegra w tej opowieści dość istotną rolę oraz Marzena, czyli kobieta - czarny charakter. Jej intryga obejmie kilka osób, ale szczególnie dotknie jedną z nich, chyba najbardziej niezasługującą na tak duże i poważne problemy. 

Autorka wprowadziła w tej historii małomiasteczkowy klimat z typową grupą przyjaciół wspierających się w trudnych chwilach. Powieść jest drugim tomem "Historii Galicyjskich" (pierwsza część to "Dom pod kasztanem"). Czyta się ją z przyjemnością i nie ma problemu nawet wtedy, gdy nie znamy wcześniejszego tomu. Od razu zaznaczę, że ja niestety nie czytałam. 

Jednym z pozytywnych odczuć, jakie pozostają po przeczytaniu tej powieści jest relacja Zuzi i jej dziadka. Tutaj nie ma różnic pokoleniowych, jest natomiast wzajemna troska, ciepło, pomoc i wsparcie. Dziewczyna ma natomiast problem z porozumieniem się z mamą, której trudno pogodzić się z przeprowadzką córki na wieś i rezygnacją ze studiów. 

Wątek romantyczny został wprowadzony w sposób, który jest według mnie bardzo nietypowy. Relacja z dużo starszym mężczyzną na pewno nie jest standardem, zwłaszcza w środowisku małego miasteczka, ale mam wrażenie, że ukrywanie go w takiej społeczności jest raczej niemożliwe. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że główna bohaterka nie zdradza swoich uczuć nawet przed bliskimi sobie osobami, jednocześnie dążąc do rozwoju tej relacji i stworzenia stałego związku. Trochę kłóci mi się ten wizerunek bliskości w rodzinie i między przyjaciółmi, a brakiem porozumienia i zaufania w tak oczywistych sprawach. Nieco dziwna jest też postać samego partnera Zuzi, czyli autora poczytnych kryminałów - Marka. 

Co do wątków na pewno jednym z wiodących i najważniejszych jest natomiast problem ingerencji instytucji państwowych w prywatne życie rodzinne. Chodzi o próbę podważenia możliwości opieki nad dziećmi i niesłuszne oskarżenia kierowane w formie donosów, które zmieniają się wręcz w absurdalną, urzędniczą historię. Autorka pokazuje ten problem z punktu widzenia zwyczajnej rodziny, której spokój zostaje bezpodstawnie zburzony niemal z dnia na dzień. „Pod wspólnym dachem” to historia wypełniona emocjami, gdzie dobro, bliskość i wzajemna życzliwość mają nieocenioną wartość.


 

Komentarze