niedziela, 23 lipca 2017

Urlop nad morzem


Plaża, morze - nasze - Bałtyckie, chociaż zimne, to przecież piękne nawet jesienią. Tam wybrała się nasza para bohaterów na urlop.
Wzięłam książkę z bibliotecznej półki, zerknęłam na postać na okładce, pobieżnie przeczytałam streszczenie, spojrzałam na nazwisko autorki - nie znam. Wypożyczyłam z myślą o popołudniowym wypoczynku przy lekkiej lekturze. Jakże się myliłam i jednocześnie zdziwiłam, kiedy już w pierwszym rozdziale pojawiły się ludzkie szczątki pod posadzką w piwnicy. Hmm... jakaś zaskakująca przygoda? Okazało się jednak, że małżeństwo, które chciało spędzić miły czas na spokojnym urlopie, w domu swojej przyjaciółki, również pomyliło się w swoim wyborze. Podobnie, jak ja wybierając książkę z innej półki.
Początkowo czytając, czułam się, jak przy lekturze z młodości. Pan Samochodzik, to był kiedyś mój idol, który jeżdżąc w różne zakątki kraju, odkrywał wielkie tajemnice. Najpierw odnajdując coś niezwykłego, poznawał historię przedmiotu i tym samym przenosił nas w przeszłość i przybliżał tamte wydarzenia.
Analogia pojawiła się w momencie, gdy niespodziewanie odkryty grób w piwnicy, wiązał się z wydarzeniami, jakie miały miejsce podczas drugiej wojny światowej. Poznajemy wraz z bohaterami historie, jakie rozgrywały się w Sztutowie. Obóz koncentracyjny, esesmani, więźniowie głodujący, przerażeni i gnębieni przez najeźdźców. W końcu pojawia się i motyw ukrytego złota, skradzionego pojmanym ludziom. Przeszłość splata się z teraźniejszością, a odkrywane wciąż nowe wątki, wciągają nas w niesamowity klimat prowadzonego prywatnie śledztwa.
Poznajemy również nieprawdopodobne, a jednak panujące u nas różnorakie przepisy na temat, pochówków, przedawnienia spraw, ksiąg parafialnych i zasad panujących w naszym pięknym kraju. Chwilami nie wiadomo, czy to prawda, czy fikcja literacka, bo niektóre sytuacje są rzeczywiście niewiarygodnie dziwne.
A co do głównych bohaterów. Małżeństwo z krótkim stażem zachowuje się jakoś tak mało uczuciowo. Miałam wrażenie, że chyba nie kochają się zbyt mocno, ale może to tylko moje odczucie. W tle mamy byłą przyjaciółkę męża, a stałą klientkę żony (nadmienię, że żona jest fryzjerką).
Jest też przystojny ogrodnik-casanova. I całe to towarzystwo jest dla mnie mieniącym się czworobokiem uczuć. Uczuć niestałych, nieprawdziwych, jakichś powierzchownych, przeplatanych seksualnością. I niby może tak być, ale jednak drażniła mnie postawa żony, zaabsorbowanej towarzystwem młodego ogrodnika, korzystającej z każdej możliwości flirtu z nim i uznającej przytulanie się za flirt właśnie, a nie za drogę do zdrady. A mąż tymczasem, jakby nieobecny duchem, bo przy byłej przyjaciółce wydaje się żony nie zauważać i na jej zachowanie tym samym nie reagować. Wiejski casanova natomiast, razi chamstwem i bezczelnością, której panie turystki wydają się nie dostrzegać. Dziwne towarzystwo i jeszcze dziwniejsze sploty okoliczności. Zakończenie, które może zaskoczyć po całej historii, ale nie dziwi sytuacja w jakiej dochodzi do tragedii, zważywszy na wcześniejsze "wybryki" pani żony.
Morze, Lato, Woda, Wieczór, Bałtyk, Fale
No cóż. Urlop okazał się inny niż się spodziewali, podobnie, jak dla mnie cała historia, którą pod tytułem "Urlop nad morzem" wzięłam za lekką historyjkę na letnie popołudnie, a otrzymałam kryminał z dużą ilością odnajdywanych kości.
Uprzedzam zatem, że powieść tak całkiem lekka nie jest, ale jedno jest pewne - wciąga i potrafi przenieść nad listopadowy Bałtyk.
I tak na zakończenie; podobnie jak książki nie ocenia się po okładce, tak z lekką ostrożnością należy podejść do pięknego, starego domu z czerwoną dachówką i okiennicami. Tam może kryć się bardzo zaskakujące wnętrze i jeszcze bardziej zadziwiające historie jego dawnych mieszkańców...

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Urlop nad morzem . Autor: Agnieszka Pietrzyk ;Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Oprawa miękka. 312 stron.

wtorek, 18 lipca 2017

Indeks szczęścia Juniper Lemon


Szkoła - miejsce gdzie dzieciństwo zamienia się w młodość, gdzie zdarzają się przyjaźnie takie na całe życie, a czasem nawet prawdziwa miłość. Tam też są mądrzy i wyrozumiali nauczyciele, pamiętający jeszcze swoje nastoletnie czasy, ale i ci, którzy już nie chcą ich pamiętać, a zatem traktują nas z góry.
Są i wredne kreatury, bezczelne i pewne siebie, z chodzącą za nimi świtą, którym nie wystarczy cięta riposta w odwecie, więc pięść sama się zaciska i czasem uderza.
Szkoła to też ten czas, kiedy odnajdujemy swoje powołanie, mamy wielkie marzenia, snujemy plany na przyszłość. Zdarza się, że zostajemy olśnieni jakimś pomysłem na dorosłe życie.
Juniper Lemon, nastolatka, z takiej właśnie szkoły. Dziewczyna zwyczajna, ma koleżanki, przyjaciółkę, jeszcze nie ma swojej pasji ale próbuje ją odnaleźć.
Niestety, poznajemy ją w okresie wielkiego smutku po rodzinnej tragedii, jaką właśnie przeżyła. Utrata starszej siostry, tej, która była w szkole wcześniej. Przebijała szlaki, była znana, aktywna i lubiana. Stała się wyznacznikiem nazwiska Lemon, bo nie ukrywajmy, tak właśnie jest w szkołach. Starsze rodzeństwo pozostawia ślad i pamięć o osobowości, którą nauczyciele porównują później z młodszymi przedstawicielami rodziny.
Juniper, stawała zatem przeważnie przed pytaniem "jesteś siostrą Camie?". I to było oczywiste i normalne pytanie, aż do czasu, kiedy Camie zginęła w wypadku. Potem już nic nie było takie samo. Ani w domu, ani w szkole.
Pytanie: jak wrócić do normalności? Czy w ogóle będzie jeszcze normalnie? Przecież nie można zapomnieć własnej siostry, a jak można dalej funkcjonować w świecie, w którym jej już nie ma. Zawsze była i to blisko, a co teraz?
Świat Juniper nie tylko legł w gruzach, on się rozsypał na kawałki, bowiem nastolatka nosi w sobie ogromne poczucie winy za wypadek. Tymczasem brakuje jej jakiegokolwiek wsparcia. Rodzice, zamknięci w swoim bólu, przyjaciółka separuje się, jakby obawiała się, co i jak powiedzieć. Najbliżsi stali się niedostępni .Słowa, jakie padają na temat matki, dają pełen obraz smutku, rozżalenia i lęku, jaki odczuwa dziewczyna w obliczu największej życiowej tragedii:
" I ona albo tego nie zauważyła - nie zauważyła, że jej potrzebuję - albo jej to nie obchodziło."

Mamy historię, rozgrywającą się głównie na terenie szkoły, gdzie Juniper trafia na nowe przyjaźnie najdziwniejszym z dziwnych sposobów. Przyjaźnie, które okazują się właściwymi i dobrymi wyborami. To jest obecnie jej grupa wsparcia. Osoby, znające jej siostrę wprawdzie tylko ze szkolnego korytarza, potrafią teraz pomóc w pogodzeniu się i poradzeniu z trudną sytuacją.
Przy okazji wraz z naszą bohaterką poznajemy nietuzinkowe osobowości. Chłopaka zwanego Gąbką, który dzięki swojej cyfrowej pamięci, nieraz staje się źródłem interesujących informacji z życia szkoły. Nieśmiałą Kody, klasyczny przykład braku wiary w siebie i spektakularnej zmiany wizerunku pod wpływem naszej bohaterki. Lidera szkolnego zespołu muzycznego, z którym Juniper rozpocznie swoją przygodę i poczuje, że życie może nabrać innego wymiaru.
Czytając kilka początkowych stron wydawało mi się, że wszystko będzie przewidywalnie i oczywiste, ale było tylko w małym zakresie. A do tego, mocno wciąga wątek poszukiwania tajemniczej osoby, której bohaterka chce przekazać ostatni list, napisany przez zmarłą siostrę.


Mimo, że "Indeks szczęścia" jest książką młodzieżową, to i dorośli, znacznie oddaleni od młodzieńczych i szkolnych czasów, mogą z niej wiele wynieść.
Problemy głównej bohaterki, jak i drugoplanowych postaci są nakreślone dość mocno. Przemoc w rodzinie, porzucenie przez jednego z rodziców, osamotnienie, brak wiary w siebie, poszukiwania własnej drogi, a przed wszystkim wsparcie najbliższych w trudnych chwilach, to te wysuwające się w pewnym momencie na główny plan.
Znalezione obrazy dla zapytania jałowiec cytrynowy
Rodzic, czytając taką książkę, nie tylko dowie się, co może gnębić jego nastoletnie dziecko, jak widzi siebie, rodzinę i swoje otoczenie, ale i może wczuć się w jego rolę. Książka bowiem pisana z narracją głównej bohaterki, pozwala przenieść się w świat nastoletnich przeżyć i poczuć, jak to jest znów mieć szesnaście czy siedemnaście lat..


                                                                                                            Jałowiec cytrynowy :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon . Autor: Julie Israel ;Wydawnictwo IUVI. Oprawa miękka. 372 strony.


poniedziałek, 10 lipca 2017

Sięgając chmur.


Spotykamy czasem w swoim życiu osoby, które chcą żyć inaczej. Nie mają ochoty na założenie mundurka wzorowego urzędnika, bankowca lub sprzedawcy. Nie widzą się w pracy w sztywno zaplanowanych godzinach. Na pewno znacie kogoś takiego.
Znacie też zapewne jedynaków, którym rodzice poświęcali dużo czasu, są ich przyjaciółmi, podczas, gdy wy już jako starsze rodzeństwo musieliście się zajmować młodszym bratem lub siostrą, a ponadto zająć się domowymi obowiązkami, bo rodzice byli zajęci pracą.
Słyszeliście na pewno o kobietach, które wbrew panującym zwyczajom i opinii, pragną wykonywać zawód, zdominowany przez mężczyzn.
Znamy również przypadki osób, które nie są zainteresowane małżeństwem, z kimś, kto wydaje się idealnym kandydatem na współmałżonka. Takie uciekające panny młode, które znikają na dzień przed ślubem, pozostawiając ślubną sukienkę w szafie. No i zapewne znacie również marzycieli, którym w głowie same ideały, jakaś nietuzinkowa pasja albo coś, co może nawet jest niebezpieczne dla życia i zdrowia. Czy kojarzycie kogoś takiego? Na pewno! Każdy z nas, wymieni co najmniej kilka osób, znanych z życia, ekranu albo historii, jakie mogłyby pasować do powyższych opisów.
A ja dzisiaj mogę napisać o jednej kobiecie, która mieści się we wszystkich tych zbiorach nietypowych cech. Do tego jej marzenia są dosłownie chodzeniem z "głową w chmurach". Kate Evans, bohaterka książki "Sięgając chmur" jest kimś nietuzinkowym, osobą żyjącą tak, jak chce, jak lubi i jak sobie wymarzyła od dzieciństwa. Nie rezygnuje z tych marzeń, nawet w obliczu niebezpieczeństw i wydarzeń, które niejednemu człowiekowi przysporzyłyby problemów z psychiką.
Ona jest kobietą silniejszą od niejednego mężczyzny, dlatego świetnie odnajduje się w trudnej pracy i obowiązkach, które przerosłyby wielu z nas. Czy chodzi o transport zadufanych w sobie bogatych mężczyzn pod wpływem alkoholu, czy o właściwą reakcję, gdy rozpoczyna się poród w samolocie albo akcję ratunkową po rozbiciu samolotu.  Młodość, marzenia, siła i konsekwencja w działaniu. Pokonywanie trudności i ogromna pasja, która prowadzi do miejsca, gdzie czeka spełnienie i poczucie, że jest się tam, gdzie powinno się być i robi to, co daje szczęście.

Młoda kobieta pokazuje nam niesamowitą siłę marzeń i wiarę w to, że musi się udać, mimo niejednego problemu i niepowodzeń na drodze. Latanie samolotem w czasach, kiedy rozgrywa się akcja powieści, to nie było to samo, co teraz. Pilotowanie samolotu w latach 30tych ubiegłego wieku należało do prawdziwych wyzwań. Dołóżcie do tego brak komunikacji satelitarnej, telefonów komórkowych, brak jakichkolwiek nowoczesnych urządzeń, które obecnie ułatwiają życie i pracę pilotów. I jak? Ciężko! Dodajcie do tych niedogodności zmieniającą się szybko pogodę, surową przyrodę zimnej Alaski, dzikie zwierzęta i otrzymacie nieprawdopodobne wyzwania, z którymi przychodziło zmierzyć się szczupłej, młodej i z pozoru delikatnej kobiecie.

..."Tu niczego nie udowodnisz poza tym, że nie masz kontroli nad tym terytorium. To ono kontroluje ciebie..."

Historia, którą czytamy jest nie tylko pokazem wielkiej siły marzeń i determinacji w dążeniu do ich spełnienia, ale i obrazem społeczeństwa Alaski tamtych lat. Autochtoni, wykluczani przez przybyłych na Alaskę nowych mieszkańców. Osoby, z trudną przeszłością, uciekający przed światem i ludźmi, mieszkający samotnie w dzikiej głuszy. Samowystarczalni, zaradni i samodzielni, czasem uważani za dziwaków.
Po przeczytaniu tej książki spojrzycie w inny sposób nie tylko na tych "innych i dziwnych", których społeczeństwo uznaje za odmieńców, tylko dlatego, że wyłamują się z powszechnie panujących zwyczajów i norm. Inaczej pomyślicie również o kimś, kto jest samotnikiem i nie uśmiecha się i nie odzywa zbyt często. Zdacie sobie sprawę z tego, że w jego życiu być może wydarzyło się coś dramatycznego, co sprawiło, że stał się właśnie taki.
Może nawet zrozumiecie, dlaczego te "rozpieszczone" jedynaki są tak pewne siebie i wierzą w swoje siły. Albo dlaczego kobiety czasem odrzucają oświadczyny, kiedy trafia im się okazja, by dobrze i spokojnie żyć u boku wspaniałego męża.
Przy okazji przeżyjecie niezwykłą przygodę na Alasce. Poznacie wiele miejsc, wczujecie się w rytm życia dalekiej tundry. A co ciekawe, w ogóle nie brakuje w tej opowieści elementów nowoczesności. Przenosimy się w czasy odległe o prawie sto lat, a czujemy, że to historia ludzi takich, jak my. Marzących, pracujących, chcących przeżyć życie w zgodzie z sobą samym. I wcale nie uciekających od miłości, lecz oczekujących na taką, która będzie również zgodna z ich własnymi odczuciami i taka prawdziwa, z głębi serca i duszy.
Wydarzenia w naszym życiu nie zawsze są przewidywalne, czasem bywają dla nas też wielką tragedią, a my nie wiemy dlaczego tak się dzieje.
Życie nas zaskakuje, bo jak mówi jedna z bohaterek książki: "My widzimy na tym świecie tylko to, co mamy przed oczami. A Bóg widzi całość". 
Kate, bohaterce książki pisane było zostać pilotką w dzikich ostępach. I Alaskijką. Poznajcie jej historię, bo warto na chwilę oderwać się od naszej dzisiejszej codzienności i poszybować wraz z nią w nowe i nieznane tereny... życia.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Sięgając chmur. Autor: Bonnie Leon
Wydawnictwo: Dreams. oprawa miękka. 448 stron.

wtorek, 4 lipca 2017

Cyfrowi rodzice.


Tytuł wskazuje na rodziców świetnie wyedukowanych w tematach nowoczesnych technologii, ale niech was to nie zmyli. Poradnik przeznaczony jest dla nas, przeciętnych rodzicieli, którzy czasem z wielkim niepokojem, a zdarza się, że wręcz z bezradnością stają w obliczu ekranów mniejszych i większych.

Młodzież, jak wiemy z historii, głodna jest nowoczesności. My, wychowani w innej epoce, zostajemy przeważnie w tyle. Teraz już wiemy, jak to bywało, kiedy nasi dziadkowie czy rodzice uczyli się czegoś przy nas. Patrzyli zdziwieni, jak szybko posługujemy się nowoczesnym telefonem, bo bezprzewodowo, jak nie idziemy do banku, ani do sklepu, a towar i pieniądze otrzymujemy do domu, jak komputer staje się naszą prawą ręką. No cóż świat pędzi, a my mamy - przynajmniej teoretycznie - za nim nadążać. Piszę "teoretycznie", bo w praktyce, nie wszystko i nie każdemu jest potrzebne do życia oraz funkcjonowania w codzienności.

Nie popadając w skrajności, staramy się dowiedzieć jednak, co porabiają nasze pociechy w tak zwanej "sieci". Ano właśnie. O tym jest ten poradnik i w tym na pewno nam pomoże.
Autorka, jest mamą dwójki nastolatków, a z racji swojego zawodu zajęła się również analizą aktualnych problemów i zachowań dzieci i młodzieży, korzystających z nowoczesnych mediów.
Książka wypełniona ogromną ilością przypisów, bo materiały źródłowe są rzetelnie dobrane. Czytając ten poradnik, mam wrażenie, że można się chwilami uspokoić i utwierdzić w przekonaniu, iż więcej jest osób nam podobnych, czyli zaniepokojonych. Zresztą podtytuł książki już to sugerował: "Dzieci w sieci. Jak być czujnym, a nie przeczulonym".

Z książki dowiemy się nie tylko tego, co ważne w sprawach świata cyfrowego, jak funkcjonują media społecznościowe, jak zmienia się system edukacji, czy w jaki sposób gry video mogą wpłynąć na użytkowników. Dowiemy się wielu rzeczy o dzieciach i nastolatkach w ogóle. Poczynając od dozwolonych godzinach użytkowania/oglądania ekranów przez malutkie dzieci. gotowości na pierwszą, własną komórkę, aż do tego, w jaki sposób zmienia się aktywność dobowa naszych nastoletnich pociech. Na co mamy wpływ, a na co nie warto nawet tracić nerwów i zdrowia, bo to po prostu musi tak wyglądać. Porad udziela naukowiec i matka, a więc ich wiarygodność z pewnością wzrasta.

Każdy rozdział jest zakończony wypunktowanym podsumowaniem i tzw. poradami w pigułce. Bardzo dobry pomysł, bo mnogość informacji, jakie autorka podaje, może chwilami przerosnąć umysł czytającego rodzica, który przecież nie tylko o tej książce aktualnie myśli.
Padają również pocieszające słowa, dla nas rodziców-dinozaurów. Ot, na przykład to, że nasz mózg wcale nie kończy swojego rozwoju w okresie dojrzewania. Pani Uhls przytacza nam bowiem wyniki badań, które potwierdzają, że nawet ci, "grubo" po trzydziestych urodzinach, mogą poszczycić się mózgiem aktywnym i nadal rozwijającym pod wpływem otoczenia. Kochani; posiadamy piękną umiejętność zwaną "neuroplastycznością"! I dla takich wiadomości warto czytać podobne poradniki.

Oczywiście najwięcej poczytamy o naszych dzieciach. Przekrój wiekowy od 0 do 18 lat. Dla każdej grupy wiekowej znajdziemy porady i godne polecenia informacje. Ciekawostki, które niejednego czytelnika mogą zaskoczyć. Ja, na przykład nie wiedziałam, że są osoby, które montują na łóżeczkach niemowlaków zabawkowe karuzelki z wbudowaną kamerką i gdy maluch kopnie ją nóżką, robi sobie pierwsze "selfie".
Autorka potrafi też umiejętnie wytłumaczyć pewne zachowania, porównuje przykładowo, regularne wpisy i przywiązanie naszych starszych dzieci do portali społecznościowych z dawnym pamiętnikiem, pisanym codziennie i zamykanym na kluczyk. Chociaż z tym dzisiejszym zamknięciem niewiele można tutaj znaleźć podobieństw. Jednak co kluczyk, to kluczyk. Dowiedziałam się również, czym jest FOMO, a nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje.

Według mnie, ten poradnik warto po prostu mieć na dłużej w domu, by sięgać w razie wątpliwości i chwil zastanowienia, co robić. Przeczytany raz, na szybko, może nie spełnić swojej roli w stu procentach. Pamięć jest zawodna, a informacje, które tutaj znajdziemy można dozować sobie stopniowo i w takim zakresie, jaki nas aktualnie interesuje. Tym bardziej, że i sama autorka nadmienia już na początku, iż rozdziały można czytać oddzielnie, wyrywkowo i niekoniecznie po kolei. Bardziej dostosować do swoich aktualnych potrzeb. Zgadzam się i pochwalam taki układ. Nasze dzieci rosną, a zmiany, jakie powinniśmy zauważać i odnotowywać są właśnie uchwycone w różnorodnych fragmentach książki. To trochę, jak poradniki dla młodych rodziców. Zerkamy do nich w razie potrzeby, kiedy dziecko ząbkuje, czy zaczyna stawiać pierwsze kroki albo, gdy pojawi się jakaś nietypowa wysypka. "Cyfrowi rodzice" to właśnie poradnik na dobrych kilka lat, bo nawet jeśli pojawią się nowinki techniczne, to problemy pozostaną te same. O czym może świadczyć świetny przykład podany we wstępie:
"Pod koniec XIX wieku narodziło się nowe medium. Dzieci natychmiast straciły dla niego głowę, co przeraziło dorosłych. (...) zaczęli się martwić, że to nowe medium i przekazywane przez nie soczyste treści będą zgubne dla młodych umysłów." ....A chodziło o POWIEŚĆ! 
Życząc wielu kontaktów z tamtym zgubnym medium XIX wieku, zachęcam do zapoznania się i z tym nowszym poradnikiem o cyfrowym świecie naszych dzieci.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Cyfrowi rodzice. Dzieci w sieci. Jak być czujnym, a nie przeczulonym . Autor: Yalda T.Uhls ;Wydawnictwo IUVI. Oprawa miękka. 284 strony.




Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wie...