niedziela, 30 kwietnia 2017

Zupa z ryby fugu



Gdybym wcześniej przeczytała opinie na temat tej książki, być może ominęłabym ją w bibliotece szerokim łukiem. Nie zapoznałam się i okazało się, że nie było aż tak źle.
Po pierwsze autorka. Znam i doceniam bystre oko, ostre pióro, cięty dowcip i poczucie humoru. W tej książce nie wydaje mi się odbiegać od znanych mi "norm".
Po drugie temat. Trudny, nawet bardzo trudny. Zasady, religia, etyka to już ciężkostrawna potrawa. Stąd ryba fugu, a jakże by inaczej.

In vitro, matka-surogatka, pośredniczenie w "wynajmowaniu brzucha"...
Czytając takie książki, napisane z perspektywy rodziców, starających się, czekających i marzących o własnym potomstwie, naprawdę trudno jest pozostać obojętnym.
Kwestie za i przeciw in vitro są bardzo rozległe. Nie na darmo zajmują tyle miejsca w dyskusjach, polemikach medialnych itp. Dlatego sadzę, że każdy powinien to przemyśleć samodzielnie, nie słuchając ani nagonek ani namawiania. Po prostu, na spokojnie sam ze sobą. I to tyle w temacie.

Postacie, stworzone przez autorkę mocno charakterystyczne, wydawać się mogą nierealne, ale uważam, że mają prawo zaistnieć w takiej lekturze. Dlaczego nie, jeśli nie są przerysowane, a służą zaakcentowaniu problemu, czy okoliczności. Tutaj spokojnie również plus.
Akcja toczy się głównie wokół tematu posiadania dziecka. Wręcz obsesji, niby pokazanej z dystansem głównej bohaterki wobec siebie, ale jednak już na skraju normalności czy zwykłej histerii.
Autorka zdaje się mieć zdanie mocno wyrobione na temat procedur in vitro itp, ale pozostawia nam trochę miejsca na własne poglądy. Przedstawia go z różnych punktów widzenia, ale nachalnie nie narzuca niczego.

Jedna osoba na pewno nie pozostawi nas obojętnymi po przeczytaniu tej książki. Przyjaciółka głównej bohaterki albo nazwijmy wprost: pseudo-przyjaciółka. To koszmar z najgorszych snów. Zakłamana hejterka, nienawidząca i wykorzystująca ludzi. Jej charakter to zestaw paskudnych cech osobowości. A przy tym pedagog!
Najgorsze, że wychodzi ze wszystkiego bez szwanku i autorka daje jej jeszcze szanse na rozwój...Tutaj niestety, również jak w życiu, spotykamy niesprawiedliwość tego świata...Reszta w miarę normalnie.
Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Zupa z ryby fugu. Autor:Monika Szwaja.Wydawnictwo:Sol.oprawa miękka. 352 strony.

Godzina szatana

Okładka książki Godzina Szatana
Książka nie jest dla każdego i z pewnością lepiej będzie się ją czytać, osobie wierzącej.
Fakty, daty i treść objawień Maryjnych. Wszystko przeplatane ostrzeżeniami tytułowego nadejścia złych mocy.
Niestety wiele przykładów z życia codziennego zdaje się dokładnie pokrywać z tymi ostrzeżeniami (przykłady najprostszy - uderzenie w rodzinę - nie można powiedzieć, że w tej sferze świat idzie w dobrym kierunku).
W trakcie czytania, czuje się, ile człowiek traci czasu na bzdury, w obliczu rzeczy najważniejszych.
 "... W życiu można przegrać wszystkie gry, mogą zawieść wszystkie perspektywy, można chybić każdego celu, wystarczy osiągnąć jedno : zbawienie własnej duszy. Osiąganie go jednak rozciąga się na całe nasze życie, każdą decyzją, każdą chwilę przeżywamy przed Bogiem (...)Każdy nasz czyn ma wymiar moralny, stanowi tak lub nie powiedziane Bogu, wyraża zgodę lub brak zgody na dobro lub zło...".
Dlatego, jak napisałam na wstępie, lepiej będzie tę książkę czytać osobom, które Boga i istnienia duszy, na co dzień nie poddają w wątpliwość.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Godzina szatana; Autor: o.Livio Fanzaga, Diego Manetti; Wydawnictwo: Esprit. Oprawa miękka. 304 strony.

piątek, 28 kwietnia 2017

W dżungli podświadomości

Okładka książki W dżungli podświadomości

Kolejne spotkanie z panią Beatą i jej przemyśleniami. Celowo napisałam, że z panią Beatą, a nie z jej książką, bo przy czytaniu, można chwilami mieć wrażenie, że to rozmowa z przyjaciółką. Taką może dość gadatliwą, ale jeśli się lubimy, to słuchamy z uwagą i tolerancją, a jeśli nie lubimy, to po prostu się nie spotykamy.

W książce pojawia się sporo powtórzeń "złotych myśli" oraz faktów, znanych z poprzednich publikacji autorki. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze, oczywiście przy założeniu, że nadal traktujemy autorkę, jako naszą przyjaciółkę ;)
Poza tym jest jak zwykle mnóstwo porad i przemyśleń. Dla ludzi, szukających książek w takim temacie, są to bliskie sprawy.

Każdy w jakimś momencie, odnajdzie kawałek swojej historii albo swoich poglądów, spostrzeże podobieństwo do swojego problemu. I znów okaże się, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Czasem pogubionymi i wrażliwymi, z różnorodną historią życia, nie zawsze chlubną.

Beata Pawlikowska może i nie odkrywa Ameryki w tym, o czym pisze, ale czy nie dobrze czasem przypomnieć sobie o rzeczach najważniejszych?
A na przykład to o szczęściu:
"...Bo "szczęście" rozumiałam jako wewnętrzną radość, równowagę, spokój i siłę w dążeniu do celu. Zaufanie i wiarę we własne siły (..) pewność, że jestem tym, kim chcę być, robię to, co chcę robić, mam odwagę i moc, żeby zdobyć wszystko, co zaplanuję..."
No właśnie - proste i oczywiste, a jak się zastanowimy przez chwilę, może się okazać że warto w swoim życiu poszukać brakujących ogniw do tego prawdziwego szczęścia i wtedy koniec z niepotrzebną chandrą, czy poczuciem niespełnienia.

Śmiało mogę polecić tę książkę, bo każdy, kto ma jakiekolwiek "braki" w poczuciu swojego szczęścia, może zostać zainspirowany słowami autorki. Trzeba się jednak przygotować na cierpliwe słuchanie, bo zdarza się i słowotok i jak już wspomniałam trochę powtórzonych wiadomości, ale czasem też może się wyrywać podczas czytania "tak! rzeczywiście tak było u mnie", albo "racja, to proste!".
A na koniec spotkania z panią Beatą polecam okrzyk: "teraz już wiem, co robić - i będę szczęśliwa! nie gdzieś tam, kiedyś, z kimś, ale teraz i tutaj! dzięki, że mi to wszystko powiedziałaś " :)
PS: teraz zaczynam rozumieć rozpad prywatnego związku B.Pawlikowska-W.Cejrowski. Dwie tak mocne osobowości i przemiłe "gaduły", których oddzielnie można słuchać z wielką przyjemnością, ale gdy byli razem, pewnie padało zbyt dużo słów ;)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: W dżungli podświadomości; Autor: Beata Pawlikowska; Wydawnictwo: G+J. Oprawa twarda.  358 stron.

Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał.

Okładka książki Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał

Napisane nietypowym językiem. Zdania oszczędne, myśli jakby wyrwane z kontekstu. Chwilami, sposób narracji i przedstawienie  treści, przypominało mi filmy Woody Allena. Galeria różnorodnych postaci, i tych zwyczajnych, jak sąsiad z domu obok i bardziej wymyślonych.
Sytuacje, niby wzięte z życia, ale wiadomo, nie każdemu mogą się przydarzyć. Warto więc i z tego powodu je poznać. Dowiedzieć się, co by było gdyby.
Czytamy opowieść o dramacie kobiety w ciąży, ale i życiowej niespodziance, niepewnego swojej wartości młodego mężczyzny.
Jest o tym, jak czasem drobiazg przeszkadza nam w zachowaniu drugiego człowieka, ale czy taki szczegół powinien przesądzać o naszym życiu, to już sami oceńmy.
Opowiadanie o mężczyźnie, który nieświadomie przyczynia się do tragedii wielu osób, daje do zrozumienia, że sumienie istnieje. Na szczęście.
Znajdziemy tez sceny z lekka abstrakcyjne jak i komiczne. Bo jak nazwać epilog, w którym bohaterka siedzi w biurze wydawcy, nie mogąc podnieść się z krzesła. A powodem jest blokada psychiczna? Scena wynoszenia jej przez dwóch mężczyzn, jest i surrelistyczna i trochę mnie rozśmieszyła, biorąc pod uwagę powód szoku. Chyba właśnie epilog zaskoczył mnie najbardziej.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał.;Autor: Anna Gavalda.  Wydawnictwo świat Ksiażki. Oprawa miękka. 175 stron.  Wypożyczone z biblioteki.

środa, 26 kwietnia 2017

Różne postawy. Życie Leonarda Cohena.

Okładka książki Różne postawy. Życie Leonarda Cohena


Piosenki Leonarda Cohena zawsze lubiłam, stąd i moja ciekawość, kim tak prywatnie, był sam autor i ich wykonawca. Niestety jest to biografia, z gatunku tych, które czyta się dosyć opornie, przynajmniej mnie nie szło.
Już sam początek mocno zapełniony datami, mnóstwem tytułów, nazw. Wiem, wiem, to jest przecież taki gatunek, ale wiem też, że możnaby napisać to lżej, bo i samo życie Cohena należy do trudnych i ciężkich. Czytając, dźwigamy więc podwójny ciężar; formy i treści.
Cohen zawsze tajemniczy, a w swoich piosenkach smutny i zamyślony. Teraz dotarło do mnie, że to skutek również jego problemów ze zdrowiem. Nie lubię plotkarskich gazet i portali i pewnie trudno w to uwierzyć, ale naprawdę nie wiedziałam, że zmagał się od młodości z psychozą maniakalno-depresyjna. Cóż, teraz jego głos wyda mi się jeszcze bardziej smutny, ale słuchać i tak będę, bo jego ciepła, niska barwa, mimo wszystko uspokaja. A biografię, może ktoś kiedyś napisze inaczej, tak, by też chciało się czytać...

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Różne postawy. Życie Leonarda Cohena.;Autor: Ira B.Nadel.  Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Oprawa miękka. 312 stron. Wypożyczone z biblioteki.


sobota, 22 kwietnia 2017

10 prostych kroków do prawdziwej przyjaźni z Jezusem


Dziesięć kroków, siedem sposobów, czy pięć zasad to wyrażenia często stosowane w tytułach  poradników rodem zza oceanu. Kilka z nich miałam okazję przeczytać, a ten zaintrygował mnie celem do osiągnięcia, wyznaczonym przez autora
Do tej pory trafiałam na publikacje, które miały poprawić moje samopoczucie albo samoocenę, pomóc w znalezieniu pracy, w skutecznym działaniu czy pozytywnym myśleniu. Kiedyś trafiłam nawet na poradnik, jak skutecznie manipulować ludźmi, ale o nim nie mogę się wypowiadać, bo nie przeczytałam. Poza tym, na taki poradnik, szkoda czasu i słów.

Gary Zimak, świecki ewangelizator proponuje nam za to pomoc w zaprzyjaźnieniu się z Jezusem. I znów powtórzę - zaintrygował mnie.
W czasach szybkiego przekazu informacji, wszechobecnej elektroniki, powierzchownych znajomości, propozycja przyjaźni z kimś, kogo nikt nie widział i nie zna osobiście, a prywatnego profilu na próżno szukać w portalach społecznościowych? Czyżby moda na wiarę, religię? Jezus nie jest celebrytą, o którego zainteresowanie walczą fotoreporterzy i wszelkiego rodzaju media, a więc, o co chodzi?
Ano o życie chodzi...Prawdziwe życie, a nie to wirtualne...

Autor naprowadza nas na drogę, którą sam, dzięki religii odnalazł, bo jak sam przyznaje, należał wcześniej do tzw letnich katolików. Drogę do uczciwie i w pełni przeżywanego czasu, który otrzymaliśmy tutaj na ziemi.
Od razu trzeba zaznaczyć, że trudniej będzie czytać ten poradnik, komuś, kto z Jezusem nigdy nawet nie próbował nawiązać znajomości. Mam na myśli osoby, które z religią katolicką nie mają zupełnie nic wspólnego. Ta książka prowadzi do głębszych relacji, a więc pierwsze kroki z nią akurat, mogą się nie udać.

Układ książki, jest stworzony z myślą o współczesnych czytelnikach. Pogrubiona czcionka mająca zwracać uwagę, punktowane podsumowanie na końcu rozdziałów, tekst w układzie problem-rozwiązanie i tym podobne charakterystyczne cechy amerykańskich poradników. Zapewne jest to celowy zabieg autora, by o Jezusie nie pisać, jak o bohaterze nieosiągalnym i odległym, widzianym gdzieś w kościele, na obrazie, ale jak o realnym, dobrym przyjacielu, więc i sposób przekazu wybrano bardziej bezpośredni.

Nie jest to książka o wymiarze teologicznym, nie jest to także książka-Biblia, choć odniesień znajdziemy tam mnóstwo. Ma na celu pokazać nam to, co w religii nazywamy wiarą w Boga żywego. Boga, który jest blisko nas na codzień, do którego możemy zwracać się z każdym problemem, nawet najbardziej błahym, bo nie dość, że wysłucha, doradzi, to jeszcze pomoże.
Sposoby na tę przyjaźń podaje nam różne, ale wszystkie dostępne dla każdego. Począwszy od czytania Biblii, jako najlepszego źródła (i tutaj moc cytatów, fragmentów psalmów, skrótów przypowieści oraz przypomnienie znanych nam z Ewangelii bohaterów), przez adorację, modlitwę i częste przyjmowanie Komunii Świętej, aż do osobistej rozmowy z Jezusem. Autor zapewnia, że to będzie prawdziwa rozmowa, a w jaki sposób tego dokonać, o tym warto przeczytać.

Tutaj nasuwa mi się cytat "Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam" (Łk.11.9), do którego prywatnie dodałabym jedno zdanie: ...pytajcie, a otrzymacie odpowiedź...

Oczywiście nie przeczytamy wyłącznie porad. Znajdziemy przemyślenia, wynikające z obserwacji ludzi, bowiem G.Zimak pisze wprost:
"Trudno jest również cenić dary duchowe wyżej od darów materialnych. Gdybyśmy przy każdym przyjęciu Komunii Świętej dostawali sto dolarów, uczestnictwo we mszy św. sięgnęłoby niebotycznych liczb!"
Przykre, ale prawdziwe...byłyby tłumy.

Stosuje także konstruktywną krytykę naszych zachowań: "Wielu katolikom zdarza się popierać lub robić coś, co jest niezgodne z nauką Kościoła. Zazwyczaj dzieje się tak, ponieważ nie wiedzą, czego naucza Kościół". I tu najprostsze rozwiązanie; zapoznać się z nauką Kościoła i zastosować w życiu, by nie być katolikiem niedzielnym, który swoją wiarę ogranicza do pójścia w niedzielę na mszę.

Warto w ciszy i spokoju przeanalizować ten poradnik, bo jak czytamy: "Osobiste spotkanie z Jezusem może być doświadczeniem zmieniającym życie".
A od siebie dodam, że taka przyjaźń usuwa w cień wszystkie wspomniane na początku książki o tym, jak żyć, co robić. Taki Przyjaciel, potrafi wskazać właściwy kierunek w każdej sytuacji, zastępując wartościowymi przekazami, tę często miałką i niewiele wartą treść, zawartą w pseudo-poradnikach
i przewodnikach.
Dobrze, że powstało "10 prostych kroków do przyjaźni z Jezusem", bo wprawdzie niektórzy otrzymują dar bliskości z Bogiem bez czytania książek i przyjaźń rozwijają intuicyjnie, ale są też osoby, które takich wskazówek potrzebują. Tutaj je z pewnością znajdą.
Zrobienie tytułowych dziesięciu kroków jest dobrym początkiem wspólnej drogi z Przyjacielem-Jezusem. Szczęście i wartościowe życie gwarantowane, a przecież o to chodzi nam wszystkim, kiedy szukamy tej właściwej życiowej ścieżki.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: 10 prostych kroków do przyjaźni z Jezusem; Autor: Gary Zimak; Wydawnictwo: Dreams. Oprawa miękka. 172 strony.

Blondynka w Meksyku

Przewodniki i książki Beaty Pawlikowskiej to moja częsta lektura. Tym razem jednak lekko mnie rozczarowała, ale tylko lekko :)
Meksyk na okładce, Meksyk na zdjęciach wewnątrz książki jest barwny, interesujący i zachęca do odwiedzin. Tymczasem w treści koncentracja na legendach, opowieściach z historii i podania o azteckich bożkach i bogach. Jawi się przed nami historia tragiczna i mrożące krew w żyłach drastyczne obrzędy (w ciągu 4 dni złożono w ofierze 80 tysięcy osób!)
Takie i inne legendarne opowieści przytacza nam pani Beata właściwie aż w połowie czytanego tekstu.

Współczesności jest niewiele; jest o niehigienicznych warunkach przygotowywania i sprzedaży pysznych skądinąd posiłków.
Jest o metrze, które przewożąc codziennie miliony pasażerów, rozdziela wagony na te dla kobiet i dla (zbyt nachalnych) mężczyzn.
Dowiadujemy się też, jak to było z tą słynną datą końca świata 21.12.2012.

Wiem, że w tej serii przewodników, układ zdjęć jest jednakowy dla każdej książki, ale jak dla mnie niezbyt szczęśliwy.
Niektóre zdjęcia wyprzedzają treść i zwyczajnie nie wiem, co oglądam. Dopiero za jakiś czas, trzeba wracać do fotografii i odszukiwać ją, po przeczytanym później rozdziale.

Gdybyśmy chcieli wybrać się do Meksyku i korzystać z tej książki, jako wstępu do podróży, to powiem szczerze konkretów nie znajdziemy. Ale może i nie chodziło o konkrety, bo tym zajmują się inne wydawnictwa.
Będziemy za to wiedzieć, że wychodząc na piramidę, staniemy na miejscu kaźni. A jedząc posiłki, powinniśmy wystrzegać się dodanych na przykład liści sałaty (mogą być umyte w niezbyt czystej wodzie).
Powinniśmy też mieć pod ręką cukier, który neutralizuje niebezpiecznie ostry smak papryczek, często dodawanych do potraw.
Będziemy wiedzieć, dlaczego praktycznie do każdej potrawy dodaje się tortille, czyli placki z mąki kukurydzianej.
A i na pewno, jeśli przyznamy się komuś, skąd jesteśmy, usłyszymy Juan Pablo Segundo!!! Bo w tym katolickim kraju naszego papieża znają chyba wszyscy.
Mimo "lekkiego" rozczarowania, polecam, bo warto czytać i takie przewodniki, a tak naprawdę nazwa wskazuje na "dziennik podróży", ma więc prawo do subiektywnie odbieranego obrazu odwiedzanego kraju. :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Blondynka w Mesyku; Autor: Beata Pawlikowska; Wydawnictwo G+J. Oprawa miękka. 94 strony.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Rio Anaconda


Okładka książki Rio AnacondaKsiążka dla Ciekawych życia i świata, dla tych, którzy są akurat smutni i zatroskani (bo chwilami naprawdę bawi i potrafi rozbroić, sprawić, że zapominamy o swoich aktualnych problemach)
Oprócz wyprawy, trudnej, wymagającej poświęceń i sił, to była wyprawa w głębię duszy i to nie tylko indiańskiej.
 "Dzicy nie znają kalendarza...Nikt tych okresów nie liczy i nie ustawia w chronologiczne szeregi...Jeśli nasze życie nazywamy księgą(o ponumerowanych kartach), ich życie byłoby workiem wspomnień. Kiedy wrzucasz coś do worka , kolejność nie jest istotna. A kiedy wyciągasz, liczy się waga, kształt i charakter przedmiotu, nie czas, z którego przedmiot (wspomnienie) pochodzi. Tak myślą Dzicy..."
No właśnie, a w naszym świecie dominują liczby, daty, gonimy czas. U nich liczy się dzień i czas przeżyty właściwie.
Najstarszy jest Najważniejszy. U nas idzie na pobocze życia, staje się balastem.
Szaman, który potrafi wejść w cudze myśli zauważa: "Ludzie najczęściej rozmyślają o głupotach. A im głupota głupsza, tym bardziej hałaśliwa"... No i nie można odmówić mu racji :)

"Nieodwracalne jest domeną Boga-tak myślą Indianie. To ich tabu. Zgodnie z tą zasadą, nie powinniśmy stosować plastiku, dopóki nie nauczymy się go utylizować. A szerzej: Zanim nabałaganisz, sprawdź, czy dasz radę posprzątać. To dobra zasada."

Warto poczytać takie teksty w "Rio Anaconda", by przypomnieć sobie, co w życiu codziennym robimy, że aż tak zapominamy o podstawowych potrzebach i zasadach tegoż życia właśnie. Tyle życiowej gonitwy za niczym...
Autor skupia się na relacjach z Czarownikami. Dużo wiedzy czerpie z rozmów i spotkań z nimi. Jest ciekawie, wesoło, jest strasznie, jest mądrze, a chwilami naprawdę magicznie.
Przy okazji i jakby mimowolnie człowiek dowiaduje się wielu ciekawostek i to zarówno o kolumbijskiej rzeczywistości, korupcji, przemocy, niebezpieczeństwach codzienności, jak i czym jest kassawa, maloca, comedor, peke-peke, czy słynna pirita, znienawidzona przez autora.
Warto śledzić te ponad 400stron relacji z wyprawy W.Cejrowskiego, bez względu na to, ile autor dodał od siebie i swojej fantazji.
Naprawdę szczerze polecam!
Jedno mnie zastanawia. Dlaczego dowiadujemy się o tym wszystkim? skoro wiele fragmentów rozmów, szaman/czarownik rozpoczyna tekstem w stylu; nigdy, nikomu ani słowa o tym, co tutaj usłyszysz/zobaczysz...;) Ale oczywiście cieszę się, że jednak czytamy :)

PS: Zwróćcie uwagę na to , ile zdjęć młodych Indianek zamieścił WC. Chyba wyciąganie kleszczy zapadło mu głęboko w pamięć, a sny indiańskich panien podobały się szczególnie :)))

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Rio Anaconda; Autor: Wojciech Cejrowski; Wydawnictwo: Bernardinum. Oprawa twarda. 440 stron.

Matka Papieża. Poruszająca opowieść o Emilii Wojtyłowej.




Okładka książki Matka Papieża. Poruszająca opowieść o Emilii WojtyłowejBiografia, którą czyta się chwilami jak powieść. Może to ze względu na obrazowy, wręcz plastyczny styl autorki, ale
i głównie ze względu na bliską nam osobę, jaką w tle jest Jan Paweł II. Napisałam w tle, a tak naprawdę, to przecież Karol Wojtyła jest głównym napędem tej książki. Jego matka Emilia przedstawia nam tylko inne spojrzenie na świat, w jakim się urodził i wychowywał.
Przenosimy się więc do czasów austro-węgierskiej Galicji. Obrazowe opisy autorki książki, pozwalają chwilami wręcz słyszeć stukot końskich kopyt po krakowskim bruku. Stare żydowskie sklepiki, mundury wojska cesarza Franciszka Józefa, któremu służył wiernie Karol Wojtyła senior. To on najczęściej był przywoływany w pamięci, gdy mówiło się o dzieciństwie naszego papieża, był ukochanym i troskliwym ojcem.

Tym razem mamy możliwość poznać małego Karola oczami jego matki. I jest bardzo przekonująco. Chyba wszystkie matki poczują niesamowite emocje podczas czytania historii Emilii Wojtyłowej. Kiedy długoletnie starania o powiększenie rodziny kończą się tragicznie. Kiedy po latach cierpień i poświęceń, czasów pierwszej wojny, jest w końcu radość z nowego życia, ale znów przeplatana strachem, bo ciąża jest zagrożeniem i dla dziecka i dla matki. Kiedy matka decyduje spontanicznie i bez żadnych wątpliwości, że chce urodzić dziecko mimo wszystko.
A potem cud. Cud, który będzie trwał przez wiele następnych lat, życie Karola, zwanego przez mamę Lolkiem. W końcu można poczuć to zdrobnienie całym sercem, takim matczynym. Czujemy i widzimy oczami wyobraźni, najpierw słodkie niemowlę, potem nawet chwilami małego urwisa, a później smutnego małego chłopca, który traci swoich bliskich w zatrważającym tempie, stając szybko poważnym i dojrzałym.
W ogóle temat życia, przemijania, śmierci często tej przedwczesnej, towarzyszy nam przez całą tę książkę. Równocześnie pokazując pogodzenie z tym faktem i akceptację boskich wyroków.

Czytając tę książkę, pierwszy raz poczułam, że nasz wielki papież, dla mnie niedościgniony wzór, był jednym z nas. Takim zwyczajnym chłopcem, upragnionym, wyczekiwanym i kochanym przez swoich rodziców, ale poczułam to teraz z tej rodzicielskiej strony.
Jako matka, polecam tę książkę każdej matce i ojcu.
A słowa:
" Życie, które było - nadal jest. Zwłaszcza życie matki. Trwa ono bowiem w dzieciach, które urodziła i wychowała..." niech będą przekazem dla nas, by wychowywanie naszej "Przyszłości" nie było przypadkowe.
Dajmy z siebie wszystko, co najlepsze. Pomyślmy o tym, jakie życie pozostanie po nas.
Po Emilli pozostał cud, wydała na świat świętego i wielkiego człowieka, ale każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny. Papież nie znał swojej mamy zbyt długo. Często jednak powtarzał, że to Matka nauczyła go pierwszej modlitwy, pokazała wiarę i to nie tylko teoretycznie, ale swoim życiem. A syn kontynuował i rozwinął te cechy w najpiękniejszy sposób, jaki mogła sobie wymarzyć.
My też mamy szansę przekazywać swoim dzieciom to, co uważamy za najważniejsze, zaszczepić cechy, które sprawią, że pozostanie po nas taka pamięć, jaką chcemy na ziemi zostawić.
 
Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Matka Papieża; Autor: Milena Kindziuk; Wydawnictwo: Znak. Oprawa twarda.
320 stron.

sobota, 15 kwietnia 2017

Audrey w domu


Okładka książki Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie


Dużo gwiazdek dla tej książki, bo dużo jest w niej dobrych uczuć. Nie dzieje się tak bez powodu, bo kiedy syn pisze o swojej mamie, to jak ma być inaczej?
Bardzo się cieszę, że trafiłam na taką biografię, bo odczarowała inne, które kiedykolwiek czytałam. Często napuszone, z suchymi faktami, datami, po prostu nuda i zmęczenie przy czytaniu gwarantowane.
A tutaj jest zgrabnie, szybko i treściwie. To, co najważniejsze. To, co powinno się o człowieku pamiętać.
Resztę tę prawdziwą można znaleźć w encyklopedii, a dopowiedzianą w czasopismach ;)
Do tego prywatne zdjęcia, cytaty, prawdziwe przepisy z karteczek.

Co do przepisów właśnie, od razu się przyznam, że niewiele do mnie przemawia. Prawdopodobnie ze względu na różnice w preferowanej kuchni, ale wiem, że niejeden czytelnik znajdzie coś dla siebie właśnie i w tych kulinarnych wstawkach. A dla samej książki to prawdziwy rarytas, wprowadzający czytelnika w świat smaków, zapachów z dzieciństwa zapamiętanego przez Lucę - syna Audrey.
A wspomnienia ma nie tylko miłe, bo i te gorsze chwile, jak choćby skojarzenie olimpiady z rozstaniem rodziców, bo akurat, podczas jej oglądania w telewizji, dowiedział się o rozwodzie. I dotąd charakterystyczne pięć kółek, źle mu się kojarzy.

Przepiękne wydanie. Piękna książka. Piękne życie, choć nie zawsze łatwe, bo piekło wojny często przewija się w treści.
I jeszcze coś - jedno zdjęcie, które wzruszy każdą mamę, a aktorka wygląda na nim chyba najpiękniej, jak to tylko możliwe - czarno białe zdjęcie, na którym trzyma na rękach i przytula malutkiego synka.

Ponieważ sama Audrey powiedziała, że jej marzeniem był dom z ogródkiem, a raj wyobraża sobie z mężem i synami w domowym zaciszu, to z pewnością takiej właśnie biografii by oczekiwała. Nie tej o gwiazdorskim życiu, lecz o życiu pracującej mamy i żony, dla której dom i rodzina były najważniejsze.
Polecam.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Audrey w domu; Autor: Luca Dotti; Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie. Oprawa twarda. 264 strony.

środa, 5 kwietnia 2017

Pokalanie

Okładka książki Pokalanie


W życiu bardzo ważne jest, by trafić na odpowiednią chwilę. Przy tej książce, ważne jest też to, by trafić na odpowiedniego czytelnika. Obawiam się, że wszyscy, urodzeni później niż autor, tak powiedzmy 8-10 lat różnicy, mogą nie być zainteresowani poruszanymi problemami. Powód bardzo prosty, brak zrozumienia i znajomości czasów tamtego dzieciństwa, społeczeństwa tamtych lat, a wydarzenia, rozgrywające się w tle, znane wyłącznie z podręczników lub opowiadań "starszych".

Dlatego tę książkę polecam raczej rówieśnikom autora, w każdym razie ludziom zbliżonym do niego wiekiem (zresztą na okładce daje nam do zrozumienia, kto tutaj jest ważnym bohaterem:). Jest okazja do przeniesienia się w "stare klimaty", spojrzenia na to dojrzalszym już okiem albo uzupełnienia danych o minionych dniach.
Przemieszczanie się w czasie, jakby skokami pomiędzy latami, raz się cofamy, potem do przodu, później znów w tył. Tym sposobem autor może uderzać w nas "przepowiedniami". Co stanie się na giełdzie, albo z jakimś bankiem. Na pewno robi wrażenie i podnosi doniosłość tej wędrówki w czasie, przewidywanie lub inaczej mówiąc, już stwierdzanie, że ktoś umrze w tym i w tym dniu, w takich okolicznościach.

Mocny i naszpikowany wulgaryzmami język używany w książce, może komuś przeszkadzać, ale przebrnąwszy przez ten problem, doszukamy się i słów, które wchodzą głębiej i na dłużej. Ot choćby o ludziach, którzy mają wszystko, czego dusza zapragnie, z wyjątkiem duszy...

W ogóle, czytamy książkę i przenosimy się od Peweksów do lumpeksów. Kalejdoskop wydarzeń, już historycznych przecież, wgląd na bohaterów, znane nazwiska przewijają się, jakby od niechcenia, ale mimowolnie zaczynamy chłonąć atmosferę tamtych dni.
Jarocin i pogo, muzyka chodnikowa, metal, glany, gospodarka i  polityka, pierwsze korporacje, wojny, terroryści, giełdowe początki i bary, których już nie ma. Jest o wszystkim, przekrojowo o społeczeństwie, jest o życiu osobistym autora, jego rodzinie, jest o rodzicach, dzieciach i zmianach, jakie w człowieku przez lata zachodzą. I oczywiście o dziennikarstwie, którego przedstawicielem jest sam autor. O zmianach w etyce i pracy dziennikarza, którą poznał przez te lata osobiście i dogłębnie.
Warto przejść taki magiel wspomnień, czasem aż ściśnie gdzieś w środku, że to tak szybko minęło i pojawi się pytanie, czy ten czas można było wykorzystać lepiej albo po prostu wspomnienia i zamyślenie, gdzie byliśmy w tym czasie, kiedy działo się to i to...
Są i zaskoczenia, bo na przykład, nijak nie mogę sobie przypomnieć sytuacji, w których tak bezczelnie kradziono ludziom buty, ale może akurat nie na moim osiedlu ;)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Pokalanie Autor: Piotr Czerwiński; Wydawnictwo: Świat Książki. Oprawa twarda. 256 stron.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jestem żoną szejka


Jeden świat w różnych odsłonach. Nieprzeliczone bogactwo, przepych, nieograniczone możliwości kraju, gdzie obywatelom płaci się złotem za to, że schudną kilka kilogramów i poprawią państwowe statystyki.
Zza tej błyszczącej kurtyny wychodzi zło w najczystszej postaci, okrucieństwo i bezwzględność(dobitnie opisane również wobec dzieci), rozwiązłość, moralne zepsucie, a w tle rygorystyczne zasady religii...

Świat, w którym za kazirodczy gwałt, matka własnoręcznie zabija swoją kilkunastoletnią córkę -
w imię honoru. Ojciec morduje żonę i córki, bo według niego mogły być równie uparte, jak ich matka. Brat morduje siostrę-w imię honoru. A młody mężczyzna zabija swoje krewne, bo tańczyły, ciesząc się deszczem i filmik zamieściły w sieci.
Okazałe budowle, spektakularne przedsięwzięcia, stawiane kosztem życia wielu ludzi - autorka porównuje do budowania starożytnych piramid przez niewolników.
Pieniądze, które dają ich właścicielom poczucie nieograniczonej władzy, nad światem i ludźmi.

Może tylko autorka, chciała zniechęcić inne kobiety do wyjazdów w rejon Bliskiego Wschodu?
A może postać autorki to tylko chwyt marketingowy, bo wręcz nieprawdopodobne jest ukrycie takiej tajemnicy w dzisiejszym internecie (tak z innej beczki - pieniędzy za książkę nie potrzebuje, może pójdą na jakieś słuszne cele?...
A może to sam szatan wiedział, co robi, podsuwając ludziom pomysł na pieniądz...i teraz cieszy się, oj cieszy ze swego dzieła.
Szukając odpowiedzi, samemu można zadawać pytania, co się dzieje, że ludzie potrafią czynić tyle zła.

Polecam przeczytanie książki wszystkim, zwłaszcza kobietom. Gwarantuję, że po jej zamknięciu,
z radością pobiegniecie do nie-pałacowej kuchni, z uczuciem wielkiego szczęścia, zrobicie domowy obiad, dla dzieci i męża nie-szejka. I nie tęskniąc za sztabem służących i pokojówek, same pójdziecie na zakupy, bez strachu porozmawiacie ze znajomym sąsiadem-mężczyzną i w ogóle nabierzecie pewności, że żyjecie w swoim miasteczku większym, czy mniejszym, ale właściwie to prawie idealnym :)

A na koniec; niech przeczytają tę książkę i odpowiedzą, zwolennicy teorii o bezproblemowej asymilacji imigrantów w Europie. Czy aby na pewno jest nam blisko do obowiązujących w ich świecie zasad? Choćby pierwsza sprawa z brzegu; czy słowo honor dla nas oznacza to samo?


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Jestem żoną szejka; Autor: Laila Shukri; Wydawnictwo: Prószyński i s-ka. Oprawa miękka. 392 strony

sobota, 1 kwietnia 2017

Czas wrzeszczących staruszków

Okładka książki Czas wrzeszczących staruszkówPolityka - temat ciężkostrawny. Pan Ziemkiewicz zna go od podszewki i dzieli się z nami obficie swoją wiedzą.
Niby wszystko o czym pisze jest nam w jakiś sposób znane. Niby o tym wiemy, że tam "u góry" tak to działa od lat, ale i tak miejscami może się podnieść ciśnienie.
Książka nie jest nowa, bo napisana już kilka lat temu, ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Nawet nazwiska, powtarzające się w tekście, wciąż przewijają się w mediach i każdy, kto ogląda choćby wyłącznie wiadomości/informacje/fakty, świetnie je zna (celowo używam tych różnych nazw, by ktoś nie pomyślał, że sugeruję wyłącznie jeden bardziej rodzimy, czy bardziej zamerykanizowany telewizyjny kanał ;)
I kiedy autor mówi o polskiej polityce, że skupia uwagę publiki na stylu prowadzenia, a nie na jej treści, to znów o tym wiemy, ale kiedy podaje tego przykłady, niestety rusza nerwy, że ta manipulacja tłumami wciąż trwa.

..."Polska demokracja przypomina knajpę, w której możesz wybrać, co chcesz, ale tylko z tego, co jest w karcie, a w karcie są dwa danie, oba niesmaczne i dwie jeszcze bardziej niesmaczne przystawki"...
Książka nie taka nowa, a zmieniło się coś?

..."Partia, podmiot demokracji parlamentarnej, to w teorii zgromadzenie ludzi, których łączy idea
i chęć wspólnej pracy na rzecz jej wcielenia w życie. (...)W praktyce partia to zgromadzenie ludzi nawzajem sobie pomagających w zdobywaniu władzy i zajmowaniu stanowisk. Na czele stoi przywódca, jakby król, otoczony współpracownikami niczym dworem."

Ale nie o samych partiach jest oczywiście. Mamy środowiska sędziowskie, prawnicze, kościelne
czy lekarskie. Jest o wzajemnym "wspieraniu" się takich środowisk, nawet w najbardziej haniebnych sprawach. Jest o ostracyźmie tych, którzy odważyli się głośno wypowiedzieć na temat drążącego środowisko zła i niewdzięczni nawet składali oficjalne zeznania, pogrążając na przykład lekarza pozostającego na usługach mafii.

Książka długa, treściwa, ale nie na spokojne, miłe czytanie. Nie pozostawia obojętnym, bo autor opowiada o naszych czasach, tych, w których żyliśmy, a nawiązując do tego, że niewiele się zmienia, nadal żyjemy. Wciąż tam "u góry" trwa walka o stołki, a my - małe ludziki na dole, płacimy za to, nie tylko podatkami - w gotówce, ale i często własnym zdrowiem...
Bo czyż nie "dla dobra" ludzi wciąż są te kilkuletnie kolejki na ważne dla życia badania, ustawy, które pozwalają na traktowanie człowieka, jak eksperymentalny materiał do wrzucania w niego leków lub oficjalnie dopuszczonych suplementów. Do tego wszechobecna manipulacja reklamą. Koncerny, korporacje, sieci. Żywność dopuszczona z całym zestawem numerków "E", bo przecież można. Ale co im tam, mają swój świat, najczęściej zupełnie oderwany od rzeczywistych, codziennych problemów...

Dlatego, po przeczytaniu takiej książki, człowiek ma chęć wyłączyć programy publicystyczne, informacyjne itp, bo przestaje wierzyć w jakąkolwiek opcję wyjścia z tego impasu.
Jedyny sposób, to czynne i intensywne używanie własnego zdrowego rozsądku, w swoim małym, oddalonym o lata świetlne od polityki świecie.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Czas wrzeszczących staruszków; Autor: Rafał Ziemkiewicz Wydawnictwo: Fabryka Słów. Oprawa miękka. 480 stron.

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wie...