czwartek, 14 grudnia 2017

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.


Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wielcy bohaterowie, ludzie ogłoszeni świętymi, są przywódcy i ludzie nauki, kultury, sztuki. Każdy może dodać coś od siebie, każdy w swoim życiu osiągnął to "coś", co sprawia, że tytuł Mistrza pasuje do jego osoby. A zwykły, przeciętny  człowiek? Może dawać rady? Cóż, dawać może każdy, ale pewnie nie wszyscy będą tych rad słuchać..., ale to akurat zawsze jest indywidualna sprawa słuchacza. Czy w ogóle przyjmie porady do wiadomości, a co dopiero, czy wykorzysta je w życiu.

Regina Brett jest kimś, bardziej zwyczajnym niż znanym i powszechnie uznawanym za mistrza, ale bez cienia wątpliwości wierzę w słuszność tego, co mówi. I chcę jej słuchać. Dlaczego? Bo napisała wszystkie porady na podstawie własnego życia. Nikt mi nie powie, że życie kogoś znanego, sławnego jest bardziej wartościowe i zawiera więcej istotnych przeżyć, niż kogoś, kto z pozoru nie ma nam wiele do zaoferowania. Ot  żyjący sobie w spokoju i cieniu, gdzieś na sąsiedniej ulicy.

Autorka daje i tego doskonałe przykłady. Kiedy pisze o miejskim listonoszu, który potrafił dawać radość ludziom, samym tylko słowem i swoim miłym zachowaniem. Albo nauczycielka, stosująca oryginalne pomysły przy wychowywaniu młodzieży i pokazywaniu im, jak lepiej żyć. Ci ludzi byli zwyczajni, ale zostali zapamiętani przez swoich bliskich i znajomych jako nadzwyczajni.

Biorąc ten poradnik pełen lekcji możecie się spodziewać całego wachlarza przeżyć. Dowiecie się, jak nie wikłać się w związki z nieodpowiednimi mężczyznami, jak dobrze przeżywać dzień, jak oczyścić się z niepotrzebnie pielęgnowanych złych emocji, głównie pochodzących z dzieciństwa. Jak to jest, kiedy ciężka choroba staje się faktem, a cała istota życia nagle sprowadza się do tych kilku słów wypowiedzianych przez lekarza. Będzie też o tym, że dzieciństwo jest tylko raz.i nie warto odkładać chwil spędzonych z dziećmi na później. I o tym, że bycie ekscentrykiem to wcale nie jest taki głupi pomysł, bo:

"Starzy ludzie i dzieci wiedzą, jak żyć. Ci, którzy stoją na początku i na końcu drogi, bawią się najlepiej. Mają w nosie, co myślą inni. Są albo za młodzi, żeby wiedzieć, że powinni się przejmować, albo za starzy, żeby ich to obchodziło"
Zwięźle i na temat!

A kiedy odchodzi ktoś, kogo znaliśmy całe swoje życie,  żal jest nieunikniony. Jednak, gdy usłyszymy od niego : - Miałem wspaniałe życie. Nikt nie miał lepszego niż ja., to pożegnanie nie tylko staje się łatwiejsze, ale zmienia nasze myślenie na zawsze. Wtedy czujemy, że najważniejsze jest "Potrafić spojrzeć wstecz na swoje życie i być za nie wdzięcznym. Niczego nie żałować. Niczego sobie nie wyrzucać. Nie zastanawiać się, co by było gdyby"

W tej książce znajdziecie wszystkie barwy i odcienie życia; smutne dzieciństwo, choroby, samotne macierzyństwo, przemijanie, ale i szczęście, powodzenie i spełnione marzenia. Jest o pracy i rodzinie, o wszystkim, co dotyczy nas, przeciętnych szaraków. Regina Brett zdradziła nam również kulisy pracy dziennikarskiej, a dokładniej atmosferę, jaka tam panuje - i powiem szczerze - smutne! 

Dostajemy wiele porad, a między innymi te o aktywnym uczestnictwie, a nie biernym oglądaniu życia, o proszeniu, ale i o dawaniu, o przyjaźni, miłości i byciu szczęśliwym tu i teraz.

Jeśli o nic nie prosisz, niczego nie dostaniesz, więc proś. Czasem usłyszysz "tak", czasem "nie". Ale jeśli nawet nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi "nie". Sam jej sobie udzieliłeś. 

Większość cytatów, tytułów rozdziałów i ważnych myśli zasługuje na utrwalanie ich i przekazywanie dalej, a przede wszystkim stosowanie się do nich. Dziękuję pani Reginie Brett, za to, że napisała o swoim życiu w tak szczery sposób, choć na pewno nie było łatwo przyznać się do porażek czy błędów, wspominać to, co było smutne, czy nieprzyjemne, ale jak widać po bestsellerowych nakładach jej książek - warto było! Bo inspirują miliony szaraków na świecie :)


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu; Autor: Regina Brett; Wydawnictwo Insignis. Oprawa twarda. 320 stron.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Anielska zima


Śnieg, zima, święta, przygotowania, kolacja wigilijna, kolędnicy i oczywiście Sylwester. Odwiedzamy właśnie podczas tego okresu Polankę - małą wioskę, gdzieś w Polsce.

Kaja, singielka, przedstawicielka współczesnych młodych, przebojowych kobiet. Typowy wzór dziewczyny przedsiębiorczej, zaradnej, przed którą świat stoi otworem, a ona świetnie potrafi to wykorzystać. Zresztą nie tylko to. Wykorzystuje wszystko, czym dysponuje, czyli urodę, niezaprzeczalny urok osobisty i wdzięk, któremu właściwie żaden mężczyzna chyba się nie oprze. No może tylko taki, który jest aktualnie mocno, prawdziwie i szczęśliwie zakochany. 
Zdarzają się jednak wyjątki. Paweł akurat nie jest już zakochany, nie jest też szczęśliwy i przestał wierzyć w prawdziwą, szczerą miłość, a potrafi skutecznie Kaję ignorować. Traktuje ją dość przedmiotowo, zresztą podobnie jak ona innych ludzi. Czyli prawdopodobnie trafił "swój na swojego".

Autorka przenosi nas w kolejnych rozdziałach do wioski, gdzie czas mija znacznie wolniej niż w wielkim mieście. Nasi bohaterowie znają wielkomiejskie klimaty i wygląda na to, że wcale nie śpieszą się, by tam powrócić. Kaja właśnie kupiła las, który ma przynosić ogromne zyski, a Paweł wrócił z Niemiec i zamierza wraz ze znajomymi otworzyć ośrodek wypoczynkowy. Biznes, praca, kariera. Czemu nie na wsi? Tam też jest potencjał, ale...No właśnie. Niektóre sprawy zaczynają się komplikować. Kaja niestety była zbyt pewna swoich możliwości wykorzystywania życiowych szans i sama została wykorzystana przez oszusta. Las stał się bardziej kulą u nogi niż finansowym strzałem w dziesiątkę. 
Los sprawia, że dziewczyna poznaje Pawła w najtrudniejszym okresie swojego życia. Równocześnie jest to ten świąteczny, ciepły, rodzinny czas, a ona mimo wielu znajomości spędzi go prawdopodobnie samotnie. On tymczasem ma kochających rodziców, narzeczona właśnie próbuje go odzyskać. Interesy zapowiadają się dobrze. Co ich połączy? Święta? A może coś innego?
Nie zdradzę, bo książka jest zbyt interesująca, by ją ominąć i przeczytać tylko streszczenie. Znajdziecie tam bowiem wszystko, co we współczesnym życiu warto zaobserwować. Miłość, przyjaźń, zdrady i oszustwa. Lojalność i uczciwość kontra bezczelność i kłamstwa. Poznacie smak niespełnionych marzeń i trudnych rodzicielskich uczuć. Wprowadzicie się na jakiś czas do domów, gdzie wzajemny szacunek, wychowanie w duchu tradycji i miłości jest czymś najcenniejszym, co może otrzymać dziecko od rodziców i bliskich. A główny bohater powie: "..moi cholernie poukładani rodzice wychowali mnie w cholernej miłości i nauczyli cholernego szacunku dla innych. I kiedy pomyślę sobie, że ktoś inny dorastał w poczuciu straty i odrzucenia, to nie będę go opluwał tylko za to, że powiela cudze błędy, bo nikt nie nauczył go, że można inaczej"...

Poznacie przyjaciół Kai, którzy żyjąc w wielkim mieście również spełniają swoje marzenia. O nich niestety niewiele wiem, bo "Anielska zima" jest moim pierwszym spotkaniem z Aleksandrą Tyl, ale wszyscy, czytający jej poprzednie książki zapewne będą zachwyceni obecnością na kartach; Alicji, Konrada, Marianny i jej hiszpańskiego przyjaciela Christiana. Poznamy ich dalsze losy i decyzje oraz wyzwania, jakie podejmują. 

Kilka innych osób, spoza towarzystwa przyjaciół, również zapamiętacie z tej opowieści. Z pewnością nie zapomnicie policjanta Grzelaka z posterunku w Polance. Jego marzeniem jest napisanie kryminału i robi to, ale wtedy okazuje się, że wydarzenia wokół zaczynają przypominać fabułę książki. Czy to znaczy, że ktoś wykradł rękopis i teraz jakiś psychopata wykorzystuje pomysły komendanta? Wyjaśnienie znajdziecie w kolejnych rozdziałach. 
Tam też poznacie dziewczynę, fryzjerkę z Polanki, która szuka szczęścia w internetowych randkach, jak się kończą takie przygody? Będziecie mocno zaskoczeni. 

W Polance mieszka również dziewięcioletni Karol, chłopiec czekający na spotkanie ze swoim biologicznym ojcem. Jego wiara w cuda i w anioły stała się chyba największym przyczynkiem do tytułu książki. Wyobraźnia i dziecięca wrażliwość sprawiły, że Kaja, główna bohaterka zmieniła zdanie co do aniołów i ich działań na ziemi, a co do reszty jej przekonań, sami zobaczycie. Zakończenie zaskakuje, ale i daje nadzieję...
Te historie mogłyby się zdarzyć, ci ludzi mogliby żyć wśród nas. Polecam te ponad czterysta stron wspaniałej lektury, bo jest to prawdziwie obyczajowa powieść. Taka, której zarówno tło, bohaterowie jak i wydarzenia możemy przymierzać do życia toczącego się aktualnie wokół nas.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej !

Tytuł: Anielska zima; Autor: Aleksandra Tyl; Wydawnictwo Prozami. Oprawa miękka. 446 stron.

Pytania o życie przyszłe


Znamienny znak interpunkcyjny na okładce - pytajnik. Idealny znak, bo wiele pytań pada w tej małej książeczce. Pytań istotnych dla każdego, bowiem temat dotyczy wszystkich ludzi na tym świecie, każdej rasy, narodowości, w każdym wieku, bogatych i biednych, szczupłych, otyłych, mądrych, uczciwych, mniej bystrych czy mniej sympatycznych. Wszyscy, ale to każdy bez wyjątku będzie kiedyś musiał zmierzyć się z tym wielkim pytajnikiem. Koniec, odejście, śmierć. Nazwy różne, znaczenie to samo. Zakończenie życia ziemskiego. Podróży, misji, wegetowania? Różnie wyglądają ludzkie losy, różny też jest światopogląd na to, co wydarzy się potem. Jedno jest pewne. Zakończenie życia jest jednakowe - w każdej religii, czy bez wyznania - jest to zatrzymanie wszelkich funkcji życiowych organizmu. I co dalej? Właśnie. To ten pytajnik z okładki...

Ojciec Ange Rodriguez odpowiada na pytania znanej francuskiej dziennikarki. Odpowiada konkretnie, ale nie spodziewajmy się, że powie nam, co dzieje się po kolei, tam po drugiej stronie. Nie może opowiedzieć, bo nie był. Nawiązuje do popularnej książki ("Życie po życiu" - R.Moody), którą zachłysnęło się wiele osób i przyznaję, że sama swego czasu byłam pod jej wrażeniem. Teraz spojrzałam na nią przez pryzmat wypowiedzi ojca Rodrigueza. "Moody opowiadał tylko o pewnym idealnym schemacie - pięknym przejściu, pełnym światła, o anielskich głosach i cudownej muzyce. Takie podejście do tematu nie jest do końca uczciwe i osobiście uważam, że istnieją kwestie, które wymagają dokładniejszego wyjaśnienia. Mamy też inne opowiadania, które są przerażające. (...) Ludzie opisują w niej, jaką grozą napawała ich ta chwila!"
No i zaczynamy rozmowę z kimś, kto jak już podejrzewamy wiele słyszał na temat chwil najtrudniejszych i nieuniknionych. Wiele czytał, wiele wie, jak i również obserwował ciężko chorych, cierpiących i spodziewających się nadejścia śmierci w bardzo krótkim czasie.
Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło jest skłonność duchownego do preferowania teorii naukowej na temat doświadczeń przejścia. "Wolę zdecydowanie teorię naukową, która mówi, że tego rodzaju doświadczenia powstają w efekcie nagłego uwolnienia do krwi ogromniej ilości endorfin!"
Dodam do tego fakt, że duchowny z wdzięcznością wypowiada się o miłosierdziu Bożym, które sprawia, że w tym najtrudniejszym momencie rozdzielenia duszy od ciała, właśnie wspomniane endorfiny powodują, że przejście staje się mniej bolesne zarówno w sensie fizjologicznym, jak i psychicznym. 

Pytanie o piekło. Odpowiedź jakże zaskakująca. Zdając sobie sprawę, że dla niektórych osób, piekłem byłoby pozostanie tutaj na ziemi, ojciec Rodriguez żartuje nawet, porównując to niezbadane miejsce do wiecznej kolacji w gronie rodzinnym. Dość mocne porównanie, ale zapewne wynikające z bacznych obserwacji ludzkich zachowań. Piekło jako takie staje się według naszego rozmówcy miejscem można rzec "trudno osiągalnym", z racji Bożego planu. Każdy bowiem, najgorszy nawet grzesznik otrzymuje łaskę nawrócenia i może ją wykorzystać, aż do ostatniej chwili swojego ziemskiego życia. Tak głosi nauka Kościoła i tak odpowiada ojciec Ange.

Fascynujący temat hierarchii istot i miejsce człowieka w tym zestawieniu. Czy zwierzęta mają duszę? a kim są Anioły? Gdzie jest ich miejsce w tej hierarchii i jaka rola, skąd pochodzą? Dlaczego niektórzy ludzie unikają tematu śmierci, a inni wręcz obsesyjnie go zgłębiają? Co z opieką paliatywną i dlaczego wielu ludzi śmierć kojarzy z zupełnym unicestwieniem, końcem wszystkiego, po którym następuje nicość? To kolejne rozdziały w książce, jakie wciągają nas w ten niezmierzony, niezbadany, tajemniczy klimat rozważań na tematy pozornie odległe, a jednak bliskie każdemu. 

I w tym momencie zatrzymując się i myśląc o przyszłości, można zadać sobie pytanie, czy potrzeba nam kolejnych nowych, niesamowitych maszyn, broni masowej zagłady, urządzeń, budowli, pojazdów, również tych kosmicznych? Czy zatrzymamy albo zmienimy to, co nieuniknione? Czy warto zadawać sobie tyle trudu, by badać lub tworzyć rzeczy nieistotne dla swojej przyszłości, która wydaje się przesądzona? Nie mówię oczywiście o wszechogarniającym marazmie i całkowitym zatrzymaniu rozwoju cywilizacji, ale o tym, co człowiek uważa za ważne w życiu i do czego dąży, w jaki sposób żyje i czym zajmuje swój czas tutaj na ziemi. Niszczenie tego, co już zostało nam dane, zastępowanie sztucznymi zamiennikami i to jeśli chodzi o żywność, naturę czy nawet człowieka. Niedocenianie tego, co otrzymaliśmy w darze największej łaski stworzenia.


Dla mnie najmocniejszym i najbardziej zapamiętanym z tej książki jest rozdział na temat zmartwychwstania. Oczywiście nie będzie to tekst przekonujący dla kogoś, kto uważa, że człowiek jest wyłącznie zbiorem komórek organicznych, funkcjonujących zgodnie z prawami fizyki, ale dla mnie jest wyjątkowe i pewnie dla wielu osób również. 
Zmartwychwstanie to nie cud, podczas którego Bóg uderzy nas swoją czarodziejską różdżką i ożywi na nowo, bo jak mówi ojciec Ange:
"Zmartwychwstanie zaczyna się już na tym świecie - w człowieku. (...) Zmartwychwstanie jest procesem, podczas którego człowiek z pomocą Ducha Świętego wzrasta duchowo, aby stać się podobnym do Boga. To, co uda nam się wypracować w sobie na tym świecie, to zaczątek tego, kim będziemy po przejściu do wieczności."
I to zgadzałoby się z treścią przekazu, który odbierają niektórzy ludzie od zmarłych. Przypomina mi się publikacja, którą kiedyś czytałam, a w niej właśnie informacje od tych, którzy już odeszli, na temat wzrastania duchowego tam - po drugie stronie, gdzie ludzie muszą przejść przez kolejne etapy "przebóstwienia"...Ale o tym napiszę przy okazji innej już książki. 

"Pytania o życie przyszłe" to książka, z którą powinien zapoznać się każdy, kto myśli o swoim życiu uczciwie, szczerze i całościowo, nie unikając prawdy i nie uciekając przed tematem, który jest przecież nieunikniony.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: "Pytania o życie przyszłe" Autor: Ange Rodriguez ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 96 stron.

wtorek, 28 listopada 2017

Tam, gdzie czekał anioł.

Moje pierwsze spotkanie z autorką. Powieść obyczajowa, czyli o życiu, a do tego w streszczeniu informacja, że będzie o pracy za granicą. To zwiększyło moją ciekawość, bo o naszych rodakach-emigrantach wiele się słyszy i niestety nie zawsze pozytywnie. Chciałam więc dowiedzieć się, co też autorka dostrzegła i jaki przedstawi nam obraz.

Pierwszy problem, już z początkowych stron był wiodący przez cały czas czytania. Nieporozumienia małżeńskie, wypalenie w związku, nawet podejrzenia o zdradę. Mąż, który nie zauważa już żony i jej potrzeb. Zwolnienie z pracy, problem ze znalezieniem nowej posady, dorastanie dzieci i syndrom pustego gniazda. Wszystko to pojawia się na wstępie i prowadzi nas z bohaterką, aż za zachodnią granicę kraju. Tam bowiem Beata, główna postać żony i matki z tej powieści, jedzie do pracy, jako opiekunka starszych, chorych ludzi. Zatrudnienie znajduje u małżeństwa, którymi opiekuje się ich syn, ale pracując zawodowo, potrzebuje oczywiście stałej pomocy. 
Rozpoczynamy wraz z bohaterką, obserwację życia w Niemczech. Codzienność, która pozornie nie różni się już tak bardzo od naszej. Mamy równie rozwinięty handel, opiekę zdrowotną, system mieszkaniowy, ale poznajemy także ciekawostki z tradycji i zwyczajów zachodnich sąsiadów. I niby niedaleko, a jednak sama różnica wyznań (u nas większość katolików, tam w przewadze ewangelicy), sprawia, że zauważymy, jak w inny sposób spędza się święta, jak wygląda ceremonia pogrzebowa, cmentarz. Jak żyje się w sąsiedztwie, w jaki sposób spędza wolny czas. W końcu sama bohaterka rozmawia z synem swoich podopiecznych na najtrudniejsze tematy, życia w rodzinie, uczuć względem rodziców, a nawet żałoby po nich.

Przy okazji obserwujemy również oczywiście i naszych rodaków. Tutaj Beata nie wciągnęła się w życie na emigracji  oraz szersze i głębsze kontakty z Polakami. Znajdziemy jednak wiele sytuacji, które klarownie pokazują obraz środowiska polonijnego. Zamiłowanie do intryg i obmawiania, panie, które wyjeżdżają, by poznać zamożnych mężów, bezrobotny Polak - ksenofob, zagubiona w nowych okolicznościach kobieta, nie radząca sobie z alkoholizmem i zbieractwem. Wszechobecne szaleństwo nowego kraju, wolności, oddalenia od domu i okoliczności, które czyha tylko, by dotknąć tych słabszych psychicznie ludzi, wyjeżdżających "za chlebem". 

Autorka wprowadziła również wątek historyczny, niezmiennie kojarzący się nam z sąsiadami zza Odry. Druga wojna światowa, obozy pracy, wyzysk i agresja wobec Polaków. Beata, pracując w Niemczech, przypadkiem natrafia na stary pamiętnik, w którym odnajduje wspomnienia kobiety, przebywającej w obozie. Emocjonalny stosunek do bohaterki potęgują opisy umierających współwięźniów oraz ogromna tęsknota za pozostawionym w domu małym synku. Beata, jako matka podchodzi do tych wspomnień bardzo empatycznie. Posiadając dzieci, stara się być jak najlepszą matką i nawet z daleka nie traci z nimi kontaktu, a czytając o wojennej tragedii, nie chce nawet myśleć, co byłoby, gdyby sama znalazła się w tamtych czasach.

Całość książki, to opowieść, którą czyta się szybko i dość przyjemnie. Zdarzają się jednak momenty, w których - moim zdaniem - za dużo jest niewiarygodnych wypowiedzi. Spotykane przez bohaterkę różne osoby używają języka mało prawdopodobnego, wywodzącego się bardziej z informatorów, biuletynów, czy przewodników. Na przykład, podczas prywatnej rozmowy z Beatą, wypowiedź burmistrza miasta, przywodzi na myśl bardziej oficjalne przemówienie na sesji rady miasta niż zwyczajny dialog: "miasto zwiększyło swoją substancję mieszkaniową" albo "budynki cechują się niezwykłą elegancją założeń przestrzennych". Równie nieprawdopodobne wydaje się być zagłębianie w problemy psychologiczne Beaty, przez zupełnie obcą kobietę, starszą Niemkę, spotkaną przypadkiem przez naszą bohaterkę podczas zwiedzania pałacu. Długie dysputy, porady i osobiste tematy brzmią mało realnie.
Drobiazgi, które zauważyłam, nie zabierają jednak opowieści ważnego przesłania i trafnie przedstawionej atmosfery pobytu za granicą. Autorka w przekonujący sposób, przedstawia nam świat, w którym znalazła się Beata i zarówno pobyt w Niemczech, jak i jej rodzinne problemy śledzimy z zainteresowaniem. 
O tytułowych aniołach również znajdziemy klika informacji, ale książka omawia tyle naszych przyziemnych, życiowych problemów, że z ciekawością sięgnę po kolejną książkę pani Doroty Schrammek, by sprawdzić, jakie sytuacje swym bystrym okiem, tym razem podglądnęła.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Tam, gdzie czekał anioł; Autor: Dorota Schrammek; Wydawnictwo Szara Godzina. Oprawa miękka. 272 strony.

środa, 22 listopada 2017

Chicago w ogniu


Zapowiedź: "amerykańska powieść z polskim akcentem", do tego tytułowe Chicago i od razu myśl; będzie o emigrantach, których mieszka wielu w tym mieście. I było jak najbardziej, ale nie w tak oczywisty sposób jak mogłoby się wydawać. To jeszcze nie ten moment, kiedy w polskiej dzielnicy znajdziemy wszystko, co można skojarzyć z naszym krajem. To dopiero początki. Po powstaniu styczniowym wielka fala uchodźców  dotarła na ziemię amerykańską. Nasi rodacy różnie spisują się w dziejach, ale autorka przedstawiła ich w sposób wyjątkowo korzystny.

Akcja rozpoczyna się prawie 150 lat temu i przyznaję, że historyczne tło, lekko mnie niepokoiło. Nie przepadam za książkami, które są z aż tak odległych lat, ale...W pewnym momencie złapałam się na tym, że zarówno fabuła książki, jak i jej bohaterowie tworzą klimat, wcale nie tak odmienny od współczesności. Właściwie, oprócz tego, że nie mieli nowoczesnych środków transportu i komunikacji, a do kontaktu brakowało im telefonów, czy internetu, to czymże się różnili??
Byli przecież takimi samymi ludźmi, jakich można spotkać obecnie na ulicach, w sąsiedztwie, w pracy.

Mamy zatem młodą, kreatywną, przedsiębiorczą kobietę - Mollie, która odziedziczyła zakład zegarmistrzowski po zmarłym ojcu. Dzisiaj nazwa manufaktura powraca ze zdwojoną siłą, bowiem ręczne wytwarzanie przedmiotów stało się nie tylko modne, ale i w końcu docenione, jako jedyne w swoim rodzaju. Takie też zegarki oferuje firma młodej Mollie. Dziewczyna radzi sobie świetnie, zaniedbując wprawdzie swoje prywatne życie, ale czy to Wam czegoś nie przypomina? Czy dzisiaj nie jest powszechne? 
Mamy również wspomniany wątek polskości - Zack Kazmarek - młody mężczyzna, który robi w Chicago karierę od zera do...prawnika, w tym przypadku, bo dla milionera tylko pracuje.
Jest wdzięczny bogatemu Amerykaninowi za opłacenie studiów prawniczych i można powiedzieć, że trochę sprzedaje mu swoją duszę. Staje się żelaznym, nieugiętym prawnikiem, który trzęsie połową miasta, ale wewnątrz ma słowiańską duszę, po rodzicach - poznacie to na pewno...


W 1871 roku wybucha w Chicago wielki pożar, jak można dowiedzieć się z notki historycznej, zawartej w książce, wszystko zaczyna się od zapalenia stodoły! Niewiarygodnie szybko, ogień rozprzestrzenia się i trawi ogromną powierzchnię wielkiego miasta. Ludzie bez dachu nad głową, z utraconym dobytkiem nie wiedzą, co robić. Niesamowity obraz samego pożaru, a potem zgliszcz i warunków, w jakich musieli przebywać mieszkańcy. Autorka niesamowicie odmalowała w słowach ten wstrząsający klimat. Mimowolnie przenosimy się do tego miejsca i przeżywamy dramat Mollie, która straciła praktycznie wszystko. Teraz liczy się tylko człowiek i to, co można odbudować wspólnymi siłami. Mollie ma przyjaciół wśród swoich pracowników - są to m.in. byli żołnierze, weterani, których zatrudniał jej ojciec. Okazuje się, że pomoc nadchodzi również z niespodziewanej strony - od Zacka, który uwielbia dziewczynę od dłuższego czasu, ale nigdy nie okazał jej swoich uczuć. Jest dla niego boginią i najwspanialszą kobietą, jaką zna, ale niestety na drodze staje milioner, któremu Zack winny jest lojalność. Interesy nie idą w parze z uczuciami, a Mollie nie ufa prawnikowi, który pracuje na rzecz bogatego przedsiębiorcy. Niedomówienia, nieporozumienia, a nawet kłótnie, pojawia się również konkurent i niestety miłość staje pod znakiem zapytania.

Historia, jaką poznajemy wciąga od pierwszych stron. I jak już wspomniałam na wstępie, wcale nie czujemy różnic w czasie. Te sto pięćdziesiąt lat nie przeszkadza w niczym. Są bowiem uczucia, które nigdy się nie zmieniają, są sytuacje, które wciąż się przytrafiają. Mamy wielką, choć trudną do spełnienia miłość. Mamy dylematy w wyborze pomiędzy mężczyzną spokojnym, miłym, zaradnym a tym porywczym, wybuchowym i tajemniczym. Jest wielka przyjaźń pomiędzy ludźmi, których łączy tragedia, ale i wspólna praca. Mamy w końcu i ten element polskości, poznajemy rodaków, którzy kultywują nasze tradycje poza granicami kraju. Pojawiają się nasze tańce, zwyczaje, potrawy, a wśród nich ...flaki! 

Piękny przykład "adoptowania" młodego człowieka, bez przeszłości. Rodzice Zacka są wielkimi marzycielami, których wiara w wolność graniczy czasem z naiwnością. Są jednak w tej naiwności ludźmi wielkiego serca, pomagają mężczyźnie, który nie ma rodziny, krewnych, przyjaciół. Mówią; "skoro nie masz narodowości, będziesz Polakiem". Wspaniały przykład na to, co w życiu najważniejsze - korzenie, tradycje, rodzina, bliskość ludzi.

Powieść czyta się z wielką przyjemnością, a każdy rozdział przynosi coś, co przyciąga naszą uwagę aż do samego końca. Miłość, pieniądze, tragedie, nowe znajomości, wzajemna pomoc w potrzebie, ale i długi, upadek firmy, odbudowa od zera, kariera i rozwój, a przy okazji naprawdę dużo dowiemy się o wytwarzaniu zegarów...
Na zakończenie zainteresował mnie zestaw "pytań do dyskusji". Po przeczytaniu książki, rzeczywiście kilka z nich może dać do myślenia. Polecam!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Chicago w ogniu; Autor: Elizabeth Camden; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 398 stron.

środa, 15 listopada 2017

Dawkins kontra Bóg

Nie można zacząć inaczej, jak od tytułowych bohaterów tej publikacji. Bóg, jako postać jest znana większości czytelników, dodam tylko, że chodzi o Boga, w którego wierzą chrześcijanie. 
Richard Dawkins natomiast to osoba, o której ja dotąd nie słyszałam, ale wiem już, że jest autorem kontrowersyjnej książki "Bóg urojony", a idąc za tytułem, wiemy zatem, że wierzącym nie jest. Co więcej jest ateistą tzw. wojującym, jednym z najbardziej aktywnych obecnie i razem z trójką innych (Sam Harris, Christopher Hitchens, Daniel Dennett) zwani są awangardą współczesnego wojującego ateizmu. Przytoczyłam nazwiska, by zwrócić uwagę na obecność właśnie tych osób w świecie nie tylko zajmującym się sprawami religii, ale i innych dziedzinach, gospodarka, polityka itp. Jak informują nas autorzy tej książki, ci "czterej jeźdźcy" nowego ateizmu usiłują obecnie uzyskać władzę polityczną, zatem być może będzie o nich głośno.

Wracając do tematu głównego, "Dawkins kontra Bóg", to odpowiedź na "Boga urojonego", który wstrząsnął podobno światopoglądem niektórych chrześcijan i sprawił, iż zeszli z wcześniej obranej drogi wiary. Jakże to jednak musieli być letni chrześcijanie, że jedną książką przekreślili to, co powinno być wyryte głęboko w duszy. Stąd już w pierwszym rozdziale mamy odniesienie do słów jednego z bohaterów literackich (postaci diabła), który na dorocznych podsumowaniach, narzekał na jakość dusz, ale za to widział potencjał w ich obfitości. Cytując autorów: nadeszły dni masowej, płytkiej niewiary.(...) Niestety współczesny świat częściej osądza rzeczywistość, biorąc pod uwagę ilość i siłę, a nie jakość

Co do tez wygłaszanych przez Dawkinsa. Mamy oczywiście podważenie działań Boga, jako Stwórcy. Tutaj zatem szereg objaśnień i naukowych badań, przytoczono jako argumenty niepodlegające dyskusji. Każdy, kto interesuje się tym, co wydarzyło się przed milionami lat, będzie usatysfakcjonowany już na początku książki. Wszechświat, słynna teoria wielkiego wybuchu, kolejne etapy rozwoju form życia na ziemi, warunki pozwalające na zaistnienie DNA i życia na planecie. Otrzymacie pełny, dokładny opis i wykład. 

Richard Dawkins jest zwolennikiem teorii przypadku. Dowodzi na każdym kroku nieprawdopodobieństwa zdarzeń związanych z Bogiem, a cokolwiek by zaistniało nietypowego, tłumaczy właśnie przypadkiem. W ogóle autorzy zauważają: "Zdaje się, że Dawkins jest gotów przystać na jakiekolwiek wyjaśnienie, pod warunkiem, że nie bierze ono pod uwagę Boga"
Ciekawe, że z równą zajadłością i zacięciem nie kwestionuje wielorękich bóstw hinduizmu, bogów, bożków wyznawanych w plemionach na całym globie czy jakichkolwiek innych przejawów religijności. Przeszkadza mu Bóg chrześcijan, czyżby czuł moc i zagrożenie? Podobno ludzie krzyczą i atakują wtedy, gdy czują strach.... Pewnie najgorszym dla niego scenariuszem w życiu, byłoby uwierzenie w to, co z takim zaangażowaniem neguje.

I tak w książce mamy konfrontację wielu teorii, znajdziemy mnóstwo odniesień do darwinizmu. Po drodze ocieramy się o bolszewizm, hitleryzm i dochodzimy do komunizmu, które to wszystkie ruchy, ideologie, a tym samym ich wyznawcy i przedstawiciele, szczycili się całkowitym oderwaniem od jakichkolwiek, najmniejszych chociaż więzów z życiem duchowym. Wypierali religie i chcieli wprowadzić swój własny porządek świata. 
Dawkins podążając drogą wojującego ateisty dąży również do świata bez Boga. 
Dobór naturalny, selekcja najlepszych genów, eutanazja, a nawet nawiązanie do zjawiska kanibalizmu oraz zoofilii. To, co stopniowo przestaje być zakazane, staje się dozwolone i powoli przechodzi w fazę nakazu. To mogłoby się wydarzyć, to wszystko dzieje się lub działo kiedyś.

Jaskrawość różnic w postrzeganiu świata przez Dawkinsa i tego według Boga można podsumować cytatem z książki: "Dla chrześcijanina miłosierdzie oznaczałoby adoptowanie porzuconego dziecka albo zapewnienie schronienia oczekującej dziecka kobiecie; dla Dawkinsa miłosierdzie to wspieranie lub zapewnienie usług aborcyjnych"
Ostatni rozdział jest najlepszym podsumowaniem całej konfrontacji Dawkinsa z przedstawicielami świata chrześcijańskiego. Świetny tekst, obrazowy i celnie ukazujący wizję świata według króla Richarda.
Świat, gdzie religia byłaby traktowana jak "wirus umysłowy", a nasze codzienne życie, delikatnie ujmując, uległoby znacznym zmianom, ale o tym poczytajcie sami i oceńcie, czy chcielibyście żyć w takim właśnie świecie.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Dawkins kontra Bóg. Autor: Scott Hahn, Benjamin Wiker ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 180 stron.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Z powrotem w siodle

Małe miasteczko w stanie Waszyngton, ranczo, hodowla bydła, konie, kowboje, codzienna ciężka fizyczna praca. Wspólne posiłki w domowej kuchni, bliskość rodziny, mała społeczność, gdzie każdy zna każdego. Niedzielna msza w miejscowym kościele i przyjaciele, znajomi oraz sąsiedzi, którzy służą sobie pomocą w razie potrzeby. 

Nowy Jork, Manhattan, Wall Street, giełda, kariera finansisty, fundusze inwestycyjne, akcje, maklerzy, garnitury noszone na co dzień i wyszukane potrawy w drogich restauracjach. Pośpiech, pęd, najnowsze samochody i najdroższe markowe ubrania. Świat, w którym nie ma przyjaźni, ale są wielkie znajomości i pieniądze. Miejsce, w którym możesz w jednym dniu stać się kimś, a w drugim równie szybko spaść na samo dno.

Slow life i fast life. Kontrasty, inne światy, przeciwieństwa. Jakkolwiek nazwać różnice pomiędzy tymi dwoma sposobami na życie, to od razu wiadomo, że tak jeden, jak i drugi ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. 
Dla niektórych osób życie w małym miasteczku czy na wsi, zwyczajne i bez większych emocji jest po prostu nudne. Ludzi, którzy mieszkają w takich miejscach zazwyczaj kojarzą z nieudacznikami, kimś, kto nie poradził sobie w życiu i został gdzieś tam, na zapomnianej wsi. Przecież tam nic się nie dzieje, nie ma wyszukanych rozrywek, galerii handlowych, tam jeszcze jest zupełny ciemnogród, w którym rządzi ksiądz, wygłaszający wciąż te same słowa w tym samym, nie wiadomo po co istniejącym kościele. Taaak...
Co innego miasto. Tam się dzieje! Codziennie nowi ludzie, nikt nikogo nie zna. Można zaszaleć i nikt nie ogłosi tego na drugi dzień wszystkim wokoło. Tutaj nikt nikogo do niczego nie zmusza. Możesz żyć tak, jak chcesz, jak lubisz. Możesz zachowywać się według swoich zasad i nikt nie będzie cię krytykować ani pouczać. W miejskim pędzie nikt nie ma czasu na jakieś kościelne sprawy. W ogóle po co to komu, skoro to człowiek sam decyduje o sobie. Kariera, no i oczywiście pieniądze - zupełnie inne można zarobić w mieście  A wybór rozrywek jest praktycznie nieograniczony.. Tutaj po prostu jest się kimś, a życie ma smak!

Te dwa światy świetnie poznał Colt, bohater książki. Uciekł z małego, nudnego miasteczka, z rancza, na którym nie było dla niego przyszłości. Zaznał za to wszystkiego, co oferuje wielkie miasto, dosłownie wszystkiego. A potem...potem przyjechał odwiedzić ojca, który zachorował. Został na dłużej, by trochę pomóc, trochę odpocząć i nagle spojrzał na życie na wsi zupełnie inaczej. Nagle okazało się, że w małym miasteczku jest rodzina, są bliscy mu ludzie, że tutaj można znaleźć nie tylko prawdziwe życie, ale i prawdziwe uczucia. Można znaleźć najwspanialszą kobietę, o jakiej się marzyło i poczuć, że jest się na właściwym miejscu i we właściwym czasie. A rodzina, rzyjaciele, znajomi, codzienna praca fizyczna, pyszne domowe jedzenie, modlitwa i bliskość Tego, który nas prowadzi, może życie zamienić w najpiękniejszą przygodę, którą chce się przeżywać głębiej i czuć, że robi się to, co najlepsze dla nas  na tej ziemi.
Czy to, co poczuł Colt udzieli się czytelnikowi? Zapewniam, że tak. Jeśli nie w całości, to z pewnością będą fragmenty, które natchną każdego czymś pozytywnym. Pozwolą na chwilę zatrzymać się, przemyśleć i może zmienić i w nas coś na lepsze. Cytaty, które warto zapamiętać i przemyślenia, o które trudno w codziennym zabieganiu. Jest o życiowych pomyłkach, błędach i porażkach, Jest o wspomnieniach, traumach i tęsknocie za kimś, kto już nie powróci. Do tego mnóstwo emocji, bo wątek romantyczny wciąga i sprawia, że ranczo staje się tłem dla rozwoju wielkiej, prawdziwej i szczerej miłości. 
Polecam na jesienne wieczory!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Z powrotem w siodle; Autor: Ruth Logan Herne; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 352 strony.




środa, 25 października 2017

Demon Południa



Tytuł - początkowo raczej mnie zniechęcił, ale treść pozytywnie zaskoczyła. Podtytuł "Acedia - podstępna choroba duszy" wytłumaczył wszystko. 
Poznajemy problem, z jakim mieli do czynienia już Ojcowie Pustyni, a obecnie pojęcie acedii, praktycznie nieużywane, właściwie jest zupełnie nieznane. Możnaby sondażowo zapytać kilka osób, czym jest "acedia" i podejrzewam, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent pytanych nie miałoby pojęcia i nie potrafiło skojarzyć tego terminu z niczym. Tymczasem problem dotyczy naszego życia. Zjawisko nazywane acedią istnieje, a nawet atakuje obecnie ze zdwojoną siłą, dotykając ludzi w różnych sytuacjach życiowych, z różnych środowisk i w każdym miejscu.


Czas wyjaśnić, że od łacińskiego acedia (od greckiego akedia), tłumaczyć można jako "brak troski", również "niedbalstwo". Mnich Ewagriusz z Pontu już w IVw. n.e. opisał acedię, jako "osłabienie duszy". Zbliżamy się zatem do wyjaśnienia, iż tajemnicza choroba duszy, to powszechnie znane nam zniechęcenie, wypalenie, a nawet to, co wszyscy kojarzą z tzw. "kryzysem wieku średniego" - "kryzysem czterdziestki". Czas tej symbolicznej "połowy życia", jednocześnie powiązany z działaniem demona południa (południe, jako czas życia, skłaniający do podsumować tego, co już przeżyliśmy i niepokój o to, co przed nami). Jeśli mówimy o Ojcach Pustyni, którzy przed wiekami byli atakowani przez demona acedii, ulegali przygnębieniu, nudzie czy zwątpieniu w sens swojego działania. Tak i współcześnie acedia podobnie, jak przed laty, objawia się wewnętrznym niepokojem i niestałością, przesadną troską o swoje zdrowie, niechęcią do codziennych zajęć, znużeniem, brakiem nadziei i radości życia. 

Oczywiście w całej historii związanej z problemem duszy, najważniejsze jest, by symptomy rozpoznać i właściwie zadziałać. Od autora, który acedię poznał wyjątkowo dokładnie, dowiadujemy się, że sposoby na walkę z tymi przypadłościami są nam dostępne i często nad wyraz proste.
Mając na uwadze powiązanie życia duchowego z naszym zachowaniem, musimy przyjrzeć się naszej duszy z punktu widzenia wiary. Odwieczna walka dobra ze złem, pokusy, grzechy i zaniedbania. Ojciec Jean-Charles Nault kieruje nas na drogę modlitwy, rozmowy i przyjaźni z Bogiem przede wszystkim. Praca- głównie fizyczna, która wykonywana wytrwale potrafi odsunąć wiele dolegliwości duszy. Łzy, jako oczyszczający sposób na wyrzucenie niepotrzebnych nam myśli i emocji oraz rodzaj wyczekiwanego pocieszenia duszy. Te i kilka innych, które warto poznać.

Autor nie skupia się jednak wyłącznie na problemach duszy samych w sobie. Poznajemy zagadnienie wraz z całą otoczką, towarzyszącą nam w codzienności i znaną doskonale z życia społecznego.
Na przykład na płaszczyźnie moralnej, coś, co pozornie nie łączy się z omawianymi terminami, a jednak wpływa na nasze życie w bardzo znaczący sposób, determinując pewne wzorce zachowań. Sytuacja, w której coś, co dotąd uważane ze niewłaściwe, zostaje "dozwolone" prawem, stawia nasze postępowanie w nowym świetle. Niektórzy, twierdząc, że skoro zostało wprowadzone "ustawowo" to znaczy, że jest całkowicie usprawiedliwione i nie należy w ogóle traktować go, jako coś niewłaściwego. Poznajemy tym samym temat moralności "trzeciej osoby" i "pierwszej osoby", przy których to właściwa ocena naszego postępowania znacznie się różni. 
Autor przypomina słowa św.Jana Pawła II, napomnienie, by przy takiej ocenie bezwzględnie przyjąć perspektywę osoby, która działa, czyli "pierwszej osoby". 

Jesień to taka klasyczna pora, kiedy zniechęcenie i zmęczenie mocniej nas dotyka, ale nie dajmy się zwieść, acedia przybiera bardzo różne formy. Mamy tutaj przedstawione również niespodziewane objawy, których nigdy nie skojarzyłabym z acedią, a tymczasem, nazywane przez badaczy problemu "córami"- za tą dolegliwością podążają niespodziewanie: gadatliwość - gdy "człowiek ucieka przed myślą, żeby schronić się w słowie", ciekawość (tutaj ukłon w stronę plotkujących, obmawiających i krytykujących), a także coś, co całkowicie mnie zaskoczyło nadaktywność oraz wieczna potrzeba zmiany, gdy szaleństwo pogoni za nowością i zmianami może być objawem pustki duchowej.
Jak podaje autor "Czas niewypełniony pożytecznym i opłacalnym zajęciem budzi niepokój, więc trzeba go wypełnić, żeby rozproszyć lęk przed pustką"

Książka nie jest poradnikiem, a raczej przewodnikiem po problemach duszy. Ojciec Nault jest opatem benedyktyńskiego Opactwa w Normandii. Problem acedii zgłębiał w ramach swojej pracy doktorskiej. Książka, którą miałam okazję przeczytać, prawdopodobnie wiele z tego opracowania otrzymała. Wiem już zatem, dlaczego miejscami czułam, jakbym czytała zawiłe rozważania filozoficzno-teologiczne i ze swoimi ograniczonymi możliwościami poznawczymi w tym temacie, musiałam powtarzać niektóre fragmenty tekstu, by dokładnie je zrozumieć. 
Warto było jednak spędzić czas przy tak poważnej lekturze, bowiem acedia poznana bliżej, stała się bardziej "oswajalna", a i łatwiej w razie czego rozpoznać ją, gdyby próbowała swych sił gdzieś w bliskim otoczeniu. Poza tym, podejmowanie wyzwań jest świetnym sposobem przeciwdziałania marazmowi, który z acedią również "współdziała". Zatem czytając mamy wiele do zyskania...

A na zakończenie piękne słowa, które przytoczone w rozdziale o miłości, wspominają pewne małżeństwo z sześćdziesięcioletnim stażem. Mężczyzna mówiąc o swej żonie zaprzeczył powszechnemu mniemaniu, że "małżeństwo jest jak klatka" i cytując francuskiego poetę powiedział:
"Kocham Cię każdego dnia bardziej, dzisiaj bardziej niż wczoraj, ale znacznie mniej niż jutro", bo prawdziwa miłość jest jednym z najważniejszych leków na dolegliwości duszy!
 

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Demon Południa. Autor: Jean-Charles Nault ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 220 stron.


piątek, 13 października 2017

KUBA


Piłkarz, o którego życiu prywatnym jeszcze kilka lat temu niewiele wiedzieliśmy. Stał się sławny, napisano książkę. Biografie to trudny temat. Zdarzają się niewypały, które przereklamowane lądują gdzieś w supermarketach, w koszach za 5 zł. Tej tam nie spotkałam, ale nawet gdyby się znalazła, bo na przykład nakład był zbyt duży, zabierzcie ją stamtąd! Wydajcie piątkę i przeczytajcie historię, która każdego wzruszy, każdego poruszy i pozwoli uwierzyć w człowieka. Celebryci, sławni i bogaci, w większości połakomili się już na swoje autobiografie. Popłynęli z nurtem, ale śmiem twierdzić, że nikt nie ma takiej przeszłości, jak Jakub Błaszczykowski. Po wielu latach milczenia, wypowiedział tę najtrudniejszą z prawd głośno. Nie krzyczy, ale i nie mówi z ukrycia. 

Ta książka jest na pewno wielką gratką dla wielbicieli talentu Kuby, znajdą tam opisy z boiska, wspomnienia i opowieści trenerów, kolegów piłkarzy oraz każdego, z kim można porozmawiać o piłce, słynnych meczach i graczach. Tutaj widać, że autorka również interesuje się futbolem.
Dookoła mamy obecnie Roberta Lewandowskiego, coś, jak przed laty Małyszomania. Tylko czekać, aż wyskoczy nam z lodówki. Błaszczykowskiego dużo mniej, ale i sukces inny. 
Kuba w tej książce mówi "przez piłkę" o swojej wygranej w życiu prywatnym, rodzinnym, tym najbardziej osobistym. To nie był grzeczny, mały chłopczyk, którego rodzice wspierali, wozili na treningi, dbali i pomagali. Tam wydarzył się dramat, a Kuba go przeżył najbardziej, jak tylko może odczuć to dziecko. Koszmar, który zmienił na zawsze jego życie. Półtora centymetra, które zdecydowało o tym, że Anna Błaszczykowska - mama Kuby - nie przeżyła pchnięcia nożem. Potem były smutek, gniew, żal, bunt, agresja. Wszystko, co po takich wydarzeniach musi się pojawić. Mógł wylądować na marginesie, a wyszedł na podium, na szczyt, o którym marzył. Talent, praca, determinacja i wiara. Wiara w spełnienie marzeń, ale i wiara w Boga. O tym również nigdy nie wstydzi się mówić. Zaszczepiona przez matkę, pielęgnowana przez babcię. Dawała mu niejednokrotnie największą siłę, by żyć i podnosić się z kolan.
"Spełnienie marzeń to najważniejsza rzecz w życiu człowieka. Im więcej ich masz, im więcej możesz ich spełnić, tym bardziej czujesz się dowartościowany. Na samym końcu to ty decydujesz, jak swoje życie poprowadzisz i jakie je będziesz miał. Decydujesz o tym, czy jesteś coś wart, czy nie." - to słowa Kuby.


Tutaj nie tylko bohater książki przyciąga, bo i forma tej biografii z pewnością bardzo zachęca do przeczytania. Nie jest zestawem suchych faktów, dat, wywodów. Jest to żywa opowieść. Mnóstwo wypowiedzi znajomych Kuby, jego członków rodziny, tych najbliższych i dalszych, przyjaciół ze szkoły, tych najstarszych i tych z boiska, kiedy już stał się sławny. W tym wszystkim przeplata się dialog - wywiad - długa rozmowa pomiędzy autorką Małgorzatą Domagalik, a Kubą. Dobrze napisana i dobrze się czyta - opowieść nazwana na okładce jako historia ludzka. I tak jest. Opowieść o człowieku, który mimo młodego wieku może nauczyć i przekazać wiele mądrości z tego, co przeżył. Takich wzorców nam potrzeba w dzisiejszym świecie. Nie napompowanych, sztucznie wypełnionych i lansowanych, z parciem na szkło, ale tych z krwi i kości, prawdziwych, często i popełniających błędy, ale potrafiących zamienić porażki w największy sukces. Dzięki swojej sile, charakterowi, determinacji i pracy. Szacunek!


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: KUBA Autor: Jakub Błaszczykowski i Małgorzata Domagalik ; Wydawnictwo Foksal Sp. z o.o.. Oprawa twarda. 364 stron.

środa, 11 października 2017

Stylowa kawiarenka. Receptury z dawnych lat.

Każda, ale to każda kobieta, która lubi piec albo gotować, marzyła kiedyś o własnym kąciku restauracyjnym lub cukierni, gdzie mogłaby oddać się swojej pasji bez ograniczeń. Niestety dziewięćdziesiąt procent tych marzeń pozostaje niezrealizowanych i tylko mała grupka odważa się na własną działalność i połączenie swojej pasji z pracą. Nie można się temu dziwić, bo przecież nie wszyscy mogą być cukiernikami, choć ich wypieki chwali cała rodzina i przyjaciele. 

Książka "Stylowa kawiarenka" to odpowiedź na potrzeby domowych cukierników. Atmosfera dawnych lat, przepisy, które służą od wielu lat nie tylko gospodyniom domowym, ale przede wszystkim znanym mistrzom cukiernictwa. Oczywiście na pewno ci ostatni ma swój magiczny, tajemniczy dodatek, który sprawia, że jego wypiek jest szczególny, ale podstawa jest ta sama. Tutaj możemy ją poznać.
Przygotujcie się więc na pieczenie Tortu Sachera i Szwarcwaldzkiego, strudla z jabłkami i szarlotki z bitą śmietaną. Poznacie przepis na eklerki i pyszne drożdżowe ciasta. A gdy przyjdzie ochota na domowe słodkie drobiazgi, proszę bardzo: trufle, czekoladki, krówki, kulki marcepanowe i kokosowe. Proponowane desery na ciepło mogą umilić niejedno niedzielne popołudnie: omlety, puddingi, leguminy z kaszy manny albo ryżu, no i oczywiście sztandarowy deser kuchni francuskiej creme brulee. Baklawa, kremówka, merengi, faworki i pączki. Kremy, musy, galaretki, lody i kawa. Każdy z przepisów mógłby sprawdzić się zarówno w prowadzonej przez was kawiarence dla nawet najbardziej wymagających klientów jak i w domowym zaciszu dla najbliższych, czekających na pyszności w domowym wydaniu.
Kilkadziesiąt świetnych przepisów, przepiękne, kuszące zdjęcia. Wszystko podzielone na rozdziały : torty i ciasta, ciastka i ciasteczka, słodkie drobiazgi, desery ciepłe, desery zimne oraz kawa i herbata. Wśród wielu książek w mojej domowej kulinarnej biblioteczce, ta jest jedną z najczęściej "pobrudzonych" mąką ;)
Receptury są różnorodne i sprawiają, że mając tę książeczkę, posiadacie cudowny sposób na wyczarowanie smakowej uczty w domowej i nie tylko domowej kawiarence. Goście z pewnością wrócą do was szybciutko i ze zdwojoną siłą :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Stylowa kawiarenka - receptury z dawnych lat. Autor: B.Woźniak ; Wydawnictwo Olimp Media Sp. z o.o.Sp.k.. Oprawa twarda. 126stron.

poniedziałek, 9 października 2017

Sezon życzeń


Hotel "Życzenie B&B" i restauracja "Le Grille", nowa inwestycja, odważne przedsięwzięcie. Restauracja oferuje wykwintne dania kuchni francuskiej czy włoskiej. Można tam skosztować zarówno quiche lorraine, creme brulee jak i fettuccine carbonara czy przepyszny befsztyk z polędwicy. Można również wziąć udział w kursie kulinarnym, gdzie w małych grupach, nauczymy się przyrządzać smaczne ciasto czekoladowe z wiśniami i zgłębimy tajniki gotowania oraz poznamy sekrety profesjonalistów. Dodatkowy atutem restauracji jest jej lokalizacja - w starej, pięknej willi z ogrodem. A to wszystko w małym miasteczku Chapel Springs, latem licznie odwiedzanym przez turystów, a zimą kameralnym, spokojnym miejscu.

Hotel i dobrze prosperująca restauracja są marzeniem młodej kobiety PJ McKinley, rodowitej mieszkanki Chapel Springs. Wróciła do miasteczka po studiach i pragnie tutaj właśnie rozpocząć swoje dorosłe życie i pracę, którą uwielbia. Teraz wszystko zależy od właścicielki wspomnianej willi z ogrodem. To ona i jej doradcy zdecydują, czy dziewczyna zasługuje na zaufanie i warto powierzyć jej zabytkowy dom.

W dniu, kiedy PJ ma przedstawić swoje plany decydentom, pojawia się nieznajomy mężczyzna Cole Evans. Jest także zainteresowany wynajęciem willi, bo przyjechał do miasteczka, by podobnie jak PJ spełnić swoje plany o wymarzonym przedsięwzięciu. Jego pomysł nie dotyczy jednak biznesu. Dom przejściowy "Rozdroża" ma służyć młodzieży opuszczającej domy rodzin zastępczych. Miałby być miejscem, gdzie młodzi ludzie otrzymają wsparcie i pomoc, umożliwiające im ukończenie szkół, naukę zawodu, pójście na studia, czy rozpoczęcie samodzielnej pracy. To działalność społeczna, która potrzebuje sponsorów i inwestorów. Rada ma dość łatwe zadanie. Okazuje się jednak, że konkurs zostaje rozstrzygnięty w nieoczekiwany sposób. Zarówno PJ jak i Cole według właścicielki willi zasługują na zaufanie. Powierza swój dobytek im obojgu, ale na jeden rok, po którym zdecyduje, kto radzi sobie lepiej. Odtąd mają dzielić się miejscem i wspólnie utrzymywać willę w jak najlepszym stanie, prowadząc jednocześnie swoje przedsięwzięcia.

Cole i PJ spotykają się w mało sprzyjających okolicznościach, a będąc konkurencją nie darzą się zbytną sympatią. Powoli jednak sytuacja, w jakiej się znaleźli pomaga im poznać się lepiej. Dowiadują się o sobie i swoim życiu tak wiele, że nie mogą być nadal przeciwnikami na tym ringu. Stają się przyjaciółmi, a miłość już czeka za rogiem...
W powieści Denise Hunter znajdziecie mnóstwo emocji. Przygotujcie też chusteczki. Będzie naprawdę wiele wzruszeń i to tych najgłębiej dotykających wrażliwe serca, bo kiedy spotyka się dwoje ludzi tak bardzo zasługujących na szczęście i tak bardzo potrzebujących prawdziwej,, szczerej miłości, to nie może być inaczej. A wydarzenia, z którymi przyszło im się zmierzyć w przeszłości, tylko utwierdzają w tym odczuciu. 
Znajdziecie tu wszystko, o czym w życiu trzeba wiedzieć. Poruszane problemy samotności, poczucia winy, odpowiedzialności. Życiowe dramaty, trudne decyzje, temat relacji w rodzinie czy związków z niewłaściwymi partnerami. Wszystko to, co w życiu się zdarza. Wszystko o czym powinno się rozmawiać, by nie tłumić emocji. Życie takie, jakie jest i to, jakim chcemy, by się stało. Spełnianie marzeń i dążenie do celu, do prawdziwego poczucia szczęścia. A przy tym największa moc, która pozwala zmierzyć się z każdą przeszkodą, moc modlitwy i wiary w Boga. Bohaterowie tej powieści nie zapominają o tym, kto pomaga, decyduje o ich losie i kto opiekuje się nimi w każdej, również tej najcięższej chwili życia. Polecam.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Sezon życzeń; Autor: Denise Hunter; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 
368 stron.

środa, 4 października 2017

Ćwiczenie woli


Malutka książeczka, a wewnątrz wszystko, co mogliście dotąd przeczytać w opasłych tomiskach różnorodnych poradników. Kojarzycie neurolingwistyczne programowanie, ewolucja tożsamości, systemy nadrzędne, negatywne emocje i tym podobne sformułowania? Tymczasem z tej małej, niepozornej książeczki dowiadujemy się, że najważniejsza jest swojsko brzmiąca silna wola. To od razu przemawia do wyobraźni. Nie potrzeba wielu słów, nie musimy rozumieć tych wszystkich trudnych nazw, nie trzeba czytać kilkuset stron wywodów specjalistów, mówców czy trenerów. Tutaj niecałe sto stron wnosi w nasze życie energię, pomysł i chęć do działania. 

Silna wola gra główną rolę we wszystkich aspektach naszego życia. Nie tracąc jej i ćwicząc systematycznie, osiągniemy - jak obiecuje autor -  wymierne korzyści zarówno w życiu duchowym, moralnym, zawodowym jak i społecznym oraz rodzinnym. 
"Dla człowieka mającego silną wolę trudności nie są przeszkodami, które zatrzymują go w drodze, lecz trampolinami, dzięki którym przekracza własne ograniczenia".
Znajdziemy konkretne porady, na przykład dla małżonków, rodziców. Proste i konkretne treści, które łatwo zapamiętać. Jak choćby to, że brak opanowania prowadzi do uwalniania emocji i oddania się władzy namiętności, ta zaś jest prostą drogą do egoizmu, a wtedy już nie ma mowy o prawdziwej miłości. 
Rozdział o wychowaniu dzieci, krótki i treściwy z omówieniem podstawowych i najczęstszych problemów. A kwintesencją prostoty tej książeczki są takie zdania jak:
"Umiejętność ekscytowania się każdą wspólnie przeżywaną chwilą oraz traktowania najbliższych jako najpiękniejszego daru, który otrzymaliśmy od Boga jest elementem wielkiej sztuki życia"
I po takim tekście oczywiste obowiązki, jak nawet sprzątanie domu, przygotowywanie posiłków, spacer czy wspólne spędzanie czasu w rodzinie staje się drogą do szczęścia. Wystarczy przypomnieć sobie o tym, że nasi najbliżsi są przy nas i wyobrazić, co czulibyśmy gdyby ich nie było....
Dowiemy się również, że silna wola jest czynnikiem, który ma ogromny udział z utrzymaniu właściwego stanu zdrowotnego zarówno duszy, jak i ciała!

No cóż, od wielu lat wiadomo, że proste rozwiązania są najlepsze. I zawsze tak będzie, czy chodzi o sposób życia, myślenia, czy nawet odżywiania. Rzeczy oczywiste, o których ludzie zapominają w natłoku informacji, medialnego szumu, pośpiechu i manipulacji, jakiej wciąż są poddawani w dzisiejszym świecie masowego przekazu. A przecież człowiek, który przestaje samodzielnie myśleć, traci swoją wolę i jest automatycznie oddany we władzę innych, którzy wiedzą, w jaki sposób to wykorzystać.
Silna wola to mocny charakter, moralny kręgosłup i do tego energia wewnętrzna, która potrafi napędzić naszą codzienność. Oczywiście nie można zapomnieć o determinacji, pracowitości i konsekwencji, które również są nią zasilane.


Wspaniałe porady, zrozumiałe i łatwe do realizacji. Przejrzyste i świetnie skonstruowane rozdziały, cytaty i wypowiedzi osób, znanych z silnego charakteru.
Kwintesencja prostoty i dobrego życia - to treść publikacji. A forma małego notesu, pozwala na traktowanie tej wartościowej książeczki, jako podręcznego pomocnika w codziennym życiu i zaglądanie do niego, kiedy tylko o czymś chcemy sobie przypomnieć. 
Chociaż nie jestem zwolennikiem pisania po książkach nawet ołówkiem, tutaj mam nieodpartą chęć użycia jaskrawego zakreślacza, by szybciej odnaleźć te części tekstu, które najbardziej do mnie przemawiają. Porady z tej książeczki można stosować bez ograniczeń na co dzień. Przyznaję, że z wieloma już miałam do czynienia w tych, wspomnianych na początku, przeczytanych opasłych tomiskach różnych poradników. Jednak tutaj to jakby podsumowanie ich wszystkich, a do tego kilka takich, do których w jakiś sposób trzeba jednak dojrzeć  Szkoda, że nie miałam możliwości przeczytać jej, zanim gdzieś w przeszłości, pojawiały się przeszkody czy problemy w moim życiu. Pewnie jednak na wszystko nadchodzi ten właściwy czas.
Sam autor wspomina, że najlepiej, by zapoznali się z nią, jak najmłodsi ludzie. Polecam zatem, bo dzięki właściwemu podejściu, jakie proponuje, naprawdę można uniknąć wielu błędów, niewłaściwych decyzji czy niepotrzebnych komplikacji w życiu.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Ćwiczenie woli Autor: ks.Gaston Courtois ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 72 strony.


poniedziałek, 2 października 2017

Skandal w atłasach.

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie...
Stukot końskich kopyt na ulicach starego Londynu, odgłosy z hucznego przyjęcia odbywającego się w drogiej kamienicy znanej arystokratycznej rodziny. Śmiech wystrojonych panien, brzęk kieliszków, rozmowy, muzyka. Zmysłowy szelest atłasów, bogato zdobione suknie, brylanty i drogie naszyjniki, sznurowane gorsety, koronki, tiule, woale, kapelusze z kwiatami, kokardy. Wszechobecne intensywne kolory i różnorodne odcienie. Brzoskwiniowe, szaroróżowe, głębokie błękity, purpura czy klasyczna biel. Peleryny, narzutki, żakiety, mantylki z tafty, falbaniaste halki i muśliny, atłasy czy męskie fulary .Wszystko dookoła modne i dopracowane, uszyte z pieczołowitością najlepszych krawców.
Teraz przenieśmy się do saloniku, gdzie odbywa się rozmowa na temat ostatniego artykułu zamieszczonego w lokalnej gazecie. "Poranne Zwierciadło". Donosi o najnowszym skandalu, jaki miał miejsce na balu. Przy okazji dowiemy się, kto z kim wyszedł i jak był ubrany.

A teraz otwórzcie oczy i jeśli chcecie przeżyć te wszystkie doznania oraz przenieść się w przeszłość oraz poczuć atmosferę dawnego Londynu i Paryża, przeczytajcie "Skandal w atłasach".
Autorka z drobnymi szczegółami wprowadza nas w codzienne, ekskluzywne życie wyższych sfer. Choć z przekąsem, ale przemyca nam również informację, że "Byli arystokratami. Ich mózgi nie były ani zbyt dobrze rozwinięte, ani też nastawione na subtelności." Rozprawia jednak drobiazgowo na tematy, które w tamtym czasie i tamtych okolicznościach stanowiły o "być albo nie być" niektórych osób.

Główna bohaterka wprawdzie nie jest typową przedstawicielką arystokracji, ale ma z takowymi do czynienia na codzień. Prowadzi bowiem sklep, w którym zaopatrują się w suknie panie z najznamienitszych rodów. Ma również nasza Sophie inne potrzebne w jej współczesności talenty. Z iście czarodziejską mocą, potrafi wdrożyć z życie najtrudniejsze nawet projekty. Począwszy od prowadzenia wraz z siostrami ekskluzywnego sklepu odzieżowego dla najbogatszych, pracy stylistki i projektantki sukien aż do aktorskich wyzwań. Przebieranki, udawanie i podszywanie się pod inne postacie to dla niej pestka. Dodatkowo jej pomysły na rozwiązywanie trudnych problemów są błyskotliwe i skuteczne. Przekonuje się o tym znane rodzeństwo z wyższych sfer. Panna, które wdała się w znajomość z łowcą posagów i jej brat, przystojny hrabia, stojący na straży cnoty siostry, wpadają w panikę, gdy wybucha skandal na balu. 

Mamy oczywiście wątek damsko męski. Są i tzw. momenty, napisane bardzo elegancko i ze smakiem. Uczucie, które rozkwita podczas realizacji projektu naszej sprytnej stylistki. 
Wszystko napisane z rozmachem, godnym tamtej epoki. Opisy strojów, oddanie emocji, przeżywanie problemów  bardziej lub mniej wyimaginowanych  
Świat, który żyje swoim życiem, a obok zupełnie inny, jakże oddalony, biedny, zaniedbany, jak młody chłopiec, zwany Fenwickiem. Zwany, bo arystokraci nadali mu imię sami, chłopiec dotąd go nie posiadał. To jakby postać ze świata, który nawet nie zasługuje na nazwanie go. Liczy się tylko to, co "na salonach", a tamto ubogie środowisko nie jest warte uwagi bogatych. 
Świat z minionej epoki, ale czy nie ma odniesienia w dzisiejszej rzeczywistości? Hmm...Czyż nie mamy wciąż działającego i ukazującego się co tydzień albo częściej "Porannego Zwierciadła", zajmującego się tym, "kto z kim, kiedy, jak, ile razy, co i w którym miejscu"? Albo programy o tym, jak się ubrali i czy na pewno dobrze w tym wyglądali? Przyjęcia, bale, drogie restauracje, ekskluzywne butiki i arystokraci z dziada pradziada lub świeżo "nominowani"? Ech...niewiele się zmienia. Chyba tylko wille i samochody, bo konne kabriolety zostały zastąpione przez te, o mocy koni. No i atłasów jakby mniej w użyciu, więcej odzieży z chińskiego recyklingu...
Warto zajrzeć do dawnego Londynu i poczytać o skandalu, tiulach, intrygach, bankietach, by potem móc porównać z dzisiejszą rzeczywistością i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy warto kontynuować i naśladować takie właśnie życie?

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Skandal w atłasach (Z cyklu "Stylistki")  Autor: Loretta Chase ;Wydawnictwo BIS. Oprawa miękka. 384 strony.


piątek, 22 września 2017

Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny..


Święty Franciszek, młody człowiek w habicie, idący po łące pełnej kwitnących kwiatów. Obok niego zwierzęta, łagodne i nieobawiające się niczego przy swoim opiekunie. Taki obraz pozostał mi przed oczami po obejrzeniu jednego z filmów na temat życia Franciszka z Asyżu.
A po przeczytaniu książki...
Obraz pozostał, ale w tle pojawiło się mnóstwo ważnych myśli i przesłań, jakie Franciszek pozostawił po sobie. To tak, jakby do wizji dołączyła fonia. Głos, którego wcześniej nie słyszałam, bo film obejrzany dawno temu, skupił się na życiorysie, faktach historycznych, kostiumach, środowisku otaczającym tego znanego człowieka. Teraz wszystko połączone w całość stanowi wartościowy przekaz, jaki powinien pozostać każdemu, kto zaznajomi się z historią popularnego Świętego.

 Jedno z najważniejszych słów, które zapamiętałam z książki jest "nawrócenie". Motyw zejścia z nieodpowiedniej ścieżki życiowej przewija się przez całą opowieść o Franciszku. Tutaj dodatkowo znaczenie słowa zostało dokładnie przeanalizowane. Suzanne Giuseppi Testut pisze wyjątkowo przejrzyście o tym momencie w życiu człowieka:
Oznacza to, że osoba nawrócona musi całkowicie przemienić aparat poznawczy, a także zerwać z dotychczasowym sposobem myślenia czy nawet mówienia. (...) W zupełnie inny sposób zaczynamy postrzegać rzeczywistość, codzienne wydarzenia, poglądy, wiarę.
Od tej pory  życiem nawróconego zaczynają kierować nowe pobudki. Zaczyna on konkretnie zabiegać o to, co dobre i istotne.

Mamy też bardzo ważny i aktualny rozdział o mechanicznej wizji człowieka, który mając w pogardzie uczucia i emocje, wyklucza ze swojego życia duszę. Dąży do perfekcjonizmu w czysto materialistycznym względzie, a jego zwiększona "produktywność" całkowicie odcina go od życia wewnętrznego. Stąd tylko krok do oddania władzy siłom zła, które jak wskazuje święty Franciszek są przeciwne temu, by "człowiek miał umysł i serce skierowane na Pana".
Człowiek bez Boga to wizja transhumanistów. Człowiek widziany bardziej jako zestaw genów i skupisko komórek.  Człowiek, który daje się wciągnąć w pogoń za wszelkiego rodzaju przyjemnościami i wierzący, że nauka i technologia są w stanie zapanować nad ciałem.
A co do tego ma życie Franciszka? Wszystko. Franciszek bowiem pokochał Boga nade wszystko. Zawierzył całkowicie. Zaufał we wszystko, co usłyszał. Jak pisze Autorka, Franciszek napełniony słowami Ducha Świętego zrozumiał: "to, do czego innych zazwyczaj doprowadzają wieloletnie studia, liczne lektury i doświadczenie życiowe".

Filozofia życia świętego z Asyżu to również przypomnienie o tym, by być wrażliwym duchowo i starać się odczytywać w wydarzeniach z życia Boże przesłania.
Franciszek w jednym z najważniejszych momentów swojego życia, w kościele św. Damiana poczuł prawdziwą obecność Boga tuż obok. Nie, gdzieś tam wysoko i daleko, ale na ziemi, przy nim samym. Uświadomił sobie, że Bóg jest dla niego, a on dla Boga. Relacja, która jest ścisła i nierozerwalna. Wtedy, jak mówi autorka, narodził się nowy Franciszek. Ten, prawdziwie kochający Boga i czujący, że jest równie mocno przez Niego kochany. Bo w życiu chyba najgorsze jest nie wiedzieć, że jest się kochanym przez Boga.
Franciszek był radosnym człowiekiem, a każda istota czująca bliskość Boga jest właśnie radosna i szczęśliwa. Nie tym szczęściem uwarunkowanym zewnętrznymi i materialnymi okolicznościami, ale tym wewnętrznym, pełnym wiary i ufności w dobro, które go prowadzi.

Miłość bliźniego to kolejny ważny aspekt, który przewija się przez całe życie Franciszka. Spotkanie i pomoc trędowatym to przykład niesamowitej ufności w dzieło i słowa Pana. Święty z Asyżu był w wymiarze zewnętrznym i wewnętrznym bratem dla innych ludzi, zwłaszcza tych słabszych, "mniejszych".

Jak zauważa autorka, powinniśmy analizować żywoty świętych, tych, którzy oddali swoje życie w służbie Bogu, Kościołowi. Przypomina, jak wielu z nich było ludźmi prostymi, bez szczególnego wykształcenia, ale w swej odwadze byli wzorem dla świata. Odwadze mówienia głośno, często "niewygodnych" treści, bez obaw, że komuś może się to nie spodobać.

Książka Suzanne Giuseppi Testut nie jest typową powieścią o życiu świętego Franciszka z Asyżu. Chwilami bardziej przypomina pracę naukową, a osoba Franciszka pojawia się znienacka, jakby wychodząc z tła. Z pewnością książki nie można czytać jednym tchem. Wymaga całkowitej koncentracji i skupienia na tekście. Warto jednak poświęcić pełną uwagę na treść, która potrafi obudzić i przypomnieć o czymś, co wprawdzie jest oczywiste, a jednak często zapominane.

Słowa, jakie przytacza autorka są cytatami nie tylko z pism świętego Franciszka, ale i osób nam bliskich i znanych, które jego naukę bezpośrednio w swoim życiu wdrażały. Mamy więc słowa świętego Jana Pawła II, papieża Benedykta XVI, czy obecnego papieża Franciszka.
Wszyscy oni, kierując się drogą wyznaczoną przez Świętego z Asyżu dawali i dają przykład jego nauki w słowach i czynach.
"Nie wziąć udziału w niedzielnej Eucharystii, to pozbawić się daru, którego ochrzczonym udziela Bóg. Dzień Pański daje okazję do tego, aby przemienić ulotne chwile obecnego życia w zasiew wieczności" (Jan Paweł II)

A autorka podsumowując swą opowieść o Biedaczynie z Asyżu (jak go często nazywa) pisze, że "Święty Franciszek wzywał nas tylko do jednego; do powrotu do Chrystusa. Nie oczekiwał od nas wielkich wyczynów duchowych, ponieważ z własnego doświadczenia wiedział, że brak prostoty prowadzi do przesady i wypaczeń".
Sam o sobie mówił, iż jest "prosty i niewykształcony". I nie szukając wymówek o swej niedoskonałości, dążył do bycia lepszym. Został Świętym. Pokazał, że można; żyjąc prosto, często w biedzie i bez wielkich zaszczytów być Kimś.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Franciszek z Asyżu. Prorok ekstremalny. Autor: Suzanne Giuseppi Testut ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 280 stron
.




 

Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Lekcje życia, jeśli w ogóle takie "brać", to tylko od mistrza życia. A okazuje się, że jest ich wielu. Są różni, wśród nich wie...