środa, 22 listopada 2017

Chicago w ogniu


Zapowiedź: "amerykańska powieść z polskim akcentem", do tego tytułowe Chicago i od razu myśl; będzie o emigrantach, których mieszka wielu w tym mieście. I było jak najbardziej, ale nie w tak oczywisty sposób jak mogłoby się wydawać. To jeszcze nie ten moment, kiedy w polskiej dzielnicy znajdziemy wszystko, co można skojarzyć z naszym krajem. To dopiero początki. Po powstaniu styczniowym wielka fala uchodźców  dotarła na ziemię amerykańską. Nasi rodacy różnie spisują się w dziejach, ale autorka przedstawiła ich w sposób wyjątkowo korzystny.

Akcja rozpoczyna się prawie 150 lat temu i przyznaję, że historyczne tło, lekko mnie niepokoiło. Nie przepadam za książkami, które są z aż tak odległych lat, ale...W pewnym momencie złapałam się na tym, że zarówno fabuła książki, jak i jej bohaterowie tworzą klimat, wcale nie tak odmienny od współczesności. Właściwie, oprócz tego, że nie mieli nowoczesnych środków transportu i komunikacji, a do kontaktu brakowało im telefonów, czy internetu, to czymże się różnili??
Byli przecież takimi samymi ludźmi, jakich można spotkać obecnie na ulicach, w sąsiedztwie, w pracy.

Mamy zatem młodą, kreatywną, przedsiębiorczą kobietę - Mollie, która odziedziczyła zakład zegarmistrzowski po zmarłym ojcu. Dzisiaj nazwa manufaktura powraca ze zdwojoną siłą, bowiem ręczne wytwarzanie przedmiotów stało się nie tylko modne, ale i w końcu docenione, jako jedyne w swoim rodzaju. Takie też zegarki oferuje firma młodej Mollie. Dziewczyna radzi sobie świetnie, zaniedbując wprawdzie swoje prywatne życie, ale czy to Wam czegoś nie przypomina? Czy dzisiaj nie jest powszechne? 
Mamy również wspomniany wątek polskości - Zack Kazmarek - młody mężczyzna, który robi w Chicago karierę od zera do...prawnika, w tym przypadku, bo dla milionera tylko pracuje.
Jest wdzięczny bogatemu Amerykaninowi za opłacenie studiów prawniczych i można powiedzieć, że trochę sprzedaje mu swoją duszę. Staje się żelaznym, nieugiętym prawnikiem, który trzęsie połową miasta, ale wewnątrz ma słowiańską duszę, po rodzicach - poznacie to na pewno...


W 1871 roku wybucha w Chicago wielki pożar, jak można dowiedzieć się z notki historycznej, zawartej w książce, wszystko zaczyna się od zapalenia stodoły! Niewiarygodnie szybko, ogień rozprzestrzenia się i trawi ogromną powierzchnię wielkiego miasta. Ludzie bez dachu nad głową, z utraconym dobytkiem nie wiedzą, co robić. Niesamowity obraz samego pożaru, a potem zgliszcz i warunków, w jakich musieli przebywać mieszkańcy. Autorka niesamowicie odmalowała w słowach ten wstrząsający klimat. Mimowolnie przenosimy się do tego miejsca i przeżywamy dramat Mollie, która straciła praktycznie wszystko. Teraz liczy się tylko człowiek i to, co można odbudować wspólnymi siłami. Mollie ma przyjaciół wśród swoich pracowników - są to m.in. byli żołnierze, weterani, których zatrudniał jej ojciec. Okazuje się, że pomoc nadchodzi również z niespodziewanej strony - od Zacka, który uwielbia dziewczynę od dłuższego czasu, ale nigdy nie okazał jej swoich uczuć. Jest dla niego boginią i najwspanialszą kobietą, jaką zna, ale niestety na drodze staje milioner, któremu Zack winny jest lojalność. Interesy nie idą w parze z uczuciami, a Mollie nie ufa prawnikowi, który pracuje na rzecz bogatego przedsiębiorcy. Niedomówienia, nieporozumienia, a nawet kłótnie, pojawia się również konkurent i niestety miłość staje pod znakiem zapytania.

Historia, jaką poznajemy wciąga od pierwszych stron. I jak już wspomniałam na wstępie, wcale nie czujemy różnic w czasie. Te sto pięćdziesiąt lat nie przeszkadza w niczym. Są bowiem uczucia, które nigdy się nie zmieniają, są sytuacje, które wciąż się przytrafiają. Mamy wielką, choć trudną do spełnienia miłość. Mamy dylematy w wyborze pomiędzy mężczyzną spokojnym, miłym, zaradnym a tym porywczym, wybuchowym i tajemniczym. Jest wielka przyjaźń pomiędzy ludźmi, których łączy tragedia, ale i wspólna praca. Mamy w końcu i ten element polskości, poznajemy rodaków, którzy kultywują nasze tradycje poza granicami kraju. Pojawiają się nasze tańce, zwyczaje, potrawy, a wśród nich ...flaki! 

Piękny przykład "adoptowania" młodego człowieka, bez przeszłości. Rodzice Zacka są wielkimi marzycielami, których wiara w wolność graniczy czasem z naiwnością. Są jednak w tej naiwności ludźmi wielkiego serca, pomagają mężczyźnie, który nie ma rodziny, krewnych, przyjaciół. Mówią; "skoro nie masz narodowości, będziesz Polakiem". Wspaniały przykład na to, co w życiu najważniejsze - korzenie, tradycje, rodzina, bliskość ludzi.

Powieść czyta się z wielką przyjemnością, a każdy rozdział przynosi coś, co przyciąga naszą uwagę aż do samego końca. Miłość, pieniądze, tragedie, nowe znajomości, wzajemna pomoc w potrzebie, ale i długi, upadek firmy, odbudowa od zera, kariera i rozwój, a przy okazji naprawdę dużo dowiemy się o wytwarzaniu zegarów...
Na zakończenie zainteresował mnie zestaw "pytań do dyskusji". Po przeczytaniu książki, rzeczywiście kilka z nich może dać do myślenia. Polecam!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Chicago w ogniu; Autor: Elizabeth Camden; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 398 stron.

środa, 15 listopada 2017

Dawkins kontra Bóg

Nie można zacząć inaczej, jak od tytułowych bohaterów tej publikacji. Bóg, jako postać jest znana większości czytelników, dodam tylko, że chodzi o Boga, w którego wierzą chrześcijanie. 
Richard Dawkins natomiast to osoba, o której ja dotąd nie słyszałam, ale wiem już, że jest autorem kontrowersyjnej książki "Bóg urojony", a idąc za tytułem, wiemy zatem, że wierzącym nie jest. Co więcej jest ateistą tzw. wojującym, jednym z najbardziej aktywnych obecnie i razem z trójką innych (Sam Harris, Christopher Hitchens, Daniel Dennett) zwani są awangardą współczesnego wojującego ateizmu. Przytoczyłam nazwiska, by zwrócić uwagę na obecność właśnie tych osób w świecie nie tylko zajmującym się sprawami religii, ale i innych dziedzinach, gospodarka, polityka itp. Jak informują nas autorzy tej książki, ci "czterej jeźdźcy" nowego ateizmu usiłują obecnie uzyskać władzę polityczną, zatem być może będzie o nich głośno.

Wracając do tematu głównego, "Dawkins kontra Bóg", to odpowiedź na "Boga urojonego", który wstrząsnął podobno światopoglądem niektórych chrześcijan i sprawił, iż zeszli z wcześniej obranej drogi wiary. Jakże to jednak musieli być letni chrześcijanie, że jedną książką przekreślili to, co powinno być wyryte głęboko w duszy. Stąd już w pierwszym rozdziale mamy odniesienie do słów jednego z bohaterów literackich (postaci diabła), który na dorocznych podsumowaniach, narzekał na jakość dusz, ale za to widział potencjał w ich obfitości. Cytując autorów: nadeszły dni masowej, płytkiej niewiary.(...) Niestety współczesny świat częściej osądza rzeczywistość, biorąc pod uwagę ilość i siłę, a nie jakość

Co do tez wygłaszanych przez Dawkinsa. Mamy oczywiście podważenie działań Boga, jako Stwórcy. Tutaj zatem szereg objaśnień i naukowych badań, przytoczono jako argumenty niepodlegające dyskusji. Każdy, kto interesuje się tym, co wydarzyło się przed milionami lat, będzie usatysfakcjonowany już na początku książki. Wszechświat, słynna teoria wielkiego wybuchu, kolejne etapy rozwoju form życia na ziemi, warunki pozwalające na zaistnienie DNA i życia na planecie. Otrzymacie pełny, dokładny opis i wykład. 

Richard Dawkins jest zwolennikiem teorii przypadku. Dowodzi na każdym kroku nieprawdopodobieństwa zdarzeń związanych z Bogiem, a cokolwiek by zaistniało nietypowego, tłumaczy właśnie przypadkiem. W ogóle autorzy zauważają: "Zdaje się, że Dawkins jest gotów przystać na jakiekolwiek wyjaśnienie, pod warunkiem, że nie bierze ono pod uwagę Boga"
Ciekawe, że z równą zajadłością i zacięciem nie kwestionuje wielorękich bóstw hinduizmu, bogów, bożków wyznawanych w plemionach na całym globie czy jakichkolwiek innych przejawów religijności. Przeszkadza mu Bóg chrześcijan, czyżby czuł moc i zagrożenie? Podobno ludzie krzyczą i atakują wtedy, gdy czują strach.... Pewnie najgorszym dla niego scenariuszem w życiu, byłoby uwierzenie w to, co z takim zaangażowaniem neguje.

I tak w książce mamy konfrontację wielu teorii, znajdziemy mnóstwo odniesień do darwinizmu. Po drodze ocieramy się o bolszewizm, hitleryzm i dochodzimy do komunizmu, które to wszystkie ruchy, ideologie, a tym samym ich wyznawcy i przedstawiciele, szczycili się całkowitym oderwaniem od jakichkolwiek, najmniejszych chociaż więzów z życiem duchowym. Wypierali religie i chcieli wprowadzić swój własny porządek świata. 
Dawkins podążając drogą wojującego ateisty dąży również do świata bez Boga. 
Dobór naturalny, selekcja najlepszych genów, eutanazja, a nawet nawiązanie do zjawiska kanibalizmu oraz zoofilii. To, co stopniowo przestaje być zakazane, staje się dozwolone i powoli przechodzi w fazę nakazu. To mogłoby się wydarzyć, to wszystko dzieje się lub działo kiedyś.

Jaskrawość różnic w postrzeganiu świata przez Dawkinsa i tego według Boga można podsumować cytatem z książki: "Dla chrześcijanina miłosierdzie oznaczałoby adoptowanie porzuconego dziecka albo zapewnienie schronienia oczekującej dziecka kobiecie; dla Dawkinsa miłosierdzie to wspieranie lub zapewnienie usług aborcyjnych"
Ostatni rozdział jest najlepszym podsumowaniem całej konfrontacji Dawkinsa z przedstawicielami świata chrześcijańskiego. Świetny tekst, obrazowy i celnie ukazujący wizję świata według króla Richarda.
Świat, gdzie religia byłaby traktowana jak "wirus umysłowy", a nasze codzienne życie, delikatnie ujmując, uległoby znacznym zmianom, ale o tym poczytajcie sami i oceńcie, czy chcielibyście żyć w takim właśnie świecie.



Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Dawkins kontra Bóg. Autor: Scott Hahn, Benjamin Wiker ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 180 stron.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Z powrotem w siodle

Małe miasteczko w stanie Waszyngton, ranczo, hodowla bydła, konie, kowboje, codzienna ciężka fizyczna praca. Wspólne posiłki w domowej kuchni, bliskość rodziny, mała społeczność, gdzie każdy zna każdego. Niedzielna msza w miejscowym kościele i przyjaciele, znajomi oraz sąsiedzi, którzy służą sobie pomocą w razie potrzeby. 

Nowy Jork, Manhattan, Wall Street, giełda, kariera finansisty, fundusze inwestycyjne, akcje, maklerzy, garnitury noszone na co dzień i wyszukane potrawy w drogich restauracjach. Pośpiech, pęd, najnowsze samochody i najdroższe markowe ubrania. Świat, w którym nie ma przyjaźni, ale są wielkie znajomości i pieniądze. Miejsce, w którym możesz w jednym dniu stać się kimś, a w drugim równie szybko spaść na samo dno.

Slow life i fast life. Kontrasty, inne światy, przeciwieństwa. Jakkolwiek nazwać różnice pomiędzy tymi dwoma sposobami na życie, to od razu wiadomo, że tak jeden, jak i drugi ma swoich zagorzałych zwolenników i przeciwników. 
Dla niektórych osób życie w małym miasteczku czy na wsi, zwyczajne i bez większych emocji jest po prostu nudne. Ludzi, którzy mieszkają w takich miejscach zazwyczaj kojarzą z nieudacznikami, kimś, kto nie poradził sobie w życiu i został gdzieś tam, na zapomnianej wsi. Przecież tam nic się nie dzieje, nie ma wyszukanych rozrywek, galerii handlowych, tam jeszcze jest zupełny ciemnogród, w którym rządzi ksiądz, wygłaszający wciąż te same słowa w tym samym, nie wiadomo po co istniejącym kościele. Taaak...
Co innego miasto. Tam się dzieje! Codziennie nowi ludzie, nikt nikogo nie zna. Można zaszaleć i nikt nie ogłosi tego na drugi dzień wszystkim wokoło. Tutaj nikt nikogo do niczego nie zmusza. Możesz żyć tak, jak chcesz, jak lubisz. Możesz zachowywać się według swoich zasad i nikt nie będzie cię krytykować ani pouczać. W miejskim pędzie nikt nie ma czasu na jakieś kościelne sprawy. W ogóle po co to komu, skoro to człowiek sam decyduje o sobie. Kariera, no i oczywiście pieniądze - zupełnie inne można zarobić w mieście  A wybór rozrywek jest praktycznie nieograniczony.. Tutaj po prostu jest się kimś, a życie ma smak!

Te dwa światy świetnie poznał Colt, bohater książki. Uciekł z małego, nudnego miasteczka, z rancza, na którym nie było dla niego przyszłości. Zaznał za to wszystkiego, co oferuje wielkie miasto, dosłownie wszystkiego. A potem...potem przyjechał odwiedzić ojca, który zachorował. Został na dłużej, by trochę pomóc, trochę odpocząć i nagle spojrzał na życie na wsi zupełnie inaczej. Nagle okazało się, że w małym miasteczku jest rodzina, są bliscy mu ludzie, że tutaj można znaleźć nie tylko prawdziwe życie, ale i prawdziwe uczucia. Można znaleźć najwspanialszą kobietę, o jakiej się marzyło i poczuć, że jest się na właściwym miejscu i we właściwym czasie. A rodzina, rzyjaciele, znajomi, codzienna praca fizyczna, pyszne domowe jedzenie, modlitwa i bliskość Tego, który nas prowadzi, może życie zamienić w najpiękniejszą przygodę, którą chce się przeżywać głębiej i czuć, że robi się to, co najlepsze dla nas  na tej ziemi.
Czy to, co poczuł Colt udzieli się czytelnikowi? Zapewniam, że tak. Jeśli nie w całości, to z pewnością będą fragmenty, które natchną każdego czymś pozytywnym. Pozwolą na chwilę zatrzymać się, przemyśleć i może zmienić i w nas coś na lepsze. Cytaty, które warto zapamiętać i przemyślenia, o które trudno w codziennym zabieganiu. Jest o życiowych pomyłkach, błędach i porażkach, Jest o wspomnieniach, traumach i tęsknocie za kimś, kto już nie powróci. Do tego mnóstwo emocji, bo wątek romantyczny wciąga i sprawia, że ranczo staje się tłem dla rozwoju wielkiej, prawdziwej i szczerej miłości. 
Polecam na jesienne wieczory!

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Z powrotem w siodle; Autor: Ruth Logan Herne; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 352 strony.




środa, 25 października 2017

Demon Południa



Tytuł - początkowo raczej mnie zniechęcił, ale treść pozytywnie zaskoczyła. Podtytuł "Acedia - podstępna choroba duszy" wytłumaczył wszystko. 
Poznajemy problem, z jakim mieli do czynienia już Ojcowie Pustyni, a obecnie pojęcie acedii, praktycznie nieużywane, właściwie jest zupełnie nieznane. Możnaby sondażowo zapytać kilka osób, czym jest "acedia" i podejrzewam, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent pytanych nie miałoby pojęcia i nie potrafiło skojarzyć tego terminu z niczym. Tymczasem problem dotyczy naszego życia. Zjawisko nazywane acedią istnieje, a nawet atakuje obecnie ze zdwojoną siłą, dotykając ludzi w różnych sytuacjach życiowych, z różnych środowisk i w każdym miejscu.


Czas wyjaśnić, że od łacińskiego acedia (od greckiego akedia), tłumaczyć można jako "brak troski", również "niedbalstwo". Mnich Ewagriusz z Pontu już w IVw. n.e. opisał acedię, jako "osłabienie duszy". Zbliżamy się zatem do wyjaśnienia, iż tajemnicza choroba duszy, to powszechnie znane nam zniechęcenie, wypalenie, a nawet to, co wszyscy kojarzą z tzw. "kryzysem wieku średniego" - "kryzysem czterdziestki". Czas tej symbolicznej "połowy życia", jednocześnie powiązany z działaniem demona południa (południe, jako czas życia, skłaniający do podsumować tego, co już przeżyliśmy i niepokój o to, co przed nami). Jeśli mówimy o Ojcach Pustyni, którzy przed wiekami byli atakowani przez demona acedii, ulegali przygnębieniu, nudzie czy zwątpieniu w sens swojego działania. Tak i współcześnie acedia podobnie, jak przed laty, objawia się wewnętrznym niepokojem i niestałością, przesadną troską o swoje zdrowie, niechęcią do codziennych zajęć, znużeniem, brakiem nadziei i radości życia. 

Oczywiście w całej historii związanej z problemem duszy, najważniejsze jest, by symptomy rozpoznać i właściwie zadziałać. Od autora, który acedię poznał wyjątkowo dokładnie, dowiadujemy się, że sposoby na walkę z tymi przypadłościami są nam dostępne i często nad wyraz proste.
Mając na uwadze powiązanie życia duchowego z naszym zachowaniem, musimy przyjrzeć się naszej duszy z punktu widzenia wiary. Odwieczna walka dobra ze złem, pokusy, grzechy i zaniedbania. Ojciec Jean-Charles Nault kieruje nas na drogę modlitwy, rozmowy i przyjaźni z Bogiem przede wszystkim. Praca- głównie fizyczna, która wykonywana wytrwale potrafi odsunąć wiele dolegliwości duszy. Łzy, jako oczyszczający sposób na wyrzucenie niepotrzebnych nam myśli i emocji oraz rodzaj wyczekiwanego pocieszenia duszy. Te i kilka innych, które warto poznać.

Autor nie skupia się jednak wyłącznie na problemach duszy samych w sobie. Poznajemy zagadnienie wraz z całą otoczką, towarzyszącą nam w codzienności i znaną doskonale z życia społecznego.
Na przykład na płaszczyźnie moralnej, coś, co pozornie nie łączy się z omawianymi terminami, a jednak wpływa na nasze życie w bardzo znaczący sposób, determinując pewne wzorce zachowań. Sytuacja, w której coś, co dotąd uważane ze niewłaściwe, zostaje "dozwolone" prawem, stawia nasze postępowanie w nowym świetle. Niektórzy, twierdząc, że skoro zostało wprowadzone "ustawowo" to znaczy, że jest całkowicie usprawiedliwione i nie należy w ogóle traktować go, jako coś niewłaściwego. Poznajemy tym samym temat moralności "trzeciej osoby" i "pierwszej osoby", przy których to właściwa ocena naszego postępowania znacznie się różni. 
Autor przypomina słowa św.Jana Pawła II, napomnienie, by przy takiej ocenie bezwzględnie przyjąć perspektywę osoby, która działa, czyli "pierwszej osoby". 

Jesień to taka klasyczna pora, kiedy zniechęcenie i zmęczenie mocniej nas dotyka, ale nie dajmy się zwieść, acedia przybiera bardzo różne formy. Mamy tutaj przedstawione również niespodziewane objawy, których nigdy nie skojarzyłabym z acedią, a tymczasem, nazywane przez badaczy problemu "córami"- za tą dolegliwością podążają niespodziewanie: gadatliwość - gdy "człowiek ucieka przed myślą, żeby schronić się w słowie", ciekawość (tutaj ukłon w stronę plotkujących, obmawiających i krytykujących), a także coś, co całkowicie mnie zaskoczyło nadaktywność oraz wieczna potrzeba zmiany, gdy szaleństwo pogoni za nowością i zmianami może być objawem pustki duchowej.
Jak podaje autor "Czas niewypełniony pożytecznym i opłacalnym zajęciem budzi niepokój, więc trzeba go wypełnić, żeby rozproszyć lęk przed pustką"

Książka nie jest poradnikiem, a raczej przewodnikiem po problemach duszy. Ojciec Nault jest opatem benedyktyńskiego Opactwa w Normandii. Problem acedii zgłębiał w ramach swojej pracy doktorskiej. Książka, którą miałam okazję przeczytać, prawdopodobnie wiele z tego opracowania otrzymała. Wiem już zatem, dlaczego miejscami czułam, jakbym czytała zawiłe rozważania filozoficzno-teologiczne i ze swoimi ograniczonymi możliwościami poznawczymi w tym temacie, musiałam powtarzać niektóre fragmenty tekstu, by dokładnie je zrozumieć. 
Warto było jednak spędzić czas przy tak poważnej lekturze, bowiem acedia poznana bliżej, stała się bardziej "oswajalna", a i łatwiej w razie czego rozpoznać ją, gdyby próbowała swych sił gdzieś w bliskim otoczeniu. Poza tym, podejmowanie wyzwań jest świetnym sposobem przeciwdziałania marazmowi, który z acedią również "współdziała". Zatem czytając mamy wiele do zyskania...

A na zakończenie piękne słowa, które przytoczone w rozdziale o miłości, wspominają pewne małżeństwo z sześćdziesięcioletnim stażem. Mężczyzna mówiąc o swej żonie zaprzeczył powszechnemu mniemaniu, że "małżeństwo jest jak klatka" i cytując francuskiego poetę powiedział:
"Kocham Cię każdego dnia bardziej, dzisiaj bardziej niż wczoraj, ale znacznie mniej niż jutro", bo prawdziwa miłość jest jednym z najważniejszych leków na dolegliwości duszy!
 

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)
                                                                                                          
Tytuł: Demon Południa. Autor: Jean-Charles Nault ;Wydawnictwo PROMIC. Oprawa miękka. 220 stron.


piątek, 13 października 2017

KUBA


Piłkarz, o którego życiu prywatnym jeszcze kilka lat temu niewiele wiedzieliśmy. Stał się sławny, napisano książkę. Biografie to trudny temat. Zdarzają się niewypały, które przereklamowane lądują gdzieś w supermarketach, w koszach za 5 zł. Tej tam nie spotkałam, ale nawet gdyby się znalazła, bo na przykład nakład był zbyt duży, zabierzcie ją stamtąd! Wydajcie piątkę i przeczytajcie historię, która każdego wzruszy, każdego poruszy i pozwoli uwierzyć w człowieka. Celebryci, sławni i bogaci, w większości połakomili się już na swoje autobiografie. Popłynęli z nurtem, ale śmiem twierdzić, że nikt nie ma takiej przeszłości, jak Jakub Błaszczykowski. Po wielu latach milczenia, wypowiedział tę najtrudniejszą z prawd głośno. Nie krzyczy, ale i nie mówi z ukrycia. 

Ta książka jest na pewno wielką gratką dla wielbicieli talentu Kuby, znajdą tam opisy z boiska, wspomnienia i opowieści trenerów, kolegów piłkarzy oraz każdego, z kim można porozmawiać o piłce, słynnych meczach i graczach. Tutaj widać, że autorka również interesuje się futbolem.
Dookoła mamy obecnie Roberta Lewandowskiego, coś, jak przed laty Małyszomania. Tylko czekać, aż wyskoczy nam z lodówki. Błaszczykowskiego dużo mniej, ale i sukces inny. 
Kuba w tej książce mówi "przez piłkę" o swojej wygranej w życiu prywatnym, rodzinnym, tym najbardziej osobistym. To nie był grzeczny, mały chłopczyk, którego rodzice wspierali, wozili na treningi, dbali i pomagali. Tam wydarzył się dramat, a Kuba go przeżył najbardziej, jak tylko może odczuć to dziecko. Koszmar, który zmienił na zawsze jego życie. Półtora centymetra, które zdecydowało o tym, że Anna Błaszczykowska - mama Kuby - nie przeżyła pchnięcia nożem. Potem były smutek, gniew, żal, bunt, agresja. Wszystko, co po takich wydarzeniach musi się pojawić. Mógł wylądować na marginesie, a wyszedł na podium, na szczyt, o którym marzył. Talent, praca, determinacja i wiara. Wiara w spełnienie marzeń, ale i wiara w Boga. O tym również nigdy nie wstydzi się mówić. Zaszczepiona przez matkę, pielęgnowana przez babcię. Dawała mu niejednokrotnie największą siłę, by żyć i podnosić się z kolan.
"Spełnienie marzeń to najważniejsza rzecz w życiu człowieka. Im więcej ich masz, im więcej możesz ich spełnić, tym bardziej czujesz się dowartościowany. Na samym końcu to ty decydujesz, jak swoje życie poprowadzisz i jakie je będziesz miał. Decydujesz o tym, czy jesteś coś wart, czy nie." - to słowa Kuby.


Tutaj nie tylko bohater książki przyciąga, bo i forma tej biografii z pewnością bardzo zachęca do przeczytania. Nie jest zestawem suchych faktów, dat, wywodów. Jest to żywa opowieść. Mnóstwo wypowiedzi znajomych Kuby, jego członków rodziny, tych najbliższych i dalszych, przyjaciół ze szkoły, tych najstarszych i tych z boiska, kiedy już stał się sławny. W tym wszystkim przeplata się dialog - wywiad - długa rozmowa pomiędzy autorką Małgorzatą Domagalik, a Kubą. Dobrze napisana i dobrze się czyta - opowieść nazwana na okładce jako historia ludzka. I tak jest. Opowieść o człowieku, który mimo młodego wieku może nauczyć i przekazać wiele mądrości z tego, co przeżył. Takich wzorców nam potrzeba w dzisiejszym świecie. Nie napompowanych, sztucznie wypełnionych i lansowanych, z parciem na szkło, ale tych z krwi i kości, prawdziwych, często i popełniających błędy, ale potrafiących zamienić porażki w największy sukces. Dzięki swojej sile, charakterowi, determinacji i pracy. Szacunek!


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: KUBA Autor: Jakub Błaszczykowski i Małgorzata Domagalik ; Wydawnictwo Foksal Sp. z o.o.. Oprawa twarda. 364 stron.

środa, 11 października 2017

Stylowa kawiarenka. Receptury z dawnych lat.

Każda, ale to każda kobieta, która lubi piec albo gotować, marzyła kiedyś o własnym kąciku restauracyjnym lub cukierni, gdzie mogłaby oddać się swojej pasji bez ograniczeń. Niestety dziewięćdziesiąt procent tych marzeń pozostaje niezrealizowanych i tylko mała grupka odważa się na własną działalność i połączenie swojej pasji z pracą. Nie można się temu dziwić, bo przecież nie wszyscy mogą być cukiernikami, choć ich wypieki chwali cała rodzina i przyjaciele. 

Książka "Stylowa kawiarenka" to odpowiedź na potrzeby domowych cukierników. Atmosfera dawnych lat, przepisy, które służą od wielu lat nie tylko gospodyniom domowym, ale przede wszystkim znanym mistrzom cukiernictwa. Oczywiście na pewno ci ostatni ma swój magiczny, tajemniczy dodatek, który sprawia, że jego wypiek jest szczególny, ale podstawa jest ta sama. Tutaj możemy ją poznać.
Przygotujcie się więc na pieczenie Tortu Sachera i Szwarcwaldzkiego, strudla z jabłkami i szarlotki z bitą śmietaną. Poznacie przepis na eklerki i pyszne drożdżowe ciasta. A gdy przyjdzie ochota na domowe słodkie drobiazgi, proszę bardzo: trufle, czekoladki, krówki, kulki marcepanowe i kokosowe. Proponowane desery na ciepło mogą umilić niejedno niedzielne popołudnie: omlety, puddingi, leguminy z kaszy manny albo ryżu, no i oczywiście sztandarowy deser kuchni francuskiej creme brulee. Baklawa, kremówka, merengi, faworki i pączki. Kremy, musy, galaretki, lody i kawa. Każdy z przepisów mógłby sprawdzić się zarówno w prowadzonej przez was kawiarence dla nawet najbardziej wymagających klientów jak i w domowym zaciszu dla najbliższych, czekających na pyszności w domowym wydaniu.
Kilkadziesiąt świetnych przepisów, przepiękne, kuszące zdjęcia. Wszystko podzielone na rozdziały : torty i ciasta, ciastka i ciasteczka, słodkie drobiazgi, desery ciepłe, desery zimne oraz kawa i herbata. Wśród wielu książek w mojej domowej kulinarnej biblioteczce, ta jest jedną z najczęściej "pobrudzonych" mąką ;)
Receptury są różnorodne i sprawiają, że mając tę książeczkę, posiadacie cudowny sposób na wyczarowanie smakowej uczty w domowej i nie tylko domowej kawiarence. Goście z pewnością wrócą do was szybciutko i ze zdwojoną siłą :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Stylowa kawiarenka - receptury z dawnych lat. Autor: B.Woźniak ; Wydawnictwo Olimp Media Sp. z o.o.Sp.k.. Oprawa twarda. 126stron.

poniedziałek, 9 października 2017

Sezon życzeń


Hotel "Życzenie B&B" i restauracja "Le Grille", nowa inwestycja, odważne przedsięwzięcie. Restauracja oferuje wykwintne dania kuchni francuskiej czy włoskiej. Można tam skosztować zarówno quiche lorraine, creme brulee jak i fettuccine carbonara czy przepyszny befsztyk z polędwicy. Można również wziąć udział w kursie kulinarnym, gdzie w małych grupach, nauczymy się przyrządzać smaczne ciasto czekoladowe z wiśniami i zgłębimy tajniki gotowania oraz poznamy sekrety profesjonalistów. Dodatkowy atutem restauracji jest jej lokalizacja - w starej, pięknej willi z ogrodem. A to wszystko w małym miasteczku Chapel Springs, latem licznie odwiedzanym przez turystów, a zimą kameralnym, spokojnym miejscu.

Hotel i dobrze prosperująca restauracja są marzeniem młodej kobiety PJ McKinley, rodowitej mieszkanki Chapel Springs. Wróciła do miasteczka po studiach i pragnie tutaj właśnie rozpocząć swoje dorosłe życie i pracę, którą uwielbia. Teraz wszystko zależy od właścicielki wspomnianej willi z ogrodem. To ona i jej doradcy zdecydują, czy dziewczyna zasługuje na zaufanie i warto powierzyć jej zabytkowy dom.

W dniu, kiedy PJ ma przedstawić swoje plany decydentom, pojawia się nieznajomy mężczyzna Cole Evans. Jest także zainteresowany wynajęciem willi, bo przyjechał do miasteczka, by podobnie jak PJ spełnić swoje plany o wymarzonym przedsięwzięciu. Jego pomysł nie dotyczy jednak biznesu. Dom przejściowy "Rozdroża" ma służyć młodzieży opuszczającej domy rodzin zastępczych. Miałby być miejscem, gdzie młodzi ludzie otrzymają wsparcie i pomoc, umożliwiające im ukończenie szkół, naukę zawodu, pójście na studia, czy rozpoczęcie samodzielnej pracy. To działalność społeczna, która potrzebuje sponsorów i inwestorów. Rada ma dość łatwe zadanie. Okazuje się jednak, że konkurs zostaje rozstrzygnięty w nieoczekiwany sposób. Zarówno PJ jak i Cole według właścicielki willi zasługują na zaufanie. Powierza swój dobytek im obojgu, ale na jeden rok, po którym zdecyduje, kto radzi sobie lepiej. Odtąd mają dzielić się miejscem i wspólnie utrzymywać willę w jak najlepszym stanie, prowadząc jednocześnie swoje przedsięwzięcia.

Cole i PJ spotykają się w mało sprzyjających okolicznościach, a będąc konkurencją nie darzą się zbytną sympatią. Powoli jednak sytuacja, w jakiej się znaleźli pomaga im poznać się lepiej. Dowiadują się o sobie i swoim życiu tak wiele, że nie mogą być nadal przeciwnikami na tym ringu. Stają się przyjaciółmi, a miłość już czeka za rogiem...
W powieści Denise Hunter znajdziecie mnóstwo emocji. Przygotujcie też chusteczki. Będzie naprawdę wiele wzruszeń i to tych najgłębiej dotykających wrażliwe serca, bo kiedy spotyka się dwoje ludzi tak bardzo zasługujących na szczęście i tak bardzo potrzebujących prawdziwej,, szczerej miłości, to nie może być inaczej. A wydarzenia, z którymi przyszło im się zmierzyć w przeszłości, tylko utwierdzają w tym odczuciu. 
Znajdziecie tu wszystko, o czym w życiu trzeba wiedzieć. Poruszane problemy samotności, poczucia winy, odpowiedzialności. Życiowe dramaty, trudne decyzje, temat relacji w rodzinie czy związków z niewłaściwymi partnerami. Wszystko to, co w życiu się zdarza. Wszystko o czym powinno się rozmawiać, by nie tłumić emocji. Życie takie, jakie jest i to, jakim chcemy, by się stało. Spełnianie marzeń i dążenie do celu, do prawdziwego poczucia szczęścia. A przy tym największa moc, która pozwala zmierzyć się z każdą przeszkodą, moc modlitwy i wiary w Boga. Bohaterowie tej powieści nie zapominają o tym, kto pomaga, decyduje o ich losie i kto opiekuje się nimi w każdej, również tej najcięższej chwili życia. Polecam.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Sezon życzeń; Autor: Denise Hunter; Wydawnictwo Dreams. Oprawa miękka. 
368 stron.

Chicago w ogniu

Zapowiedź: "amerykańska powieść z polskim akcentem", do tego tytułowe Chicago i od razu myśl; będzie o emigrantach, których mie...